Prof. dr hab. inż. Jakub Kupecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań Jądrowych: Przyznanie się do błędu politycznego w tak fundamentalnej kwestii to dowód dużej odpowiedzialności. Moja opinia, którą zresztą potwierdza branża, jest jednoznaczna: rezygnacja z atomu w Niemczech była przedwczesna i była błędem. Wynikał on ze zbyt szybkiego odejścia od stabilnej technologii na rzecz innej, przy jednoczesnym niedoszacowaniu kosztów i ryzyk.
Zjawisko Dunkelflaute (flauta ciemności - okresy bez słońca i wiatru) stało się brutalnym „wake-up call", zmuszając do rewizji ambicji i powrotu do sprawdzonych rozwiązań. Wiele z wcześniejszych decyzji było napędzanych emocjami społecznymi i obawami, które nie zawsze miały oparcie w faktach.
Dla mnie jako obywatela, ale przede wszystkim jako dyrektora Narodowego Centrum Badań Jądrowych, najważniejszy jest jednak nasz kontekst krajowy. Kluczowym argumentem jest nowa strategia energetyczna Polski zarysowana przez premiera i wskazane konkretne finansowanie programu jądrowego na najbliższe 10 lat. Dobrze jest obserwować sąsiadów, sojuszników i nasze zewnętrzne otoczenie, ale priorytetem musi być realizacja własnej misji gospodarczej i strategicznej.
Energetyka jądrowa to dziś nie tylko gwarancja tańszej energii, ale przede wszystkim niezależność, pewność dostaw i dywersyfikacja miksu energetycznego. Słowo „renesans" jest odmieniane przez wszystkie przypadki, ale niektórzy mówią też o „odwilży" albo „chwilowej ekscytacji". Ja, jako inżynier, podchodzę do tego niezwykle racjonalnie. Musimy studzić zapały i rzetelnie informować: jedna elektrownia jądrowa to dopiero początek długiego procesu transformacji energetycznej kraju. Biorąc pod uwagę wyzwania tej bezprecedensowej inwestycji, wolę mówić o organicznym wzroście niż o chwilowej ekscytacji i skokowych zmianach.
To, co zasługuje na uznanie, to fakt, że Polska realizuje program jądrowy w sposób partycypacyjny, angażując wszystkich interesariuszy. Co najważniejsze, jest to inicjatywa ponadpolityczna.
To absolutnie kluczowe dla zapewnienia trwałości projektu i pewności inwestorskiej dla całego łańcucha wartości – dla wszystkich firm, które chcą w ten system wejść i ponieść własne koszty, by stać się jego częścią. Zatrzymanie tych decyzji nie tylko oddaliłoby perspektywę istotnego kroku transformacji, ale również odbiłoby się na finansach szeregu przedsiębiorstw przygotowujących się do realizacji projektu, który zyskał już dojrzałość techniczną, ekonomiczną, gospodarczą i społeczną.
Uważam, że pytanie o „w pełni polską elektrownię" jest błędnie postawione. Wybieramy technologie sprawdzone, które funkcjonują już w innych częściach świata, mają zweryfikowaną strukturę kosztów oraz precyzyjnie określone standardy bezpieczeństwa. Skoro mało kto w Polsce jeździ dziś polskim samochodem, to nie doszukujemy się w tym braku patriotyzmu. Tak samo w przypadku atomu – wybieramy to, co najlepsze na rynku.
Skoro mało kto w Polsce jeździ dziś polskim samochodem, to nie doszukujemy się w tym braku patriotyzmu. Tak samo w przypadku atomu – wybieramy to, co najlepsze na rynku.
Polska ma oczywiście istotne możliwości. Reaktor jądrowy MARIA w Narodowym Centrum Badań Jądrowych został w całości opracowany i zbudowany w kraju. To wciąż bardzo nowoczesna jednostka, ale musimy pamiętać, że powstała w latach 70., w zupełnie innych realiach decyzyjnych i finansowych. Dzisiaj funkcjonujemy w gospodarce wolnorynkowej i globalnej konkurencji przemysłu 4.0. Wszyscy ze wszystkimi, wszędzie i o wszystko konkurują. W tym układzie nie ma sensu „wyważać otwartych drzwi", wykorzystując środki podatnika.
Skoro nie budujemy własnych samolotów pasażerskich, lecz kupujemy sprawdzone konstrukcje od światowych liderów, tę samą analogię należy przenieść na sektor jądrowy. Oczywiście, im większy będzie udział polskich podmiotów w łańcuchu dostaw, tym lepiej.
Jako energetyk z wykształcenia z ubolewaniem patrzę na zanik niektórych kompetencji. Kiedyś potrafiliśmy budować całe bloki energetyczne, a dziś pojawiają się pytania, czy bylibyśmy w stanie samodzielnie zaprojektować i wykonać chociażby kocioł odzyskowy do bloku gazowo-parowego. Taka jest jednak specyfika współczesnych czasów: pewne gospodarki stają się potentatami w konkretnych niszach, a reszta świata korzysta z ich pozycji i oferty. Na szczęście w przypadku energetyki jądrowej rynek jest zróżnicowany, co pozwala nam na wybór optymalnego partnera spośród kilku globalnych dostawców. Z kolei to, jak otoczymy tego dostawcę krajowymi komponentami i usługami, zależy od sprawności naszej koordynacji tego procesu.
Mamy solidne tradycje w realizacji wielkich przedsięwzięć infrastrukturalnych. Wbrew sceptycznym głosom, Polska wielokrotnie udowodniła, że potrafi udźwignąć projekty wymagające koordynacji złożonych dostaw oraz prac konstrukcyjnych i projektowych na wielką skalę. Kaliber dotychczasowych inwestycji nie był co prawda tak duży jak w przypadku energetyki jądrowej, ale to wciąż znaczące i bardzo wartościowe doświadczenie, które dzisiaj będzie wspierać ten proces.
Byłbym jednak daleki od jednoznacznego wskazywania naszej przyszłej niszy. W dobie globalnej konkurencji to, co dziś wydaje się atrakcyjną szansą biznesową, za trzy lata może już nią nie być. Musimy trzymać rękę na pulsie i mieć oczy szeroko otwarte, ale przede wszystkim porzucić iluzję pełnej samowystarczalności. Te czasy bezpowrotnie minęły. Właśnie po to zawieramy porozumienia gospodarcze i memoranda międzyrządowe, by korzystać ze wzajemnych doświadczeń i unikać płacenia za „odrabianie lekcji", które inni mają już za sobą.
Nasza gospodarka pilnie potrzebuje ogromnych ilości nowej mocy zainstalowanej w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym (KSE). Odbudowujemy system, odchodząc od węgla i szukając alternatyw, a czasu mamy bardzo mało. Dlatego odwlekanie decyzji o budowie nowych aktywów kosztem rozwijania własnych technologii byłoby skrajnie nieodpowiedzialne.
Dopiero gdy zastąpimy stare moce nowoczesnymi jednostkami, w tym blokami jądrowymi, będziemy mogli złapać oddech i mocniej postawić na autorskie rozwiązania.
Prace badawcze i inżynierskie oczywiście trwają w tle, ale dziś nie mogą brać pierwszeństwa nad gotowymi, komercyjnymi rozwiązaniami, które potrzebne są tu i teraz. Na to po prostu nie mamy ani czasu, ani wystarczających środków.
Rozwijamy się nieustannie; to proces, który nigdy się nie kończy. Mamy w Polsce szereg uczelni wyższych, które co roku wypuszczają na rynek dobrze przygotowanych inżynierów energetyków. Trwa ciągła wymiana pokoleniowa, ale o przygotowaniu kadr stricte pod energetykę jądrową mówimy teraz szczególnie intensywnie. Jesteśmy w momencie, w którym inwestycje realnie ruszyły i widzimy konkretne etapy realizacji Polskiego Programu Energetyki Jądrowej.
W związku z tym tworzone są dedykowane struktury: wzmacnia się dozór jądrowy, czyli Państwowa Agencja Atomistyki, rosną w siłę firmy wykonawcze oraz instytucje wspierające ten proces, w tym nasz instytut. Warto zauważyć, że na uczelniach funkcjonuje już kilkanaście programów dedykowanych energetyce jądrowej. Jedną z najważniejszych inicjatyw jest program prowadzony w konsorcjum przez Politechnikę Śląską, dotyczący kształcenia kadr i budowania kompetencji zarządczych. Jest to projekt, w którym NCBJ uczestniczy razem z Ministerstwem Przemysłu oraz Uniwersytetem Ekonomicznym w Katowicach.
Takie zestawienie interesariuszy pozwala nam „szyć program na miarę" – precyzyjnie odpowiadać na potrzeby rynkowe, przy jednoczesnym uwzględnieniu naszych realnych możliwości badawczych i dydaktycznych.
Transformacja energetyczna powinna opierać się na kilku filarach. Często używam analogii do stołu: jest on tym stabilniejszy, im więcej ma nóg. Stabilny wzrost tego „stołu" jest możliwy tylko wtedy, gdy wszystkie nogi proporcjonalnie wydłużamy.
Energetyka jądrowa adresuje w tym procesie odpowiednią skalę. W perspektywie 2050 roku musimy wymienić w systemie od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu gigawatów mocy. Oznacza to, że musimy wdrażać bloki klasy gigawatowej, aby skutecznie zastąpić wygaszane jednostki węglowe: najpierw te o mocy 200 MW, a później większe bloki 360 MW i 500 MW. Tego zadania nie udźwignie sam system rozproszonych, małych instalacji. Ich liczba musiałaby skokowo wzrastać, niemalże o rząd wielkości co kilka lat.
Oczywiście możemy i powinniśmy wspierać energetykę rozproszoną, klastry energii czy spółdzielnie energetyczne, ale na poziomie państwowym potrzebujemy fundamentu. Duże elektrownie jądrowe ten fundament stanowią.
W KSE, gdzie mamy zainstalowane kilkadziesiąt gigawatów mocy, udział źródeł OZE znacząco rośnie. To zwiększa łączną moc systemu, ale i poziom jego fluktuacji, ponieważ są to źródła pogodozależne.
Atom pozwala na efektywne, punktowe zastąpienie wygaszanych bloków węglowych, a po drugie jest gwarantem stabilnej ceny i bezpieczeństwa energetycznego. Im więcej stabilnych źródeł w podstawie KSE, tym efektywniejsze wykorzystanie potencjału OZE i jego bilansowanie.
Uruchomienie pierwszej polskiej elektrowni jądrowej będzie krokiem przełomowym - po raz pierwszy będziemy mogli powiedzieć, że wytwarzamy energię w obiegu jądrowym na własnym terenie. Będzie to realny dowód na zakończenie pierwszej, kluczowej fazy transformacji.
Zagrożenia dla infrastruktury energetycznej to nie jest problem, który pojawił się wczoraj. Starsi koledzy z branży pamiętają wojnę na Bałkanach i niszczenie sieci poprzez sypanie grafitu czy wiórków aluminiowych w celu wywołania zwarć. Dzisiaj kontekst się zmienia: system oparty na blokach gigawatowych staje się wrażliwy, bo wypadnięcie jednej tak dużej jednostki oznacza nagły ubytek ogromnej mocy. W krajach, gdzie jedna elektrownia jądrowa pokrywa kilkadziesiąt procent zapotrzebowania, jej zatrzymanie jest krytyczne dla stabilności państwa.
Istnieje jednak specyficzny aspekt bezpieczeństwa jądrowego: fizyczne skutki ewentualnego uszkodzenia reaktora. Naprzeciw tym wyzwaniom wychodzą inżynierowie. Doświadczenia z kilku dekad sprawiły, że dzisiejsze konstrukcje mają znacząco podwyższoną odporność. Osłony bezpieczeństwa projektuje się tak, by wytrzymały nawet uderzenie samolotu pasażerskiego. Z czysto technicznego punktu widzenia, znacznie łatwiejszym celem dla agresora jest odcięcie bloku od sieci przesyłowej niż próba zniszczenia samego reaktora – efekt gospodarczy w postaci braku prądu jest ten sam, a ryzyko skażenia mniejsze.
Wierzę, że mimo obserwowanych wrogich działań, u agresorów tli się jeszcze pierwiastek logicznego myślenia, który powstrzymuje ich przed atakiem na obiekty jądrowe. Takie działanie mogłoby bowiem przekształcić lokalny konflikt w starcie globalne, po którym – zgodnie ze słynnym powiedzeniem – czwarta wojna światowa toczyłaby się już „na maczugi.
Nie zakładamy tak pesymistycznego scenariusza, ale nasza odpowiedzialność rośnie. Wszystko, co dziś wprowadzamy do systemu, musi posiadać cechy odporności. To podejście nazywamy Safety by Design oraz Security by Design – to zapewnienie bezpieczeństwa fizycznego i cybernetycznego już na etapie deski kreślarskiej. W obu tych obszarach w Polsce prowadzimy liczne działania mające na celu zapewnienie tego bezpieczeństwa. Jednym z najważniejszych działań jest porozumienie pomiędzy Narodowym Centrum Badań Jądrowych a NASK - PIB i Polskimi Elektrowniami Jądrowymi. Tworzymy i rozwijamy kolejne inicjatywy, które będą zorientowane na kwestie bezpieczeństwa strategicznych i krytycznych infrastruktur.
To naturalna kolej rzeczy. Wzrost zapotrzebowania na moc obliczeniową dla sztucznej inteligencji jest faktem. Pamiętamy czasy, gdy kopalnie kryptowalut potrafiły zużywać więcej energii niż całe sektory gospodarki niektórych państw. Jako operator potężnego klastra obliczeniowego w NCBJ sami jesteśmy znaczącym odbiorcą energii i rozumiemy tę skalę. Musimy jednak zachować czujność. Musimy jednak zachować czujność: realizując Polski Program Energetyki Jądrowej, naszym głównym celem jest zastąpienie wygaszanych jednostek wysokoemisyjnych i zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego kraju.
Istnieje ryzyko, że jeśli bezkrytycznie zaprosimy do Polski światowe centra danych, mogą one „wchłonąć" całą nową moc z elektrowni jądrowych. W takim scenariuszu, w którym nie nadążalibyśmy z dostawianiem nowych nisko- i zero-emisyjnych technologii, obywatele mogliby odnieść wrażenie, że nowoczesne serwerownie pracują z wykorzystaniem czystej energii, podczas gdy reszta gospodarki wciąż musi polegać na węglu, by domknąć bilans. To oznaczałoby porażkę naszych celów transformacyjnych.
Z drugiej strony, globalni giganci technologiczni już teraz deklarują chęć budowy własnych reaktorów jądrowych, by zabezpieczyć swoje potrzeby. W sektorach, gdzie koszt energii stanowi 50-80 proc. ceny końcowej usługi, wrażliwość na wahania rynkowe jest ogromna. Doświadczyliśmy tego podczas pandemii i eskalacji wojny w Ukrainie - wygrywa ten, kto potrafi zabezpieczyć cenę energii nie na rok, ale w horyzoncie wieloletnim. Energetyka jądrowa jest tu bezkonkurencyjna jako gwarant stabilności; znamy strukturę jej kosztów i ścieżki cenowe na dekady do przodu. To pozwala na planowanie długofalowych inwestycji w chemii czy przemyśle ciężkim, gdzie centra danych są tylko jednym z wielu, choć niezwykle ekspansywnym, graczem na rynku.
Rozmowa odbyła się podczas Polskiego Kongresu Klimatycznego. To wydarzenie inwestycyjno-biznesowe dla liderów i ekspertów zaangażowanych w zieloną transformację.