Do 2060 r. liczba ludności Polski ma zmniejszyć się o 6,6 mln osób. To tak, jakby nagle całkowicie wyludniło się woj. mazowieckie (ok. 5,4 mln osób) oraz woj. podlaskie (ok. 1,2 mln osób). Mówimy, więc o ogromnym kryzysie demograficzny, który może czekać nasz kraj. Z szacunków Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wynika, że za 35 lat będzie nas zaledwie 30,9 mln osób. Dla porównania obecnie ludność Polski to ok. 37,5 mln osób (o 147 tys. mniej, niż w zeszłym roku).
Liczba ludności w Polsce ma tak dramatycznie spaść głównie z powodu bardzo wysokiej umieralności. We wspomnianym 2060 r. wskaźnik ten ma wynieść 490 tys. osób. To konsekwencja tego, że w wiek największej umieralności systematycznie będą wchodzić roczniki należące do wyżu demograficznego z lat 80. XX wieku, czyli obecni około 40-latkowie. Z kolei wiek emerytalny będą osiągać obecni 20-latkowie. Do tego GUS przewiduje niską liczbą urodzeń. Co prawda zakłada wzrost współczynnika dzietności, ale liczebność potencjalnych matek (obecnie są to kilkuletnie dziewczynki) spowoduje, że liczba urodzeń będzie stosunkowo niska (ok. 225 tys. w 2060 r.). To wszystko doprowadzi do sytuacji, w której mediana wieku w kraju wyniesie nieco ponad 50 lat, czyli o ok. 7 lat więcej niż w 2024 r. "Połowa mieszkańców Polski będzie miała ponad 50 lat" - wyjaśnia GUS.
"Polska, dla której prognozy są obecnie niesprzyjające, będzie musiała zmierzyć się ze wszystkimi problemami wynikającymi z niekorzystnych dla niej trendów demograficznych" - podaje urząd. "Proces starzenia się ludności postrzegany w wymiarze jednostkowym i społecznym stawia trudne wyzwania o wielopłaszczyznowym wymiarze, a więc nie tylko w sferze ekonomicznej, lecz i psychologicznej, medycznej, socjalnej" - wylicza. GUS wskazuje także na problemy, które mamy już teraz. "Obserwowana zmiana w strukturze ludności Polski ma istotne znaczenie dla rynku pracy, powodując zmniejszenie się potencjału osób zdolnych do podejmowania pracy, przy jednoczesnym zwiększaniu się odsetka osób w wieku emerytalnym" - pisze.
Zapowiedzi kryzysu demograficznego widać, gdy spojrzymy na dane z zeszłego roku. Wymienić można chociażby, że w 2024 r. zarejestrowano prawie 252 tys. urodzeń żywych, co oznacza spadek o ok. 20 tys. w stosunku do roku poprzedniego. Co więcej, względem wyżu demograficznego obserwowanego 40 lat temu to nawet trzykrotnie mniej. Zanotowano ok. 135 tys. nowych związków małżeńskich - o prawie 10 tys. mniej niż rok wcześniej. Z drugiej strony więcej było rozwodów, bo aż 57 tys. "W najbliższej perspektywie nie można spodziewać się znaczących zmian gwarantujących stabilny rozwój demograficzny. Niski od ponad ćwierćwiecza poziom dzietności będzie miał negatywny wpływ także na przyszłą liczbę urodzeń, ze względu na zdecydowanie mniejszą w przyszłości liczbę kobiet w wieku rozrodczym" - prognozuje GUS.
Przeczytaj też: "Polska znika w oczach, a to dopiero początek. Przykre dane z GUS".
Źródła: GUS