Prezes NBP na samym wstępie podkreślił dramatyzm obecnej sytuacji geopolitycznej. Zaznaczył, że nie ma czasu na wieloletnie plany, a silna armia musi powstać w bardzo krótkim czasie
"Przypominam, że działamy w warunkach wyższej racji stanu. Działamy w sytuacji potrzeby wzmocnienia szybkiego bezpieczeństwa Polaków. (...) Występuje bardzo pilna potrzeba finansowania zbrojeń w Polsce. Nie za 10, 20 lat, w ciągu 3 lat" – argumentował Adam Glapiński.
Prezes wyjaśnił, że to właśnie te okoliczności skłoniły go do poszukiwania niestandardowych rozwiązań finansowych, które pomogłyby w szybkiej budowie potężnych sił zbrojnych, zdolnych odstraszyć każdego potencjalnego agresora.
Glapiński przypomniał, że NBP jest odpowiedzialny za zarządzanie rezerwami państwowymi, które na koniec lutego 2026 roku wynosiły ponad bilion złotych. Złoto stanowiło w nich równowartość około 340 miliardów złotych, a jego zasoby wzrosły w ostatnich latach z 200 do 570 ton (docelowy pułap to 700 ton).
"Skutkiem ubocznym" tej strategii i rosnących w czasie światowych niepokojów cen kruszcu jest ogromny, niezrealizowany zysk NBP. Według szacunków wynosi on obecnie około 197 miliardów złotych. Jak zauważył prezes Glapiński, obecnie ta kwota po prostu powiększa kapitał banku, nie przynosząc bezpośrednich korzyści ani państwu, ani obywatelom.
Następnie Adam Glapiński wyjaśnił, na czym miałaby polegać operacja uwolnienia środków ze sprzedaży złota. Prezes NBP stanowczo zaznaczył, że bank centralny ma w tych kwestiach wolną rękę:
Zarząd NBP jest uprawniony, żeby podejmować decyzje dotyczące gospodarowania aktywami rezerwowymi i czyni to całkowicie autonomicznie. Nie musi nikogo pytać o zgodę. To jest zasób narodowy, państwowy, ale w zarządzie wyłącznym Banku Centralnego. To jest europejski standard. My mamy pełną autonomię. Nie Rada Polityki Pieniężnej
- podkreślił prezes.
Zapewnił również, że operacja nie wymagałaby skomplikowanych zmian legislacyjnych:
Po drugie jakiekolwiek operacje będą realizowane w zgodzie z przepisami prawa europejskiego i polskiego i w granicach mandatu NBP. Nie trzeba zmieniać żadnej ustawy, żadnego przepisu, w ramach naszych uprawnień zarządzamy rezerwami
Prezes odciął się od zarzutów, że proponowane rozwiązanie to jedynie manipulacje w bilansie banku. Zamiast tego, jak wyjaśnił, chodzi o realne operacje na rynkach światowych:
Po trzecie, same operacje wykonywane na rezerwach nie będą jakimiś sztucznymi operacjami księgowymi (...) Będą rzeczywiste transakcje biznesowe. Sprzedajemy jakiś element rezerw i kupujemy inny, bo uważamy, że jest to wskazane z punktu widzenia banku, państwa polskiego
Ostatni, czwarty punkt dotyczył bezpieczeństwa rezerw dewizowych państwa. Glapiński przekonywał, że operacja na złocie nie zmniejszy ich ogólnej wartości, a jedynie zmieni ich formę, co daje możliwość odtworzenia zasobów kruszcu w przyszłości:
Po czwarte, operacje dokonywane przez NBP, które proponowałem, w ogóle nie uszczuplą rezerw dewizowych NBP. (...) Jeśli my sprzedajemy złoto, to sprzedajemy złoto w Londynie, za dolary. Zamiast złota pojawiają się dolary. (...) Nie zmieniają się nasze rezerwy. To są dokładnie papiery wartościowe w dolarach albo euro. (...) Nic nam nie broni tego, żeby za rok czy dwa kupić taką samą ilość złota. Żeby sprzedać dowolną ilość złota, zrealizować tzw. niezrealizowany zysk na złocie, mieć to w dolarach i np. za 2-3 lata kupić znów złoto" - powiedział. Dodał też, że to, co zaproponował, "nie jest żadnym precedensem" i podobne rozwiązania są dyskutowane w innych bankach centralnych.
Prezes NBP zaznaczył, że mechanizm ten miałby być wprowadzany z dużą ostrożnością, by nie zachwiać gospodarką. Nie wchodzi w grę jednorazowe zasilenie budżetu ogromną kwotą.
Nie zaproponowaliśmy przecież, żeby całą nagromadzoną nadwyżkę złota, całe 197 mld zł użyć od razu do wyniku finansowego i to w 95 proc. przekazać rządowi. Nikt tego nie proponował, bo to wywołałoby komplikacje. (...) My zaproponowaliśmy, że można częściowo, trochę, powoli, stopniowo to wykorzystać, żeby ten jednorazowy wysiłek zrobić
- tłumaczył Glapiński. Prezes NBP wskazał, że o ile unijny program SAFE może dać efekt 0,2-0,3 pkt. proc. inflacji, o tyle w przypadku alternatywnego projektu takiego ryzyka nie ma. "Tutaj można by to rozłożyć dowolnie" - zaznaczył.
Pojawiły się różne uwagi. Jak bank może wygenerować jakieś pieniądze, to niech da, dziury w budżecie załatamy różne. To nie jest zwykły zysk banku, który idzie do budżetu. To nadzwyczajna jednorazowa okazja, która musi być wykorzystana w celu narodowym, budowy silnej armii. Tu może taka suma być skierowana, bez żadnych skutków ubocznych
- podsumował Glapiński.
We wtorek w Pałacu Prezydenckim doszło do spotkania m.in. prezydenta Karola Nawrockiego, szefa NBP Adama Glapińskiego, premiera Donalda Tuska i wicepremiera, szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza. Tematem była prezydencka propozycja "polskiego SAFE 0 proc.".
Tuż po tym spotkaniu Kancelaria Prezydenta udostępniła projekt ustawy. Propozycja ta zakłada przede wszystkim, że "wypracowany przez NBP zysk, wynikający z rosnącej wyceny rynkowej polskich rezerw złota i walut, ma zostać skierowany bezpośrednio na finansowanie celów obronnych za pośrednictwem nowo utworzonego Funduszu".
Jeszcze przed środową konferencją prezes Adam Glapiński zarzekał się, że podczas spotkania podkreślał "apolityczność NBP" i zapewniał, że "nie uczestniczy w żadnych sporach politycznych". "Zaprezentowałem możliwe do realizacji oraz zgodne z prawem konkretne działania NBP i zgłosiłem pełną gotowość do ich podjęcia, co spotkało się z akceptacją Prezydenta. Dzięki przewidującej, zapobiegliwej i trafnej polityce NBP w ubiegłych latach możliwa jest teraz realizacja projektu, który zapewni dziesiątki miliardów złotych corocznie w ciągu kilku kolejnych lat na rzecz polskiego rządu w celu finansowania szybkiej budowy silnej polskiej armii. Jest to możliwe, gdyż NBP zarobił i zgromadził odpowiednie do tego celu fundusze" - podkreślał.
Unijny program SAFE gwarantuje nam pożyczkę w wysokości 44 mld euro. Do zadłużenia się na niski procent nie jest jednak przekonany obóz prawicy na czele z Karolem Nawrockim. Dlatego przedstawiono alternatywne rozwiązanie, które rzekomo ma być bezkosztowe. Premier Donald Tusk ujawnił już, że Prezydent prawdopodobnie zawetuje ustawę, zakładającą unijną pożyczkę.