W 2025 roku w związku z procedurą zwolnień grupowych w firmach pracę straciło w Polsce 29,5 tys. osób, wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które pozyskał money.pl. To rekordowy wynik, o 2,5 tys. wyższy niż w 2024 roku i aż o 12,3 tys. niż w 2023 roku. Aż 43 proc. zwolnień grupowych między styczniem a październikiem 2025 roku dotyczyło przetwórstwa przemysłowego. Kolejne 24 proc. stanowiły osoby z branży transportowej oraz gospodarki magazynowej.
Wynik za ubiegły rok to mniej więcej 1/3 ze zgłoszonych 97,6 tys. osób do zwolnień grupowych. Większość z nich bowiem nie dochodzi do skutku, bo pracownicy i pracodawcy dogadują się w sprawie nowych warunków.
- Zgłoszenie zamiaru przeprowadzenia zwolnień grupowych dla części firm jest punktem wyjścia do rozpoczęcia negocjacji. Potem dochodzi do dobrowolnych odejść lub część personelu przechodzi na emeryturę. Czasem to firma rezygnuje z części planu i zwalnia mniej osób, co wynika m.in. z przeprowadzanego dialogu społecznego - mówi money.pl Piotr Lewandowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych.
Olbrzymia liczba zgłoszeń wynika też z restrukturyzacji Poczty Polskiej, do której zgłoszono 51 tys. osób, głównie magazynierów i kurierów. "Większość zapowiedzi zwolnień z Poczty to tak naprawdę wypowiedzenia zmieniające warunki pracy lub płacy" - wskazał resort pracy. Głos kilka dni wcześniej zabrał też prezes instytucji.
- Realia są takie, że wypowiedzieliśmy bardzo archaiczny układ zbiorowy pracy i zamienialiśmy go na regulamin wynagrodzeń. Tym samym musimy wszystkim pracownikom dostarczyć po prostu porozumienia zmieniające. Jeśli 30 z nich na 51 tys. nie przyjmie takiego porozumienia, to wpadamy automatycznie w procedurę zwolnień grupowych. Tak jest przewidziane w prawie pracy. Do tego się zastosowaliśmy i zgłosiliśmy to do urzędu pracy - wyjaśniał Sebastian Mikosz w "Rzeczpospolitej".
Realnie w zeszłym roku, w ramach programu dobrowolnych odejść, z pracy zrezygnowało ok. 5 tys. osób. Prezes Poczty Polskiej podkreślał, że choć statystyka, która przebiła się w mediach, nie odzwierciedla rzeczywistości, to nie oznacza, że zwolnień w placówkach Poczty Polskiej w ogóle nie ma. W przesłanym Next.gazeta.pl oświadczeniu spółka wskazała, że może dochodzić do redukcji etatów. "Proces dostosowania zatrudnienia - w różnych grupach zawodowych - będzie kontynuowany, jednak spółka dąży do tego, by redukcje były przeprowadzane ewolucyjnie i w jak największym stopniu naturalnie" - zapewniono w piśmie. Zastrzeżono też, że "zmiany kadrowe nie wynikają z krótkoterminowych decyzji, lecz z długofalowych trendów rynkowych".
Eksperci, z którymi rozmawiało money.pl, wskazują, że za zwolnienia odpowiadają w dużej mierze wdrożenia AI. Badanie amerykańskiego rynku firmy Gartner uwypukla jednak, że 55 proc. pracodawców już żałuje przeprowadzonych redukcji, a połowa będzie ponownie zatrudniać do wykonywania zadań osób, których się pozbyła.
Pracodawcy po prostu zbyt często przeceniają możliwości AI, twierdzą autorzy raportu, a świetnym przykładem jest Klarna, która zwolniła pracowników, a gdy okazało się, że poziom zadowolenia z obsługi klienta gwałtownie spadł, firma znów zaczęła zatrudniać.