Prezydent Karol Nawrocki i szef NBP Adam Glapiński zapowiedzieli w środę "polski SAFE 0 proc.", który miałby być alternatywą dla unijnego programu pożyczek na obronność. Gdy eksperci zaczęli się głębiej przyglądać tej propozycji, to okazało się, że może być ona - po pierwsze niezgodna z polskim prawem, a po drugie bardzo szkodliwa dla postrzegania Polski. Wątpliwości budzi zwłaszcza fakt sfinansowania programu z rezerw banku centralnego.
- Art. 220 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej mówi wyraźnie, że NBP nie może finansować swoimi środkami budżetu państwa. Gdyby NBP użył swoich środków do wspomagania sił zbrojnych, to byłoby niewątpliwie finansowanie z innych środków, [wydatków] które powinien sfinansować budżet państwa. Teoretycznie więc zrobić tego, zgodnie z Konstytucją, prezes Glapiński nie może - mówi w rozmowie z PAP analityk rynków finansowych Domu Inwestycyjnego Xelion Piotr Kuczyński. - Prezes Glapiński wspominał o jakiejś ustawie, ale ustawa nie może być niezgodna z konstytucją. Nie wiem więc, jak należałoby to zrobić; wiem natomiast, że takie pomysły pojawiają się na świecie - dodaje.
Analityk wskazał, że premierka Włoch Giorgia Meloni w ubiegłym roku musiała się mocno tłumaczyć w Europejskim Banku Centralnym, dlatego że jej ugrupowanie złożyło poprawkę do budżetu, że złoto posiadane przez bank centralny Włoch jest własnością narodu włoskiego. - Niby to brzmi niewinnie, ale chodziło o to, żeby złoto mogłoby być użyte do finansowania budżetu państwa - stwierdził ekspert. Poprawka, o której mowa zakłada, że włoskie rezerwy złota są zarządzane przez bank centralny, ale należą do włoskiego narodu. Senat Włoch przyjął taką poprawkę do budżetu.
Z kolei prof. Grzegorz Kołodko, polski ekonomista i polityk, profesor nauk ekonomicznych, a także b. minister finansów niejednokrotnie mówił, że można by było użyć polskiego złota do finansowania potrzeb zbrojeniowych Polski. - Jak to zrobić, żeby to było zgodne z prawem? O to już trzeba pytać prawników. Oni na pewno coś wymyślą - mówił Piotr Kuczyński.
Wątpliwości co do prawnego umocnienia tego pomysłu miał zresztą sam prezes NBP Adam Glapiński. - Z żadnej części rezerw nie możemy skorzystać, w tym sensie, że część rezerw zostanie przekazana, bo to jest wbrew prawu. Przyjdzie czas na szczegóły, że będziemy je relacjonować - powiedział Glapiński.
Druga sprawa - to czy warto naciągać przepisy prawa dla tego programu. Główny ekonomista Pracodawców RP Kamil Sobolewski zaapelował do prezesa NBP Adama Glapińskiego o "konsultacje niepubliczne, zanim decyzje zapadną". "Kraj ma jedną reputację. Łatwiej stracić niż odbudować. Może lepiej zaprosić tych, co byli inwestorami w skali dziesiątek miliardów złotych i mogą mieć pojęcie, jak na tę innowację zareagują rynki" - sugerował.
NBP chwalił się niedawno, że posiada w swoich zasobach 550 ton złota o wartości ok. 300 mld zł. To ponad 30 proc. łącznej wartości oficjalnych aktywów rezerwowych. - Dzięki swojej niezależności Narodowy Bank Polski konsekwentnie realizuje strategię zarządzania rezerwami i zwiększania zasobów złota, budując bezpieczeństwo finansowe kraju. W tych trudnych czasach globalnych zawirowań i poszukiwania nowego porządku finansowego złoto jest jedyną pewną lokatą rezerw państwowych - mówił jakiś czas temu prezes NBP.
Dziennikarka Agnieszka Gozdyra zapytała na platformie X: "ile spadnie rating Polski, kiedy NBP sprzeda jakieś 300 ton złota z tych 550, jakie ma w skarbcu i jak mocno wówczas wzrośnie koszt obsługi długu publicznego?". Odpowiedział jej główny ekonomista VeloBanku Piotr Arak. "Sama sprzedaż 300 ton złota (z ok. 550 ton) nie oznacza automatycznego spadku ratingu. Agencje patrzą na wiarygodność polityki makro, relację długu do PKB, deficyt i stabilność instytucji, a nie na nominalny poziom złota. Dodam tylko od siebie, że moim zdaniem ważniejsze od finansowania jest pytanie, co my chcemy kupić. Po co nam te pieniądze". Dodał też, że generalnie "to nie jest zły pomysł, wreszcie można byłoby zobaczyć wzrosty wartości tego złota realnie, a nie tylko księgowo, a akurat ono poszło do góry w ostatnich dwóch latach".
Przeczytaj też: Na czym ma polegać "polski SAFE zero procent"? Bank centralny ma związane ręce, ale może próbować sztuczek księgowych.