Będzie duża zmiana w szpitalach. Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę. Nowe prawo już weszło w życie

Prezydent podpisał ustawę, które może podnieść liczbę pielęgniarek w Polsce, a tym samym poprawić sytuację na dyżurach w szpitalach. Pomóc mają w tym pielęgniarki z europejskiego kraju.
Prezydent Karol Nawrocki
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Prezydent Karol Nawrocki podpisał we wtorek sześć ustaw, w tym nowelizację przepisów o zawodach pielęgniarki i położnej, która już w środę weszła w życie.

Zgodnie z nowymi przepisami powstał obowiązek uznawania, na zasadzie praw nabytych, kwalifikacji zawodowych obywateli Unii Europejskiej, którzy ukończyli kształcenie pielęgniarki odpowiedzialnej za opiekę ogólną w Rumunii. Zmiany dotyczą konkretnie osób, które przeszły program niespełniający minimalnych wymogów kształcenia, ale mają jeden z dokumentów potwierdzających odpowiednie kwalifikacje zawodowe. Taką decyzję wymusiła na nas Unia Europejska. 

Pielęgniarki z Rumunii wesprą Polskę?

W 2018 roku UE zobowiązała Rumunię do przeprowadzenia specjalnego programu podwyższania kwalifikacji pielęgniarek, które rozpoczęły kształcenie przed wejściem Rumunii do Unii w 2007 roku. Dzięki temu miały one spełniać minimalne unijne wymogi. 14 unijnych krajów, w tym Polska, nie uznawało jednak kwalifikacji zawodowych pielęgniarek z Rumunii. Nowelizacja wprowadzająca obowiązek ich uznawania może mieć wpływ na stan polskiej ochrony zdrowia dzięki przypływowi wykwalifikowanego personelu.

W roku 2025 średni wiek pielęgniarki to ok. 52,2, a do 2030 r. może sięgnąć ok. 57 lat. W takiej sytuacji każda zmiana, która ułatwia wejście do systemu osobom wykształconym w Rumunii, może choć trochę poprawić sytuację na dyżurach

- mówił w październiku po przyjęciu nowelizacji poseł Marcin Józefaciuk. 

Zobacz wideo Michał Janczura: Niedopuszczalne jest, że lekarka wciska ludziom suplementy rzekomo leczące guzy nowotworowe

Ciężki czas dla NFZ

Narodowemu Funduszowi Zdrowia brakuje, według szacunków, 14 miliardów złotych. W przyszłym roku ta luka może wynieść 23 miliardy złotych. Dziura ta może zostać załatana przynajmniej częściowo środkami z Funduszu Medycznego, informuje IAR. Resort zdrowia zaproponował, by z 7 mld zł zgromadzonych na FM połowę przekierować do NFZ. Dzięki tym zmianom znalazłyby się pieniądze na leczenie dzieci i młodzieży do 18. roku, wciąż jednak nie wiadomo, co z resztą pacjentów. Nowe przepisy muszą wejść w życie najpóźniej 15 grudnia, by Narodowy Fundusz Zdrowia miał z czego zapłacić za nadwykonania w pediatrii.

Fundusz Medyczny powstał w 2020 roku z inicjatywy ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudy we współpracy z resortem zdrowia. Miał służyć leczeniu pacjentów z chorobami onkologicznymi, przede wszystkim dzieci, a także innych pacjentów z tak zwanymi chorobami rzadkimi. Zdaniem resortu 7 mld zł na rachunku FM to kwota niewspółmiernie duża w stosunku do jego potrzeb. Dlatego proponuje zniesienie limitu określonego na 2025 rok i tym samym zwiększenie puli środków Funduszu Medycznego na finansowanie tak zwanych nadwykonań świadczeń opieki zdrowotnej, udzielanych osobom do ukończenia 18. roku życia. Limit ten ma wzrosnąć z 840 milionów do 4 miliardów 400 milionów złotych.

Do tego, by pieniądze trafiły do NFZ, potrzebny będzie podpis prezydenta. Prezydencki minister Wojciech Kolarski poinformował, że z powodu poważnej sytuacji w ochronie zdrowia Karol Nawrocki rozważa zwołanie Rady Gabinetowej w tej sprawie. W Polskim Radiu mówił, że prezydent Nawrocki chce poznać plan ratunkowy rządu w tej sytuacji.

Zdaniem Izabeli Leszczyny, poprzedniej ministerki zdrowia, jej następczyni Jolanta Sobierańska-Grenda "ma trudny czas". Wiceszefowa KO w Radiu Zet mówiła, że trudno będzie wdrożyć przygotowaną przez nią w ubiegłym roku propozycję reformy ochrony zdrowia. Leszczyna twierdzi, że naprawa systemu wymaga przede wszystkim konsolidacji szpitali, bo "jeśli mamy szpitale, w których połowa oddziałów jest obłożona w połowie, to znaczy, że coś nie działa i szpital powinien się zmienić, być może w powiatowe centrum zdrowia". 

Więcej o: