W 2004 r. na biurko ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii Tonego Blaira miały trafić dokumenty ostrzegające, że pełne otwarcie brytyjskiego rynku pracy dla obywateli nowych państw członkowskich UE, w tym Polski, może przybrać nieoczekiwane skutki. Ten niezbyt się tym jednak przejął i plan zatwierdził. Opierano się wtedy na szacunkach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, które przewidywało, że otwarcie rynku pracy sprawi, że w celach zarobkowych Wielką Brytanię będzie odwiedzać rocznie 5 000 - 13 000 migrantów. Już w pierwszych dwóch miesiącach chętnych do pracy w Wielkiej Brytanii było 9 000 osób. Rok później migracja netto wzrosła do 96 tys. osób. Ponad połowę z przyjeżdżających migrantów stanowili Polacy.
- Wtedy przyjechało najwięcej Polaków, a rozpoczęta w 2004 r. fala trwała przez długie lata. Wielka Brytania była atrakcyjnym, ciekawym ekonomicznie krajem. Miała bardzo rozbudowany system zasiłków socjalnych oraz oferowała wynagrodzenia nieosiągalne w Polsce. W pewnym momencie Polonia wyniosła około 1 miliona osób - opowiada nam Mariusz Woźniak, przedsiębiorca oraz działacz polonijny, który mieszka na co dzień w Wielkiej Brytanii. Efektem pierwszej fali migracji było tzw. Polish baby boom w latach 2007-2010, gdy Polacy, którzy przyjechali do Wielkiej Brytanii, zaczęli rodzić dzieci. W 2010 roku na Wyspach urodziło się około 20 tysięcy małych Polaków.
Przez lata Wielka Brytania uchodziła za migracyjny raj. Wszystkie dane pokazywały, że to Polacy są największą grupą obcokrajowców na Wyspach. Ponad 20 lat później sytuacja jest diametralnie inna. Liczba Polaków przyjeżdżających do Wielkiej Brytanii spada, a tych wracających do kraju rośnie. Od 2017 roku do 2022 roku do Polski wróciło ok. 200 tys. Polaków. Oficjalnie Polaków w Wielkiej Brytanii ma być ok. 500 tys. Chociaż nieoficjalne szacunki mówią, że wciąż może nas tam być ok. 700 tys. Nie zmienia to jednak faktu, że Wielka Brytania na atrakcyjności znacząco straciła.
- Wielka Brytania od wielu lat, zasadniczo od kryzysu finansowego w 2008 roku, nie radzi sobie najlepiej. To kraj, który strukturalnie doświadcza stagnacji od około 20 lat. To sprawia, że z roku na rok staje się coraz mniej atrakcyjny dla migrantów - zauważa dr Karol Pogorzelski, ekonomista Pekao SA. Dwa ostatnie lata to wyraźna stagnacja brytyjskiej gospodarki. W 2023 r. PKB wzrosło o 0,3 proc., a w 2024 r. o 0,9 proc. - Gospodarka brytyjska radzi sobie gorzej niż niemiecka od kilku lat. To sprawia, że atrakcyjność Wielkiej Brytanii spada szybciej niż innych krajów zachodnich - dodaje.
Wielka Brytania wyróżnia się na tle innych krajów tym, że jej dynamika gospodarcza jest niska, a rozwój kraju nawet w okresie dobrej koniunktury jest powolny. Tempo wzrostu wynosi około 1 proc. rok do roku, a w rzeczywistości utrzymuje się na podobnym poziomie od wielu lat. Można powiedzieć, że kraj znajduje się w fazie stagnacji prawie od poprzedniego kryzysu finansowego, a strukturalne problemy sprawiają, że traci atrakcyjność szybciej niż inne państwa
- mówi Karol Pogorzelski.
Oczywiście, zdarzają się krótkoterminowe wahania koniunktury, które mogą przyspieszyć decyzję o powrocie do kraju lub wyjazd do Wielkiej Brytanii. Natomiast zasadniczo jest to powolny proces, który sprawia, że Polska stopniowo dogania Wielką Brytanię pod względem poziomu życia. Jeżeli chodzi o PKB skorygowane o siłę nabywczą pieniądza, Polska jest raptem o około 20-25 proc. biedniejsza od Wielkiej Brytanii. To już nie jest dwukrotna różnica, jak jeszcze 10 lat temu - wylicza ekonomista.
Przez ten czas umocniła się m.in. polska waluta, co wpłynęło na opłacalność zarobkowej migracji do Wielkiej Brytanii. W ostatnich 10 latach kurs złotego umocnił się do brytyjskiego funta o ponad 15 proc. - Gdy wyprowadzałem się do Wielkiej Brytanii, kurs funta był bardzo wysoki. Kosztował około 8 zł. To była naprawdę duża przebitka - bardzo się opłacało. Teraz kurs spadł do około 5 zł, więc już nie ma tak dużej przewagi finansowej - wspomina Mariusz Woźniak. Obecnie funt szterling kosztuje 4,9 zł. Ostatni raz powyżej 5 zł był w czerwcu.
- Kurs funta ma znaczenie wtedy, gdy celem jest zarobienie na wkład własny do pierwszego mieszkania, samochód czy start w życiu - z intencją powrotu do Polski. Wtedy przeliczamy pensję brytyjską na złotówki i obserwujemy, jak kurs się zachowuje. Złoty się umocnił, ale nie był to bardzo dynamiczny proces. Słabszy kurs funta przekłada się na mniejszą atrakcyjność pracy w Wielkiej Brytanii i przesyłania zarobków do Polski - dodaje Karol Pogorzelski. - Różnice w płacach też się zmniejszyły. Kiedy w 2004 r. wchodziliśmy do Unii Europejskiej, pensje w Wielkiej Brytanii w przeliczeniu na złote były znacznie wyższe niż to, co można było zarobić w Polsce. Teraz jest to tylko około 2/2,5-krotność. Wtedy to była 5-krotność - wylicza.
Wielu Polaków wyjechało lata temu do Wielkiej Brytanii by się "dorobić". Od tego czasu ten cel zwyczajnie zrealizowali i zgodnie z planem wrócili do kraju. - Część osób nie potrzebowała już dłużej Wielkiej Brytanii. Dorobili się, postawili nieruchomości, kupili domy i chcieli wrócić do Polski, do rodziny - opowiada nam polski przedsiębiorca. Zwłaszcza w czasie pandemii wiele osób wróciło do kraju i już tu zostało. Nie oznacza to jednak, że praca w Wielkiej Brytanii zupełnie przestała się opłacać.
Wciąż można tutaj zarobić i zaoszczędzić pieniądze. I to mimo wysokich kosztów utrzymania. Czasami zdarza się scenariusz, że żona i dzieci mieszkają już w pięknym, dużym domu na wsi, np. w województwie podkarpackim, w okolicach Rzeszowa lub Białegostoku, a mąż przyjeżdża do Londynu na kilka tygodni. Zarabia i później wraca do Polski
- dodaje. Podaje jako przykład wynagrodzenie elektryka, który w Wielkiej Brytanii może zarobić dziennie 180-200 funtów (ok. 900-1000 zł). W Polsce to wciąż nieosiągalny poziom zarobków.
Przeprowadzony przez Wielką Brytanię w 2020 r. brexit mocno ograniczył możliwości zarobkowej migracji. Odkąd ten kraj oficjalnie opuścił Wspólnotę, przed przyjazdem zarobkowym w Wielkiej Brytanii należy znaleźć pracodawcę, który zaoferuje pracę i wystawi certyfikat, na podstawie którego będzie można się starać o odpowiednią wizę. Formalności znacznie się utrudniły. - Dlaczego Polonii jest coraz mniej, a w zasadzie w ogóle nie ma nowej Polonii imigracyjnej? Winny jest brexit. Polacy, żeby przyjechać do Wielkiej Brytanii, muszą mieć tzw. work permit, czyli pozwolenie na pracę. To bardzo skomplikowane, trudne i drogie. Kosztuje około 5-7 tysięcy funtów i trzeba spełnić specjalne kryteria, żeby np. znaleźć pracę w Londynie. To wszystko jest naprawdę trudne - opowiada nam Mariusz Woźniak. W 2023 r. pozwolenie na pracę otrzymało jedynie 1200 Polaków.
Brexit nie tylko utrudnił samą migrację, ale też wyhamował rozwój gospodarczy kraju. - Wielka Brytania jest dużą, otwartą gospodarką z silnym rynkiem finansowym, a brexit oddalił ją od największego partnera handlowego, jakim jest Unia Europejska, zmniejszając rolę Londynu jako centrum finansowego - zauważa Karol Pogorzelski. - Czasami brakowało pomidorów, czasami mojej ulubionej wody gazowanej. Produkty szybko znikały z półek. Był to efekt przerwania łańcuchów dostaw, na które Wielka Brytania nie była przygotowana przed brexitem. Pamiętam okres, kiedy musieliśmy stać w kolejkach - kilkanaście tygodni, zanim sytuacja się ustabilizowała - wspomina Mariusz Woźniak. W tym samym czasie rosła nasza gospodarka.
- Poprawienie się sytuacji ekonomicznej w Polsce to podstawowy powód mniejszej migracji. W Polsce można znaleźć pracę lepszą lub gorszą, ale generalnie tę pracę można znaleźć. Kiedy wyjeżdżałem w 2004 roku, naprawdę było to bardzo, bardzo trudne, albo praca była bardzo nisko płatna - przypomina polski przedsiębiorca. - Najważniejszym czynnikiem zniechęcającym do migracji jest siła polskiej gospodarki i jej szybki rozwój, a nie wyłącznie słabość krajów, do których Polacy mogli wyjeżdżać. Spadek atrakcyjności migracji z Polski do innych krajów ogółem, nie tylko do Wielkiej Brytanii, wynika przede wszystkim z długiego okresu dobrej koniunktury w Polsce. Jest to efekt relatywnie silnej polskiej gospodarki, która sprawia, że Polska stała się coraz lepszym miejscem do życia - dodaje Karol Pogorzelski.
Role odwróciły się do tego stopnia, że teraz to Brytyjczycy przeprowadzają się do Polski. Między 2015 a 2024 r. liczba przeprowadzających się nad Wisłę brytyjskich migrantów wzrosła o 340 proc. Dekadę temu mieszkało ich u nas 41 tys., a w ubiegłym roku już 184,9 tys. - Wielka Brytania kiedyś była rajem dla emigracji. Postrzegano ją jako kraj bardzo poukładany, bezpieczny. Naprawdę taki cel numer jeden, żeby migrować w Europie. Natomiast Polska była zacofana, szara, ponura, ciężko było znaleźć pracę. Teraz się to bardzo wyrównało. Polska poszła bardzo do przodu pod każdym względem: bezpieczeństwa, ekonomicznym, gospodarczym, a Wielka Brytania niestety zrobiła krok do tyłu - podsumowuje Mariusz Woźniak.