Chińskie statki przepływają przez Cieśninę Ormuz. Iran się ugiął? Wystarczy "tajne zaklęcie"

Cieśnina Ormuz od tygodnia jest zamknięta dla światowej żeglugi z powodu konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie. Znajdujące się w tym regionie chińskie statki mogą jednak liczyć na szczególne względy.
Cieśnina Ormuz
Fot. REUTERS/Hamad I Mohammed

Kolejny masowiec bez szwanku pokonał zablokowaną Cieśninę Ormuz. Płynący pod banderą Liberii statek Sino Ocean zbliżył się do strefy kontrolowanej przez irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Jednostka nadała w systemach nawigacyjnych niezwykle wymowny komunikat. Brzmiał on „Chiński właściciel, cała załoga chińska". To w zupełności wystarczyło.

Zobacz wideo Konsekwencje zamknięcia Cieśniny Ormuz. Paliwo po 10 zł?

Agencja Bloomberga oraz branżowa baza Equasis potwierdzają wiarygodność tej deklaracji. Masowiec faktycznie należy do chińskiej firmy Aquila Shipping. Zarządza nim z kolei przedsiębiorstwo Sinocean Shipping z siedzibą w Hongkongu.

Platforma śledząca ruch statków Marine Traffic dokładnie zweryfikowała trasę tej jednostki. Sino Ocean odebrał ładunek z portu Mina Saqr w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W sobotę bezpiecznie przepłynął przez strefę najwyższego zagrożenia. Nocą z soboty na niedzielę znajdował się już na spokojnych wodach Cieśniny Omańskiej.

Chińska flaga skuteczniejsza niż okręty wojenne

Sino Ocean to nie jedyny taki przypadek w ostatnich dniach. W czwartek niemal identyczny manewr zastosował masowiec Iron Maiden. Dziennik "Financial Times" opisał szczegóły tego zdarzenia w swojej analizie. Wspomniany statek również nadał sygnał o chińskim właścicielu i z powodzeniem uniknął ostrzału.

Inne jednostki nie mają niestety tyle szczęścia. Dziesiątki załadowanych masowców i  tankowców z ropą i gazem tkwią na wodach Zatoki Perskiej. Armatorzy zwyczajnie boją się podejmować ryzyko. We wtorek irańskie siły zbrojne ostrzelały statek Safeen Prestige oraz płynący mu na ratunek holownik Mussafah 2. Od tamtej pory większość przewoźników całkowicie zawiesiła swoją działalność w tym regionie.

Administracja Donalda Trumpa próbuje pilnie opanować potężny kryzys transportowy. W piątek Amerykanie ogłosili program reasekuracji o wartości 20 miliardów dolarów. Ma on ożywić zamarłą żeglugę na tym newralgicznym szlaku. Stany Zjednoczone zapowiedziały również możliwość eskortowania statków handlowych przez własne okręty wojenne. Praktyka pokazuje jednak coś zupełnie innego. Obecnie najlepszą ochroną na morzu jest otwarte powołanie się na Pekin.

Tajne rozmowy w cieniu rynkowego szoku

Sytuacja chińskich statków nie jest dziełem przypadku ani zwykłym zbiegiem okoliczności. Władze w Pekinie prowadzą obecnie z Iranem zakulisowe rozmowy dyplomatyczne. Głównym celem jest zapewnienie swobodnego przepływu dla statków przewożących ropę naftową i skroplony gaz.

Dla chińskiej gospodarki ten bliskowschodni szlak jest kluczowy. Przez Cieśninę Ormuz transportuje się niemal połowę całego chińskiego importu czarnego złota. Zamknięcie wód stanowi potężny cios dla globalnych łańcuchów dostaw. Od początku konfliktu ceny ropy na światowych giełdach wzrosły już o ponad 15 procent.

Pekin dysponuje silną kartą przetargową w kontaktach z władzami w Teheranie. Aż 90 procent irańskiego eksportu ropy naftowej trafia docelowo właśnie do chińskich rafinerii. Surowiec często transportowany jest tam za pośrednictwem krajów trzecich. Pozwala to obu stronom na skuteczne omijanie międzynarodowych sankcji. Ogromne gospodarcze uzależnienie Iranu od eksportu sprawia, że jednostki Państwa Środka dostają wolną rękę na zablokowanych akwenach.

Więcej o: