"Polski rząd po cichu porzucił plany postawienia prezesa NBP Adama Glapińskiego przed sądem z powodu obaw, że batalia prawna mogłaby zaniepokoić zagranicznych inwestorów" - pisze agencja Bloomberg, która powołuje się na osoby zaznajomione ze sprawą. Jak czytamy, "partia rządząca doszła do wniosku, że kontynuowanie sprawy przyniesie niewielkie, jeśli w ogóle, korzyści polityczne". Gazeta.pl poprosiła biura prasowe Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Narodowego Banku Polskiego o komentarz w tej sprawie. Czekamy na odpowiedzi.
Tymczasem w poniedziałek 9 lutego 2026 r. kwestią postawienia Glapińskiego przed Trybunałem Stanu zajmowała się sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Dotychczasowe prace komisji obejmowały m.in. przesłuchiwanie świadków.
W środę 11 lutego minister finansów Andrzej Domański został zapytany w TVN24, czy jest zwolennikiem stawiania prezesa NBP Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. - Nie krytykuję działań Rady Polityki Pieniężnej i Narodowego Banku Polskiego - mówił. - Napięcia, próby dyskusji o niezależności NBP, są bardzo źle odbierane. Za takie napięcia płacą wszyscy podatnicy w postaci wyższego kosztu oprocentowania polskich obligacji - odpowiadał szef resortu finansów.
Sprawę postawienia Glapińskiego przed Trybunałem Stanu zapowiadali politycy obecnego obozu rządzącego. Podczas kampanii wyborczej w 2023 r. obiecywał to Donald Tusk. W marcu 2024 r. premier mówił, że gotowy jest wniosek w tej sprawie, a jeszcze w tym samym miesiącu grupa 191 posłów koalicji rządzącej złożyła wstępny wniosek w Sejmie. Zapowiedź w tej sprawie znalazła się też w "100 konkretach na pierwsze 100 dni rządów" Koalicji Obywatelskiej. Postulat ten - jak wynika z informacji zamieszczonej na stronie internetowej 100konkretow.pl - jest "w trakcie realizacji".
Obecnemu prezesowi NBP zarzucono naruszenie Konstytucji i ustaw, m.in. poprzez pośrednie finansowanie deficytu budżetowego w ramach skupu aktywów w latach 2020-2021, prowadzenie tego skupu bez "należytego upoważnienia" od Rady Polityki Pieniężnej oraz poprzez uchybienie nakazowi apolityczności prezesa NBP. Szef banku centralnego jest powoływany i odwoływany przez Sejm na wniosek prezydenta. NBP uznaje te zarzuty za bezpodstawne.
Już sama uchwała Sejmu o pociągnięciu do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu spowodowałaby zawieszenie Adama Glapińskiego, a jeśli zostałby uznany za winnego, doszłoby do jego odwołania. Zanim jednak posłowie przeprowadziliby głosowanie w tej sprawie, wstępny wniosek musi zostać rozpatrzony przez Komisję Odpowiedzialności Konstytucyjnej. W czerwcu 2022 r. Adam Glapiński został zaprzysiężony na drugą kadencję jako prezes Narodowego Banku Polskiego, która zakończy się w 2028 roku.
W marcu 2024 r. Narodowy Bank Polski oceniał, że wniosek o postawienie prezesa NBP Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu to "próba złamania niezależności polskiego banku centralnego". "NBP, tak jak i Fed, BoE, ECB, dokonywał skupu obligacji w okresie pandemii Covid-19; w latach 2020-21 skupił ok. 144 mld zł obligacji. Operacje te były przeprowadzane z zachowaniem najwyższych standardów, na otwartych aukcjach ogłaszanych publicznie, dostępnych dla wszystkich banków mających dostęp do systemu NBP" - podkreślał bank centralny.
"Działania NBP były uzasadnione ekonomicznie i zgodne z prawem. Art. 227 Konstytucji stanowi, że NBP przysługuje wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. To prawo wyłączne, NBP nie ma obowiązku uzgadniania polityki pieniężnej, a inne instytucje nie mogą wkraczać na ten obszar. Ponadto Ustawa o NBP jasno stwierdza, w art. 48, że NBP może skupować i sprzedawać dłużne papiery wartościowe w ramach operacji otwartego rynku" - zaznaczał bank.
W komunikacie Narodowy Bank Polski stwierdzał, że jest oskarżany "za to, co może i powinien robić". "Wnioskodawcy tworzą stan, w którym w przypadku podobnych zagrożeń w przyszłości, Polska będzie bezbronna, a osoby zajmujące funkcje publiczne będą się bały podejmowania decyzji" - czytamy w publikacji.