Miejskie elektrociepłownie dostarczają nowe rozliczenia na kolejny sezon. Mieszkańcy blokowisk zapłacą za ciepło średnio nawet 30 proc. więcej niż w poprzednich latach. W niektórych miastach, jak np. Ruda Śląska, będzie to nawet o ponad 80 proc. więcej. Mieszkańcy są załamani. - Spoglądając na wyliczenia, jakie podesłała mi moja administracja, pomyślałam, że trzeba będzie z piwnicy wygrzebać polary, jakie zabieram na górskie wyprawy, bo nie dam rady przy tych cenach utrzymać w moich dwóch pokojach temperatury 20 stopni. Nie stać mnie - powiedziała "Gazecie Wyborczej" Magdalena Szymczyk, mieszkająca w 15-letnim krakowskim bloku na Bieżanowie, który jest podłączony do miejskiej elektrociepłowni. Gdy się wprowadzała, czynsz ze wszystkimi opłatami wynosił ok. 400 zł. Dzisiaj to prawie 1100 zł. Roczne rozliczenie za ciepło wzrośnie z 2,5 tys. zł do 3,5 tys. zł.
Średnie ceny ogrzewania w Krakowie wzrosły o 30 proc., ale to wciąż niewiele w porównaniu z kilkoma innymi miastami. We wspomnianej Rudzie Śląskiej podwyżka opłat za ciepło to 88,3 proc., co dla typowego gospodarstwa domowego oznacza 600 zł dodatkowych wydatków rocznie. Państwowa spółka wprawdzie zapowiada zmiany w cenach, jednak redukcja nie będzie znacząca. Na podwyżki ciepła systemowego nastawiają się też miasta wojewódzkie. Lublin (30 proc.), Opole (29 proc.), Warszawa (20-24 proc.) i Zielona Góra (50-65 proc.) to tylko niektóre z przykładów.
Specjaliści wskazują, że niestety wyższe koszty to pewnik. - Nie unikniemy tych podwyżek, choć dostawcy ciepła, czyli elektrociepłownie, będą się tłumaczyły, że przecież nie oni podnieśli stawki, ale przestały obowiązywać zamrożone ceny. W sensie prawnym mają oczywiście rację, co nie zmienia faktu, że dla zwykłego konsumenta oznacza to kolejne pieniądze wypływające z portfela - wyjaśnił Sebastian Kolecki, specjalista od energetyki. Część osób decyduje się przykręcać kaloryfery, warto jednak pamiętać, że prowadzi to do zawilgotnienia i zagrzybienia mieszkania, a dodatkowo zmniejsza komfort cieplny w całym bloku. Niektóre spółdzielnie przewidziały jednak kary finansowe za taką praktykę.
Ceny energii uległy zmianie już na początku roku, jednak do końca czerwca obowiązywała tarcza rządowa i dopłaty. - W Krakowie na zmianę cen składała się podwyżka cen trzech producentów ciepła oraz MPEC. Łącznie podwyżka dla odbiorców wyniosła 11,9 proc. W tym nasza cena stanowiła zaledwie 2 proc. - wyjaśniła na łamach "Wyborczej" Renata Krężel, rzeczniczka Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Krakowie. Pomocą dla najbardziej dotkniętych podwyżkami ma być bon ciepłowniczy, który zostanie przyznany za drugą połowę 2025 roku i cały rok następny. Jego wielkość będzie uzależniona od opłat i może wynieść od 500 zł do 3,5 tys. zł. Jak zauważa prof. Stanisław Nagy z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, problem wynika z rosnących cen paliw, kosztów emisji CO2 i dyrektyw UE, ale również stanu infrastruktury technicznej ciepłowni. Do dużych strat ciepła dochodzi w trakcie przesyłu, a termomodernizacja starszych budynków wciąż stoi na niskim poziomie. Zdaniem profesora z powodu wymogów unijnych i transformacji energetycznej trzeba się przygotować na postępujący wzrost kosztów w ciągu najbliższych 10 lat.
Czytaj też: Rachunki drastycznie w górę. Nawet o 90 proc. Rząd szykuje specjalny bon ciepłowniczy
Źródło: Gazeta Wyborcza