Chociaż w ostatnich dniach Arabia Saudyjska musiała kilka razy wykorzystać swoje systemy obrony przeciwlotniczej do strącania rakiet i dronów z Iranu, to nie odbiło się na notowaniach Saudi Aramco, saudyjskiego giganta naftowego.
W niedzielę na giełdzie w Rijadzie akcje Saudi Aramco zwyżkowały o 4,9 proc. i był to największy wzrost kursu akcji tej spółki na jednej sesji od maja 2023 r. - napisała agencja Bloomberga. Wskazała, że kurs akcji saudyjskiego giganta podbił wzrost cen ropy naftowej.
W piątek na zamknięciu giełdy w Londynie baryłka europejskiej ropy naftowej kosztowała 92,69 dol., zyskując tego dnia 8,5 proc. na wartości. Przez cały zeszły tydzień cena Brent wzrosła łącznie o 28 proc. i był to największa w ciągu tygodnia podwyżka ceny Brent od kwietnia 2020 r., podał serwis CNBC.
Cena ropy naftowej Brent jest głównym punktem odniesienia w międzynarodowym handlu tym surowcem.
W ostatni piątek ceny ropy naftowej rosły nawet w tempie dwucyfrowym, ponieważ inwestorów zaniepokoiły ostrzeżenia ministra energii Kataru, Saada al-Kaabiego. W wywiadzie dla "The Financial Times" ostrzegł on, że państwa znad Zatoki Perskiej będą zmuszone ograniczyć wydobycie ropy naftowej jeśli szybko nie zostanie zapewniona bezpieczna żegluga przez Cieśninę Ormuz. To wyjście z Zatoki Perskiej na morza świata.
Od czasu ataku Izraela i USA na Iran żegluga przez Cieśninę Ormuz niemal całkowicie zamarła, gdyż armatorzy obawiają się zniszczenia swoich statków, a zwłaszcza ataków, którymi grozi Iran.
W efekcie nie da się wywozić tankowcami ropy naftowej ze złóż nad Zatoką Perską, a tamtejsi nafciarze już mają problemy ze składowaniem surowca. Minister Saad al-Kaabi stwierdził, że jeśli Cieśnina Ormuz nie zostanie odblokowana, to za kilka tygodni baryłka ropy naftowej może kosztować 150 dol. A to, jak ocenił,
unieruchomi gospodarkę świata.
Tymczasem Saudi Aramco może wywozić część swojego surowca omijając cieśninę. Saudyjski koncern ma rurociąg do terminalu w porcie Janbu nad Morzem Czerwonym i stąd surowiec można wysyłać tankowcami przez Kanał Sueski do Europy lub trasami przez Ocean Indyjski do Azji.
Zdaniem analityków właśnie dzięki możliwości eksportowania ropy naftowej szlakiem przez Morze Czerwone saudyjskiemu gigantowi naftowemu nie grozi paraliż żeglugi, w związku z blokadą Cieśniny Ormuz, tak jak ma to miejsce w przypadku innych producentów znad Zatoki Perskiej.
"Uważamy, że w przypadku Aramco wzrost cen ropy naftowej zrekompensuje spadek eksportu" - stwierdził Junaid Ansari z firmy Kamco Investment, cytowany przez agencję Bloomberga, I dodał:
Uważamy również, że Aramco powinno być w stanie przekierować większość swoich dostaw na Morze Czerwone. Chodzi tylko o logistykę i obsługę nadwyżek mocy produkcyjnych".
Inni analitycy uważają jednak, że to zbyt optymistyczne oceny. Ekspercka agencja Argus napisała w zeszłym tygodniu, że po ostatniej rozbudowie ropociągów Saudi Aramco może wysyłać do portu Janbu nawet 7 mln baryłek ropy naftowej dziennie, czyli około dwie trzecie obecnego wydobycia tej firmy. Ale jednocześnie Argus wskazywała, że terminal nad Morzem Czerwonym może teoretycznie wysyłać do 5 mln baryłek ropy dziennie, a dotąd nie notowano tam takich przeładunków.
Ponadto dotąd terminal w Janbu był wykorzystywany głównie do transportu saudyjskiej lekkiej ropy naftowej, a klienci Saudi Aramco w Azji kupowali duże ilości tzw. ciężkiej ropy naftowej. Obu tych odmian surowca nie można mieszać, co dodatkowo ogranicza możliwości eksportu saudyjskiej ropy naftowej przez Morze Czerwone.
Region tego morza także bywa niebezpieczny dla żeglugi - zwłaszcza w kierunku Azji - ze względu na ryzyko ataków przez jemeńskich Huti, którzy są sojusznikami Iranu i już w przeszłości atakowali statki na trasie do i z Kanału Sueskiego.
Jednak po wybuchu obecnej wojny w Iranie jemeńscy rebelianci niespodziewanie nie podjęli ataków przeciw żegludze po Morzu Czerwony. Na razie nie wiadomo, dlaczego.