Zaczął się drugi tydzień internetowego blackoutu w Iranie. Wkrótce po rozpoczęciu w ostatnim dniu lutego ataku Izraela i USA, w Iranie ruch w internecie niemal natychmiast spadł do poziomu, który odpowiada około 1 proc. ruchu sprzed wojny. I od tego czasu utrzymuje się na takim niskim poziomie - wynika z danych organizacji NetBlocks, która monitoruje ruch w sieciach internetu.
"Minął już tydzień, od kiedy Iran znalazł się w cyfrowych ciemnościach z powodu narzuconego przez reżim ogólnonarodowego blackoutu internetowego" - stwierdzono w ostatnim z opublikowanych przez NetBlocks komunikatów na temat Iranu.
Organizacja podkreśliła przy tym, że "społeczeństwo [w Iranie - red.] pozostaje odcięte od bieżących aktualizacji i alarmów o żywotnym znaczeniu, podczas gdy utrzymano dostęp do [stron internetowych - red.] urzędów i państwowych mediów".
Już wcześniej władze Iranu wyłączały w kraju dostęp do sieci, aby ograniczyć możliwość komunikowania się przez ludzi poza kontrolą państwa i ograniczyć wypływ z kraju informacji z niezależnych źródeł. Taką blokadę internetu na wielką skalę przed obecną wojną wprowadzono w Iranie w styczniu br., gdy przez kraj przetaczała się fala wielkich demonstracji antyrządowych, brutalnie tłumionych przez władze.
Niektórzy Irańczycy w przeszłości przełamywali wprowadzaną przez rząd cyfrową blokadę za pomocą terminali systemu Starlink, satelitarnego internetu firmy Elona Muska. Było to nielegalne, gdyż w Iranie obowiązuje zakaz korzystania ze Starlinka, a firma SpaceX formalnie nie świadczy swoich usług Irańczykom.
Eksperci nie wykluczają, że internetowy blackout w Iranie wynika nie tylko z działań tamtejszych władz. Mogły do tego dojść także skutki izraelskich i amerykańskich cyberataków, a być może również skutki zniszczenia pewnej partii infrastruktury telekomunikacyjnej i energetycznej.
Chociaż faktyczna przyczyna [braku internetu w Iranie - red.] nie jest znana, to niemal na pewno wynika to zarówno z ograniczeń zarządzonych przez państwo, jak też zewnętrznych zakłóceń cybernetycznych
- powiedziała Kathryn Raines z firmy Flashpoint, zajmującej się cyberbezpieczeństwem, cytowana przez serwis CNBC.
Jednocześnie część ekspertów nie wyklucza, że Iran może rozpocząć odwetowe cyberataki, korzystając z usług własnych hakerów, jak też ze wsparcia sympatyków islamskich fundamentalistów na świecie.
Może to przenieść trwający konflikt w wymiar cyfrowy. Spór ten już teraz przybrał niebezpieczną formę walki o dostęp do ropy naftowej i gazu ze złóż nad Zatoką Perską. Na atak ze strony Izraela i USA, Iran odpowiedział uderzeniem w swoich sąsiadów, głównych graczy w organizacji OPEC. Starcia zbrojne w tym regionie sparaliżowały też ruch statków przez Cieśninę Ormuz, jedyne morskie wyjście z Zatoki.
Redagował Daniel Maikowski