Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), który prognozuje z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kierunek zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych, w lutym 2026 r. wyniósł 81,1 pkt, co oznacza, że utrzymał się na poziomie ze stycznia - pisze Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC). Spośród ośmiu składowych wskaźników połowa działała w kierunku spadku inflacji, a druga połowa w kierunku jej ewentualnego wzrostu. Jednak mimo takiego rozkładu działania składowych, BIEC podkreśla, że na razie nie widać zagrożenia narastającą presją inflacyjną.
Spośród składowych, które sprzyjają wyższej inflacji, uwagę zwraca ponowny wzrost oczekiwań inflacyjnych menedżerów przedsiębiorstw produkcyjnych. "Od trzech miesięcy systematycznie zwiększa się przewaga firm planujących podwyżki cen nad odsetkiem firm planujących ich obniżenie" - czytamy. Wskazano, że najsilniejsza tendencja do podnoszenia cen występuje wśród producentów trwałych dóbr konsumpcyjnych, w przemyśle farmaceutycznym i metalowym. Jednak na razie nie widać symptomów realizacji tych zamiarów.
Średnioroczny wskaźnik cen PPI od ponad dwóch lat przyjmuje wartości ujemne, co praktycznie oznacza deflację cen producentów. Ponadto od wielu lat zwykle na początku roku kalendarzowego przedsiębiorcy przymierzają się do wyższych cen. "Ma to zapewne związek z wprowadzanymi zwyczajowo o tej porze roku podwyżkami cen regulowanych, które wpływają na koszty działalności gospodarczej" - pisze BIEC. Przypomina, że tak właśnie było między innymi w 2025 r., gdy wygasły rządowe tarcze ochronne na ceny energii, a firmy przeszły na wyższe stawki rynkowe.
Od początku 2025 r. - podobnie jak w tym roku - zaczęły również obowiązywać wyższe stawki wynagrodzenia minimalnego. Natomiast w 2026 roku skala podwyżek obciążających przedsiębiorców jest znacznie mniejsza. Stąd też determinacja do podnoszenia cen na oferowane produkty również powinna być słabsza.
Kolejnym czynnikiem, działającym w kierunku ewentualnego wzrostu inflacji jest wyższy niż w latach ubiegłych odsetek wykorzystania mocy produkcyjnych w sektorze przetwórstwa przemysłowego. Oznacza on wzrost kosztów utrzymania mocy produkcyjnych lub zainwestowania w ich odnowę, co również wiąże się z dodatkowymi kosztami. BIEC zauważa, że zakres wahania średniego odsetka wykorzystania mocy w polskim przemyśle jest bardzo wąski - od około 70 proc. w okresach recesji lub silnego spowolnienia do około 80-82 proc. w okresie boomu gospodarczego. Obecny średni odsetek wykorzystania mocy wynosi około 78 proc.
"Biorąc jednak pod uwagę ogromną zapaść inwestycyjną, która trwa już ponad dekadę, należy spodziewać się, że w wielu firmach część maszyn i urządzeń w efekcie ich fizycznego zużycia została na trwałe wycofana z produkcji i niezastąpiona nowymi maszynami, co w konsekwencji podniosło stopień wykorzystania istniejącego parku maszynowego. Więc na razie ten nieco wyższy odsetek wykorzystania mocy produkcyjnych nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla stabilności cen" - podkreślono w komunikacie.
Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych podaje, że w ostatnim czasie na rynkach surowcowych wystąpiły silne zawirowania, spowodowane głównie sytuacją geopolityczną. Indeks cen surowców Banku Światowego gwałtownie wzrósł z poziomu ok. 94 punktów w grudniu 2025 r. do 102 punktów w styczniu 2026 r., czemu towarzyszyła również bardzo wysoka zmienność cen poszczególnych surowców. Analitycy spodziewają się uspokojenia tej sytuacji w najbliższym czasie - zwłaszcza cen, które najszybciej przenoszą impuls inflacyjny na wskaźnik CPI. Należą do nich przede wszystkim ceny ropy naftowej oraz ceny żywności.
Na koniec BIEC zaznacza, że oczekiwania inflacyjne konsumentów powróciły do poziomów odnotowywanych jesienią 2025 roku. Obawy przed wzrostem cen odnotowane w grudniu 2025 r. - tak jak oczekiwano - miały charakter incydentalny i były związane z sezonowymi, nieco wyższymi cenami w okresie przedświątecznym lub z subiektywnym odczuciem konsumentów, wynikającym z większych przedświątecznych wydatków niż w pozostałych miesiącach roku.
Inflacja w grudniu 2025 r. wyniosła 2,4 proc. rok do roku (wobec 2,5 proc. w listopadzie) - informował Główny Urząd Statystyczny (GUS). Tymczasem cel NBP wynosi 2,5 proc. (z dopuszczalnym odchyleniem o 1 pkt proc.). - W 2026 r. inflacja w Polsce kształtować się będzie w granicach celu NBP, prawdopodobnie nawet poniżej 2,5 proc. - mówił prezes NBP Adam Glapiński podczas konferencji AlUla Conference for Emerging Market Economies w Arabii Saudyjskiej.
Natomiast 5 lutego podczas konferencji prasowej szef Narodowego Banku Polskiego mówił o stopach procentowych. - W marcu będziemy znali wstępne dane GUS o inflacji w styczniu. Ponadto wyjaśni się, czy początek roku przyniesie spodziewane hamowanie dynamiki wynagrodzeń w przedsiębiorstwach. Poznamy przy tym marcową projekcję, co będzie dla nas najważniejszym wskazaniem - wskazywał Glapiński.
Prezes NBP oceniał też, że jeśli inflacja w całym 2026 r. będzie zgodna z celem NBP, to Rada Polityki Pieniężnej może zdecydować o dalszych obniżkach stóp. Podkreślał, że zejście do 3,5 proc. stopy referencyjnej jest "bardzo możliwe", a obniżka stóp może nastąpić już w marcu (kolejne dwudniowe posiedzenie odbędzie się 3-4 marca), ale pod warunkiem, że nie zmienią się negatywnie dane i projekcja.