Michał długo szukał odpowiedniego miejsca do życia dla swojej rodziny. Najpierw przeprowadzili się z bloku z wielkiej płyty do nowego budownictwa.
– Nowe mieszkanie urządzaliśmy od zera, włożyliśmy w to dużo serca i pieniędzy. Ale po kilku miesiącach zrozumieliśmy, że to nie to. Daleko do szkoły i przedszkola, brak miejsc, w których dzieci mogłyby się bawić. I wtedy znaleźliśmy ogłoszenie o sprzedaży domu – opowiada.
Deweloper kupił działki i postawił cztery, ponad 150-metrowe domy. – Zdecydowaliśmy się na zakup jednego z nich. Domy bardzo ładne, przestronne, działka wystarczająca, by dzieci miały miejsce do zabawy. Znów poświęciliśmy czas i pieniądze, by urządzić przestrzenie. I znów po kilku miesiącach pojawił się kłopot – wspomina Michał.
To wtedy deweloper sprzedał dom, znajdujący się naprzeciwko nieruchomości należącej do Michała. – Nowy nabywca zaczął od okamerowania posesji. Zainstalował cztery kamery. Jedna celuje prosto w nasz dom. Dla nas to był jasny sygnał – przyjemnego sąsiedztwa nie będzie – zauważa.
Przewidywania okazały się słuszne. Michał próbował rozmawiać z sąsiadem o kamerach i prosił o ich przekierowanie. – Sąsiad cały czas odpowiada, że kamera tylko wygląda, jakby była wycelowana w nasz dom, w rzeczywistości obejmuje tylko jego bramę wjazdową. Ale poproszony o udostępnienie obrazu – odmawia.
Czujemy się jak w Big Brotherze. Zastanawiamy się nad foliami na okna typu weneckie lustro, by nie zaglądał nam do domu – mówi.
Przyznaje jednak, że odczuwa zniechęcenie do jakichkolwiek inwestycji na działce. – Dom przestał nas cieszyć. Rozważamy drogę sądową, ale to lata batalii i może zaognić konflikt. Tego się obawiamy – przyznaje.
Problem Michała nie jest odosobniony. Na grupie na Facebooku, dotyczącej urządzania domów, przybywa podobnych historii.
"Jakieś pół roku temu kupiliśmy dom, na przeciw nas mieszka sąsiad, który, jak zauważyliśmy, od początku miał dwie kamery: przed wejściem i z tyłu na garażu. Miesiąc temu zamontował kamerę perfidnie na nasze okna z przodu po lewej stronie. Widać z naszych okien, że jest uniesiona wyżej, niż mają inni. Czy to jest zgodne z prawem? Trochę się obawiamy, bo tam pokój ma córka" – napisał na początku marca jeden z użytkowników.
Inny opisuje, że na kamerę sąsiada odpowiedział swoją kamerą. "Teraz nagrywamy się nawzajem" – podkreśla.
Po jednym z takich wpisów docieramy do Magdaleny.
– Kamera sąsiada nas prześladuje. Śledzi każdy nasz ruch. Ustawiona jest na nasz dom, gdy zaczynamy kręcić się po podwórku, podąża za nami. To jasny dowód na to, że obejmuje nasz dom. Rozmowy nie przyniosły żadnych rezultatów, wzywana policja rozkładała ręce. Zostaje tylko droga sądowa. Jestem już po rozmowie z prawnikiem – mówi.
Jedną z takich spraw w ubiegłym roku badał prezes UODO. Do Urzędu zgłosiły się osoby, które zaalarmowały, że sąsiad zainstalował kilkanaście kamer, które rejestrowały zarówno obraz, jak i dźwięk przez 24 godziny na dobę. Jedna z kamer miała być skierowana bezpośrednio na okno toalety w sąsiednim budynku. Sąsiedzi zwrócili uwagę, że zebrane dane są przetwarzane bez ich zgody, że czują się nękani i mają poczucie naruszania ich prywatności, co negatywnie wpływa na ich codzienne życie.
Prezes UODO wzywał właściciela monitoringu o złożenie wyjaśnień, jednak ten dwukrotnie nie odebrał korespondencji.
Brak reakcji nie może jednak blokować działań organu nadzorczego
– zauważa prezes UODO Mirosław Wróblewski.
Prezes UODO ocenił stan faktyczny na podstawie zebranych w sprawie materiałów pochodzących od skarżących oraz na podstawie własnych ustaleń. Nakazał zaprzestania przetwarzania danych osobowych sąsiadów i wezwał do usunięcia kamer skierowanych na domy innych.
– Kierowanie prywatnego monitoringu na nieruchomość sąsiednią to bezprawne naruszenie dóbr osobistych, w tym prawa do prywatności i miru domowego art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego – zauważa Iwo Klisz, adwokat z kancelarii adwokackiej Klisz i Wspólnicy z Wrocławia.
Pierwszym krokiem, jaki zwykle się nasuwa, gdy zauważymy ustawione na nasz dom kamery, to wezwanie policji. To, zdaniem prawnika, może jednak nie przynieść oczekiwanego rezultatu.
– W standardowych konfliktach sąsiedzkich wezwanie policji okazuje się najmniej efektywne. Funkcjonariusze policji traktują takie zgłoszenia jako typowy spór cywilnoprawny i nie dysponują narzędziami do natychmiastowego nakazania demontażu urządzeń. Wezwanie organów ścigania odnosi skutek właściwie tylko w skrajnych przypadkach, gdy zachowanie sąsiada nosi znamiona przestępstwa, na przykład uporczywego nękania – zauważa mecenas Iwo Klisz.
Najbardziej skuteczną reakcją jest, jak twierdzi, wystosowanie oficjalnego, pisemnego wezwania do zaprzestania naruszeń.
– W dokumencie należy precyzyjnie opisać zakres ingerencji w prywatność i wyznaczyć rygorystyczny termin na rozwiązanie problemu. Rozwiązaniem tym może być fizyczna zmiana kąta widzenia obiektywu lub założenie w oprogramowaniu kamery tak zwanych masek prywatności, czyli czarnych stref trwale zasłaniających w kadrze obcą posesję – mówi adwokat.
Warto rozważyć zlecenie przygotowania takiego pisma kancelarii prawnej. Widmo grożącego procesu może skłonić sąsiada do zdjęcia lub przekierowania monitoringu w inną stronę.
– Gdy wezwanie przedsądowe zawodzi, poszkodowany może skorzystać z narzędzi administracyjnych. Jeśli prywatna kamera nagrywa teren innej posesji lub przestrzeń publiczną, jej właściciela zaczynają obowiązywać przepisy RODO. Sąsiad nagrywający naszą działkę staje się zatem administratorem naszych danych bez odpowiedniej podstawy prawnej. Skarga do UODO może skutkować decyzją nakazującą zaprzestanie przetwarzania danych, co w praktyce wymusza przekierowanie lub demontaż kamery bądź zastosowanie maski prywatności – zauważa mecenas Iwo Klisz.
Gdy wszystkie metody zawodzą, pozostaje pozew cywilny. – Poszkodowany może domagać się przed sądem nakazania usunięcia lub zmiany ustawienia kamer, a w uzasadnionych przypadkach również zadośćuczynienia. Warto jednak pamiętać, że każda sprawa wymaga indywidualnej oceny, a sądy ważą prawo do prywatności nagrywanego z prawem sąsiada do ochrony własnego mienia. Nakaz demontażu stosuje się najczęściej wtedy, gdy ingerencja w prywatność jest rażąca, nieuzasadniona obiektywnym zagrożeniem, a cel bezpieczeństwa można było osiągnąć bez monitorowania cudzej posesji – podkreśla adwokat.
Redagował Sebastian Ogórek