W sobotę 1 listopada sklepy są zamknięte ze względu na dzień ustawowo wolny od pracy. Jako że wolne wypada w sobotę pracownicy na etacie, którzy w ten dzień normalnie nie pracują, będą mogli odebrać wolne w inny dzień wyznaczony przez pracodawcę w tym samym okresie rozliczeniowym. Prawo do odebrania wolnego tracą osoby, które w dniu święta przebywają na zwolnieniu lekarskim. Jeśli pracownik jest akurat na urlopie, to dzień ten wraca do puli urlopowej.
Większość sklepów nie działa też w niedzielę, która jest niehandlowa. Zakupy zrobimy więc tylko w sklepach objętych wyjątkami. Zakaz obejmuje bowiem placówki, w których za kasą muszą stanąć pracownicy. Otwarte mogą być sklepy, w których sprzedawać będzie właściciel, nawet jeśli mowa o franczyzie. Ponadto otwarte będą podmioty branżowe (kwiaciarnie, stoiska ze zniczami) oraz stacje paliw.
Zgoła inaczej będzie wyglądać grudzień, pierwszy raz zorganizowany według nowych zasad. W ostatnim miesiącu roku są aż trzy niedziele handlowe. Sklepy będą działać 7, 14 oraz tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, 21 grudnia. Przyjęte w ubiegłym roku przepisy wprowadziły dwie dodatkowe niedziele handlowe specjalnie przed Bożym Narodzeniem. Jednocześnie nowe prawo ogranicza pracę w grudniu. Pracownicy handlu będą mogli pracować maksymalnie dwie niedziele w miesiącu.
Żadnej niedzieli handlowej nie będzie w lutym, maju, lipcu, wrześniu, październiku oraz listopadzie 2026 roku.
Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański stwierdził niedawno, że jest "zwolennikiem, aby niedziele handlowe w pewnym wymiarze wróciły". - To jest do dyskusji politycznej, bo nie ma zgody w koalicji - dodał w Radiu ZET i podkreślił, że do dalszej dyskusji jest, "jak to ukształtować". Wskazał, iż "jest pomysł Ryszarda Petru, żeby samorządy samodzielnie ustalały, ile chcą mieć niedziel w miesiącu".