O nowych przepisach dotyczących Państwowej Inspekcji Pracy jest głośno od kilku miesięcy. Najpierw jej reformę zablokował premier Donald Tusk, a później przywrócił pracę nad zmianami, a ustawie nadano nowy bieg. Medialny szum wokół tej sprawy wystarczył, by Polacy realnie zaczęli zastanawiać się nad tym, na jakich umowach pracują. Główny Inspektor Pracy Marcin Stanecki w rozmowie z portalem PulsHR.pl przyznał, że "liczba skarg gwałtownie wzrosła" a "skala tego zjawiska zaskoczyła wszystkich".
- Wśród skarg dominują dwa obszary: umowy cywilnoprawne oraz mobbing. To kwestie pilne, ale jednocześnie bardzo wymagające - tłumaczy. Dodaje jednak, że "czas rozpatrywania skarg wraz z ich coraz większym napływem się wydłuża". - Rozważamy już możliwość oddelegowywania inspektorów z innych okręgów, ale wszędzie obserwujemy wzrost liczby skarg w skali, jakiej dotychczas nie było. Obecnie jeden inspektor ma do rozpatrzenia średnio około 30 skarg i przeprowadza około 40 kontroli. Trzeba przy tym pamiętać, że nasze obowiązki nie ograniczają się tylko do kontroli - zapewniamy też poradnictwo. Ludzie oczekują od nas pomocy, a sprawy stają się coraz bardziej skomplikowane - tłumaczył.
Zgodnie z nowymi przepisami inspektorzy pracy będą mogli wydawać decyzje o przekształceniu umowy na umowę o pracę, a stronom będzie przysługiwała możliwość odwołania się do sądów pracy. To przysporzy im jeszcze więcej pracy. - Dziesięć lat temu jeden z głównych inspektorów pracy wskazywał, że do sprawnego funkcjonowania tej instytucji potrzeba około 3 tys. inspektorów. Obecnie jest ich mniej więcej 1,5 tys., więc podwojenie tej liczby, biorąc pod uwagę zakres naszych obowiązków - byłoby spełnieniem moich marzeń. Na razie wiemy jedynie, że w rezerwie celowej zabezpieczono około 100 dodatkowych etatów - wyjaśniał Marcin Stanecki. Dodawał, że w ocenie skutków regulacji nowych przepisów wskazano, konieczność zatrudnienia dodatkowych 294 osób. - My jednak uważamy, że realne potrzeby są większe i postulujemy zwiększenie tej liczby do 400 etatów - wskazywał.
Poprzednią wersję projektu premier zwrócił resortowi pracy do poprawy. Ocenił, że przesadna władza urzędników, którzy decydowaliby o tym, jak się kto zatrudnia, byłaby bardzo destrukcyjna dla bardzo wielu firm. Nowym przepisom ma być już bardziej przychylny. Komitet Stały Rady Ministrów przyjął już nawet projekt ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy. Szefowa resortu pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk podkreślała, że "dzięki aktualnej wersji projektu zarówno PIP, jak i sądy pracy zyskają skuteczne narzędzia egzekwowania prawa pracy, a pracownicy i pracodawcy pewność procedur i jasne zasady ich stosowania".
Projekt przewiduje też między innymi, że Główny Inspektor Pracy będzie mógł przedstawiać indywidualną interpretację dotyczącą tego, czy dana umowa zlecenie czy B2B powinna być umową o pracę. Reforma Państwowej Inspekcji Pracy jest jednym z kamieni milowych KPO. Musi zostać przeprowadzona, by Polska otrzymała miliardy z Komisji Europejskiej.
Przeczytaj też: Poczta Polska zwolniła 51 tys. osób? Prezes zabiera głos: bzdura. "Realia są takie".