Media, politycy i rynki huczą o "przejęciu" czy "sprzedaży" InPostu, jednej z najbardziej rozpoznawalnych firm z polskim rodowodem. Czy to oznacza, że ponad 25 tys. paczkomatów zniknie z Polski albo zostanie zastąpione nowym szyldem np. FedEx? Nic z tych rzeczy. Wyjaśniamy co dalej z InPostem?
W największym uproszczeniu - przy wysyłaniu i odbieraniu paczek nie zmienia się nic. InPost zostaje w Polsce. Rafał Brzoska wprost napisał, że chodzi o "wsparcie rozwoju firmy" i "dalszą ekspansję". Dlatego też nowym udziałowcem firmy został FedEx. Także zarząd zapewniał, że chodzi głównie o dotarcie do jeszcze większej liczby potencjalnych klientów. Co więcej, to nadal będzie "polska firma". Jej "polskość" jest głównie uosabiana przez Rafała Brzoskę, który pozostaje w pełni zaangażowany w kierowanie Grupą InPost, a nawet zwiększył swoje udziały z 12 proc. do 16 proc. (za pomocą wehikułu inwestycyjnego).
Z punktu widzenia klientów końcowych nie należy moim zdaniem oczekiwać istotnych, gwałtownych zmian. Model paczkomatowy, który stanowi fundament przewagi konkurencyjnej InPostu będzie dalej rozwijany, a ewentualne efekty konsolidacji miałyby charakter ewolucyjny, a nie rewolucyjny
- tłumaczy w komentarzu dla Next.gazeta.pl analityk mBank Paweł Szpigiel.
Główna siedziba, kadra zarządzająca oraz kluczowe kompetencje innowacyjne nadal pozostaną w Polsce. Co oznacza, że firma nadal będzie płacić w naszym kraju rekordowe podatki. Zapewnił o tym sam Rafał Brzoska. Mowa tu o dużych kwotach. Danych za 2025 r. jeszcze nie ma, ale w 2024 r. InPost miał 9,85 mld zł przychodu i zapłacił 375 mln zł podatku CIT. Niektórzy politycy odebrali tę transakcję wręcz jako polski sukces.
Były premier Mateusz Morawiecki skomentował, że "podatki zostają w Polsce, a InPost mocniej wchodzi w zagraniczne rynki". "Mocny biznesowy początek tygodnia" - dodał. Z kolei Jacek Sasin, były wicepremier i minister aktywów państwowych przekonywał, że to "ważna i dobra informacja dla polskiej gospodarki". Daniel Obajtek, były prezes Orlenu dorzucił, że "tak buduje się polską gospodarkę" i pogratulował Rafałowi Brzosce.
Z perspektywy rynkowej przejęcie InPostu należy postrzegać przede wszystkim w kategoriach strategicznych. InPost dysponuje unikalną, gęstą siecią automatów paczkowych i silną pozycją w segmencie dostaw out-of-home, który w Europie dynamicznie rośnie. Dla globalnego operatora logistycznego byłby to szybki sposób na wzmocnienie obecności w europejskiej logistyce, napędzanej prężnie przez szybki rozwój e-handlu
- dodaje analityk mBank Paweł Szpigiel.
Całe to zmieszanie nie dotyczy jednak Polski. Chodzi o zagraniczne rynki, głównie Wielką Brytanię, w której chce rozwijać się InPost. Firma posiada tam już ponad 12 tys. automatów pocztowych. Z kolei we Francji jest ponad 9 tys. paczkomatów. I to właśnie tam, na Zachód, zwrócone są oczy InPostu. "Wierzę, że przy wsparciu partnerów możemy w pełni uwolnić potencjał InPost i dalej wzmacniać naszą pozycję wiodącego dostawcy innowacyjnych usług dla sektora e-commerce w Europie Zachodniej" - tak o transakcji pisał sam Rafał Brzoska. Tak też odbierają ją specjaliści.
- Na rynku europejskim ten układ może jeszcze zaostrzyć konkurencję, która już dziś jest pod silną presją, rozwijającego własne usługi wysyłkowe Amazona - mówi w rozmowie z Business Insiderem Mateusz Pycia, prezes firmy Globkurier. - Dla największych operatorów, zwłaszcza DHL, połączenie międzykontynentalnej siły FedEx z niskokosztową pierwszą i ostatnią milą, InPost może okazać się wyzwaniem trudnym do zneutralizowania - dodaje. Po to też firmie potrzebny był FedEx, który został nowym i zarazem największym udziałowcem InPostu. Po zmianie struktury będzie miał aż 37 proc. udziałów. Tyle samo, co Advent International, które zwiększyło je z 6,5 proc. Pozostali udziałowcy mają po 16 proc. - A&R Investments (należące do Rafała Brzoski) oraz 10 proc. - PPF Gruop (wcześniej największy udziałowiec z 28,75 proc. akcji.
W dłuższym horyzoncie FedEx mógłby pełnić rolę partnera wspierającego dalszą ekspansję InPostu na rynkach zagranicznych, zarówno kapitałowo, jak i operacyjnie, jednak kluczowe kompetencje i model biznesowy InPostu pozostają jego główną wartością
- przewiduje Paweł Szpigiel.
- Warto spojrzeć na szerszy obraz rynku. FedEx i partnerzy celują w automatyzację i skalowanie dostaw "ostatniej mili". To segment bezpośrednio korzystający z dynamicznego rozwoju handlu online w Europie i globalnie. Inwestycja FedEx w InPost może zatem być strategicznym ruchem, by połączyć logistykę wysokiego wolumenu e-commerce z efektywną infrastrukturą paczkomatową i terminalami "ostatniej mili". To istotne, skoro w przybliżeniu średnio co piąta transakcja detaliczna na świecie odbywa się w kanale online, a przewidywania wskazują na dalsze zwiększanie udziału e-commerce w sprzedaży detalicznej - mówił w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Grzegorz Rudno-Rudziński, managing partner w Univio.
Także Rafał Brzoska wspominał jakiś czas temu, że "urządzenia Paczkomat stają się pierwszym wyborem dla milionów konsumentów w całej Europie". - Po sukcesie w Polsce konsekwentnie realizujemy naszą wizję budowy najbardziej dostępnej i nowoczesnej sieci out-of-home w Europie. Dynamiczny wzrost liczby maszyn w Wielkiej Brytanii i Francji to odpowiedź na rosnące oczekiwania klientów, którzy coraz częściej wybierają tę szybką, wygodną i niezawodną formę dostawy. Nie zatrzymujemy się, dalej rozwijamy naszą infrastrukturę, koncentrując się na kluczowych rynkach, które mają największy potencjał wzrostu - zapowiadał. Zdementowano jednak informację, że mimo obecności FedEx, na razie celem nie są Stany Zjednoczone.
"Przegranymi" tej transakcji mogą być jednak inwestorzy, którzy zaufali firmie w 2021 r., gdy wchodziła na giełdę. Przejęcie następuje poprzez odkupienie 52 proc. akcji, które są obecnie w posiadaniu inwestorów giełdowych, po cenie 15,60 euro za akcję. Po ich sprzedaży firma zniknie z giełdy. Przestanie być spółką publiczną i jej akcje nie będą już dostępne. Oferowana cena za akcję jest niższa od pierwszej oferty publicznej w 2021 r., gdy wyniosła 16 euro. Autor kanału na YT o inwestowaniu Konrad Książak zauważa, że inwestor, który wtedy zaufał temu biznesowi i nie sprzedał akcji, nie zarobił na nich. I to mimo że InPost rośnie pod względem przychodów i zysków.
Ofertę wykupu akcji firma nazywa jednak atrakcyjną, gdyż jest o "50 proc. wyższa w stosunku do ceny akcji z dnia 2 stycznia 2026 r. oraz 53 proc. w stosunku do średniej ceny ważonej wolumenem z trzech miesięcy, poprzedzających dzień 2 stycznia 2026 r. i 43 proc. w stosunku do średniej ceny ważonej wolumenem z sześciu miesięcy poprzedzających dzień 2 stycznia 2026 r.". Doniesienia o zmianach w firmie napędziły jednak kurs spółki. Akcje InPostu wystrzeliły o prawie 14 proc. i wzrosły do ceny ok. 15,1 zł. Gdyby ich wycena przekroczyła wspomniany próg, zanim konsorcjum zgromadzi 95 proc., gdy zaczyna obowiązywać mechanizm przymusowego wykupu, możliwe, że będą musieli podnieść ofertę dla akcjonariuszy. Plan zakłada, że całą transakcję uda się zamknąć w 2026 r.
Przeczytaj też: Zaskakujący zwrot ws. przejęcia InPostu. "Decyzja bez udziału Rafała Brzoski".