Obniżka Schrödingera. Rachunki za prąd i tak mogą wzrosnąć. Tym rząd się nie chwali

Mimo że ustalone na przyszły rok taryfy energii elektrycznej będą niższe, to rachunki za prąd wielu Polaków mogą wzrosnąć. Jak to możliwe?
licznik prądu (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Minister Energii Miłosz Motyka z dużym entuzjazmem podał informację o nowych taryfach energii elektrycznej na 2026 r. "To spadek o 13,5 proc. względem stawki z taryf zatwierdzonych na koniec 2025 r. i mniej niż obowiązująca dziś cena maksymalna. Jak zapowiedzieliśmy, tak jest" - pisał w mediach społecznościowych. Rzeczywiście, stawka podana przez Urząd Regulacji Energetyki (URE) zakłada, że w przyszłym roku za energię powinniśmy płacić średnio 495 zł za MWh. W mijającym roku zamrożone ceny były na poziomie 500 zł za MWh. Obniżka więc rzeczywiście jest, chociaż jest tu także mały haczyk.

Zobacz wideo Paweł Lachman: Prąd będzie taniał i nie będzie rachunków grozy przy pompach ciepła

Rachunki za prąd i tak mogą wzrosnąć. Jak to możliwie?

- Spadek, który odnotowaliśmy, jest spadkiem ceny energii hurtowej. Stanowi ona jednak tylko niewiele ponad 50 proc. tego, co płacą gospodarstwa domowe w Polsce, więc im mniej ktoś będzie konsumował, tym mniejsza będzie dla niego korzyść wynikająca z różnicy w cenie energii hurtowej. W pewien sposób zamrożone ceny chroniły te gospodarstwa domowe, które najgorzej radzą sobie ze wzrostem cen lub w które on najbardziej uderza. Korzyści z obecnej obniżki będą dla nich dużo mniejsze niż dla tych grup, które konsumują dużo - tłumaczy w rozmowie z Next.gazeta.pl ekonomista Kuba Gogolewski, dyrektor programowy Fundacji Mission Possible. 

Oprócz samej ceny energii o wysokości naszych rachunków decydują też opłaty dodatkowe i podatki. To one są tą drugą połową ostatecznych kosztów. I właśnie w tych opłatach leży główny problem. Obciążenie podatkami i opłatami w Polsce jest znacznie większe niż w innych krajach unijnych. Zwracała nam na to uwagę nawet Komisja Europejska.

Opłata mocowa wzrośnie w następnym roku o ponad 50 proc. w stosunku do tego roku. Chodzi więc o proporcje tych kosztów, które decydują o tym, czy Kowalski ostatecznie zobaczy na rachunku wyższą czy niższą kwotę

- podaje ekspert.

Ekonomiści z mBanku podliczyli, że taryfa za dystrybucję energii elektrycznej wzrosnąć ma średnio o 7,6 proc. Wpłynie to na ostateczny wzrost rachunku w przyszłym roku o 2-3 proc. - Zmiany nie będą duże, jeżeli chodzi o bezwzględne kwoty. To będą dosłownie minimalne różnice, czy to w górę, czy w dół - uspokaja jednak Kuba Gogolewski, choć zwraca uwagę, że wysokość dodatkowych opłat w Polsce właściwie niweluje korzyści mogące wynikać z niższych cen energii.

Polska zostaje w tyle. Dodatkowe opłaty są naszym problemem

- Dania, jak i Niemcy, czyli kraje, które oprócz Polski miały bardzo wysokie obciążenia wynikające nie z samej ceny, lecz z podatków i opłat, ścinają te narzuty bardzo znacząco. W Danii o 95 euro za MWh.  Dania obniża stawki VAT do poziomów minimalnych wyznaczonych przez Unię Europejską. W Niemczech dla przemysłu energochłonnego wprowadzono ceny maksymalne oraz zmniejszono opłaty przesyłowe. To oznacza, że obniżki cen w tych dwóch krajach są dużo większe niż obniżka wynikająca tylko ze spadku cen samej energii w Polsce - zauważa Kuba Gogolewski.

Na rachunkach widnieje tak naprawdę szereg opłat, z których możemy nawet nie zdawać sobie sprawy. Korzystając z energii elektrycznej, płacimy m.in. opłatę OZE, która wspiera produkcję zielonej energii, opłatę mocową, która finansuje rezerwę mocy lub opłatę jakościową, która pokrywa modernizację, budowę i rozbudowę sieci energetycznej. Tego typu dodatkowych kosztów jest naprawdę sporo i są dokładnie wyodrębnione w rachunkach pod hasłem "dystrybucja". Jednym z filarów pomysłu Karola Nawrockiego, by obniżyć ceny prądu o 33 proc., jest właśnie likwidacja tego typu opłat dodatkowych. Które z nich powinniśmy ograniczyć w pierwszej kolejności?

- Należy zacząć od spojrzenia na VAT, ponieważ jest on podatkiem regresywnym. Oznacza to, że im więcej ktoś konsumuje, tym mniej go on relatywnie "boli", choć z punktu widzenia całego systemu promowania efektywności i oszczędności powinno być dokładnie odwrotnie. VAT stanowi największy przychód budżetowy, więc zacząłbym od obniżenia jego stawki na energię elektryczną do minimalnego poziomu, na który pozwala Unia Europejska oraz od proporcjonalnego podwyższenia VAT-u na gaz, aby te wartości się wyrównały. To już dałoby olbrzymią przestrzeń dla rozwoju naszej gospodarki, elektryfikacji transportu i wszystkiego, do czego dążymy w ramach neutralności węglowej. To byłby pierwszy etap - opowiada nam Kuba Gogolewski. 

Które opłaty są najmniej potrzebne? 

Dalej należałoby się wziąć za opłatę przesyłową, która utrzymuje koszty utrzymania i eksploatacji infrastruktury sieciowej (słupy, gazociągi, liczniki). - Rozumiem opór rządu, ponieważ dla największych spółek energetycznych należących do Skarbu Państwa dystrybucja jest najbardziej stabilnym biznesem. Dlatego każda strata z punktu widzenia układów dystrybucyjnych jest blokowana. Można to jednak zrobić w sposób przemyślany, a nie brutalny - podobnie jak postąpiono z podatkiem bankowym, gdzie wprowadzono progi zwiększające się co roku - wskazuje ekspert. 

To rzeczywiście zredukowałoby koszty i poprawiło konkurencyjność przemysłu. Opłata ta zależy od wolumenu, więc trzeba znaleźć równowagę między ilością energii przepływającej przez sieci a cenami. Można nieco zmniejszyć ceny, poprawiając konkurencyjność przemysłu, co wcale nie musi zaszkodzić tym spółkom

- dodaje. 

Kuba Gogolewski wyznacza także opłatę mocową, jaką tę, która powinna zostać jak najszybciej zlikwidowana. Co warto podkreślić, w ostatnich latach była ona zawieszana, by obniżyć rachunki za prąd Polaków. - Jest w pewien sposób karą za zapóźnienie. Kiedy mieliśmy budować bloki gazowe, budowaliśmy nowe bloki węglowe w Opolu. Teraz, zamiast zastanawiać się, jak szybko przyspieszyć elektryfikację źródeł energii w przedsiębiorstwach (które często działają poza siecią), my próbujemy masowo budować energetykę gazową, przez co opłata mocowa staje się istotnym obciążeniem - zauważa ekspert.

Wzrost  zużycia energii elektrycznej  w Polsce zupełnie nie równa się wzrostowi zużycia w sieci energetycznej. Polskie Sieci Elektroenergetyczne raportują miesiąc do miesiąca, że zużycie w sieci spada, a nie rośnie. Jesteśmy poniżej poziomów z 2021 i 2022 roku. Jest to o tyle istotne, że często mówimy (bo to dotyczy właśnie tych opłat mocowych), iż potrzebna jest energia do stabilizacji systemu

- dodaje.

Likwidacja opłaty mocowej "z dnia na dzień" nie byłaby najlepszą opcją. Natomiast ekspert wskazuje, że nie ma sensu zawierania nowych kontraktów wykraczających poza 2030 rok, bo plany spółek przewidują budowę dużo większej liczby mocy, niż są potrzebne do zapewnienia wystarczających mocy w systemie, a które obecnie subsydiują energetykę gazową np. kosztem magazynów mocy. - Wynika to w mojej ocenie ze zdecydowanego przeszacowania zapotrzebowania na energię elektryczną w KSE w najbliższych latach - zauważa.

Ceny prądu powinny być niższe. To dla nas szansa

Obniżenie końcowych cen energii w Polsce jest ważne nie tylko ze względu na zwykłych obywateli. Tak duże opłaty dodatkowe, a co za tym idzie wysokie ceny energii, mogą doprowadzić do problemów całej gospodarki. - Energia elektryczna staje się nośnikiem potęgi gospodarczej. Wszystko jest oparte na energii elektrycznej, łącznie z tym, jak elektryfikuje się przemysł. Teraz cena energii elektrycznej oznacza de facto konkurencyjność - zauważa dyrektor Fundacji Mission Possible.

To świetnie widać po dużych gospodarkach np. niemieckiej, która od zawsze, nawet produkując droższą energię, dotowała niskie ceny dla przemysłu wyższymi cenami dla gospodarstw domowych. I teraz mamy taką sytuację, że nasza energia elektryczna w Europie jest droższa niż energia w Stanach Zjednoczonych i w Chinach

- dodaje.

- Posiadając drogą energię elektryczną w kraju, tak naprawdę sprawiamy, że jakikolwiek przemysł energochłonny, który będzie próbował konkurować globalnie, będzie zmuszony do  przeniesienia swojej działalności poza Polskę. Nie możemy już konkurować ceną pracy, bo na szczęście po podwyżkach jesteśmy już krajem w miarę rozsądnie zarabiających - przestrzega ekonomista.

Więcej o: