Według danych Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych (ETUC), Europa traci średnio 500 miejsc pracy dziennie. To głównie zwolnienia w przemyśle, a zwłaszcza w branży motoryzacyjnej. Dlatego Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM) apeluje o natychmiastową reakcję, by uratować sektor motoryzacyjny. - Potrzebujemy realnej strategii konkurencyjności: tańszej energii, uproszczenia przepisów, wsparcia dla inwestycji. Inaczej grozi nam deindustrializacja i trwała utrata miejsc pracy, które już nigdy nie wrócą - mówi Tomasz Bęben, prezes stowarzyszenia.
- To, co obserwujemy w branży motoryzacyjnej, to nie chwilowe turbulencje, lecz strukturalne pęknięcie. Europa przestaje być atrakcyjnym miejscem do prowadzenia produkcji przemysłowej i to pomimo znakomitych kompetencji, know-how oraz infrastruktury. Z jednej strony mamy ambitne cele klimatyczne, a z drugiej brak skutecznych mechanizmów ochrony przemysłu za to aż nadto regulacji - wylicza Tomasz Bęben. "Nawet nowo otwarte fabryki - zbudowane w ciągu ostatnich kilku lat - są wygaszane, bo ich utrzymanie w Europie przestaje się opłacać" - czytamy w stanowisku. Produkcja coraz częściej przenosi się m.in. do Wietnamu i Malezji. Jeszcze w 2022 r. bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Europie 7,7 mld euro. Obecnie to zaledwie 218 mln euro.
"Europa traci pozycję motoryzacyjnego lidera, ustępując pola tańszym i mniej regulowanym rynkom. W tym samym czasie chińscy producenci umacniają się w UE, pogłębiając kryzys lokalnych firm" - pisze motoryzacyjne stowarzyszenie. Cierpi na tym również Polska. "Sektor motoryzacyjny to nie tylko montownie aut, ale też całe łańcuchy dostaw: tysiące poddostawców, narzędziowni, zakładów wtryskowych czy producentów komponentów elektronicznych. Ich kondycja zależy od stabilności dużych graczy. Gdy fabryka główna znika - efekt domina jest nieunikniony" - pisze stowarzyszenie. Upadek gigantów odbija się też na naszej gospodarce.
Problem potęguje fakt, że jeszcze kiedyś byliśmy postrzegani jako tańsza alternatywa dla Niemiec czy Francji. Teraz to już nieaktualne z dwóch powodów. Po pierwsze - ceny energii. Koszt emisji CO2 stanowi nawet 60-70 proc. końcowej ceny energii elektrycznej, a z racji, że energia u nas nadal pochodzi głównie z węgla - to koszty są wyższe. Po drugie - pensje. W drugim kwartale zeszłego roku koszty pracy w Polsce wzrosły o prawie 13 proc. To ponad dwukrotnie więcej niż średnia w UE. "Przy niskich marżach w przemyśle motoryzacyjnym taki wzrost potrafi przesądzić o decyzji inwestora" - pisze SDCM.
Przeczytaj też: Nowy podatek niemal pewny. Minister finansów z jasną deklaracją. "To się wydarzy".
Źródła: SDCM