W środę, 25 marca odbyło się w Sejmie pierwsze czytanie projektu nowelizacji Kodeksu pracy oraz Kodeksu postępowania cywilnego, określanej również jako ustawa antymobbingowa. Projekt przygotowało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS). Szefowa resortu Agnieszka Dziemianowicz-Bąk podkreśliła, że mobbing to przemoc.
- Ośmieszanie, izolowanie, wyzywanie, groźby pojawiające się regularnie w miejscu pracy to nie jest, nie powinno być i nie może być normą. To patologia - oceniła. Jak poinformowała wicemarszałkini Sejmu Dorota Niedziela, projekt tzw. ustawy antymobbingowej będzie dalej procedowany w Komisji Nadzwyczajnej do spraw zmian w kodyfikacjach.
"Obowiązująca dziś definicja mobbingu ma już ponad 20 lat i - jak pokazuje praktyka - jest skomplikowana i trudna do zastosowania. Wiele osób nie wie, czy to, czego doświadcza, to mobbing, a sądy często mierzą się z problemami dowodowymi" - można przeczytać na stronie MRPiPS. Resort wskazał, że zmieniła się rzeczywistość, pojawiły się nowe formy pracy i komunikacji, w tym praca zdalna. Po zmianach definicja ma zostać uproszczona.
- Obowiązująca dzisiaj definicja jest chaotyczna i niezrozumiała - wprowadza w błąd zarówno samych pracowników, jak i kadrę zarządzającą, właścicieli przedsiębiorstw czy sądy pracy. Dlatego - w oparciu o istniejące już orzecznictwo Sądu Najwyższego i Sądów Apelacyjnych, a także o wnioski płynące z nauk o zarządzaniu, z psychologii i socjologii pracy - zdecydowaliśmy się na stworzenie nowej, klarownej definicji. Takiej, która jasno ustala prawa i obowiązki zarówno po stronie pracownika, jak i pracodawcy - wyjaśniała w Sejmie Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
Jak dodawała, celem jest tworzenie bezpiecznych, zdrowych miejsc pracy.
- Miejsc, w których ludziom chce się pracować, w których czują się szanowani i doceniani, gdzie rzetelna krytyka nie jest mylona z upokorzeniem, odebraniem godności i poczucia własnej wartości - mówiła ministra.
Zgodnie z propozycją resortu mobbingiem będą zachowania o charakterze nawracającym, powtarzającym się lub stałym, których źródłem jest przełożony, ale również współpracownik czy podwładny, pojedyncza osoba lub grupa. Szkodliwe działania mogą być fizyczne, werbalne i pozawerbalne.
Uznanie za mobbing uniezależniono też od intencjonalności działań sprawcy czy od wystąpienia określonego skutku. Natomiast będzie za niego uznane nakazywanie lub zachęcanie do takich zachowań.
Ministerka dodała, że ofiary mobbingu "cierpią z powodu rozstroju zdrowia psychicznego i fizycznego" i szczególnie często korzystają ze zwolnień lekarskich, a dodatkowo spada ich efektywność.
Dla osób, które faktycznie padły ofiarą mobbingu przewidziano większe minimalne zadośćuczynienie wyższe niż symboliczne kwoty.
Poszkodowany może ubiegać się u pracodawcy o zadośćuczynienie w wysokości nie niższej niż sześciokrotność minimalnego wynagrodzenia za pracę. Zgodnie z projektem będzie również możliwe dochodzenie przez pracodawcę zwrotu kosztów od osoby, która dopuściła się mobbingu. To sposób na zwiększenie odpowiedzialności sprawców. Jednak pracodawcy będą też zobligowani do wprowadzenia konkretnych zasad i procedur, które mają chronić pracowników.
Będzie to dokument wewnątrzzakładowy obowiązkowy dla firm zatrudniających do najmniej 9 osób. Mniejsi pracodawcy będą mogli opcjonalnie wprowadzić formalne regulaminy, choć nie zwalnia ich to od odpowiedzialności za przeciwdziałanie mobbingowi, wraz z podejmowaniem właściwych działań. W tworzeniu zasad większą rolę będą też odgrywać pracownicy i związki zawodowe.
Za dalszymi pracami opowiedziało się PiS, KO, Lewica, PSL, Centrum i Polska2050. Przeciwny był jedynie klub Konfederacji. Posłanka Barbara Bartuś (PiS) oceniła, że w projekcie brakuje precyzyjnych, przewidywalnych i sprawiedliwych rozwiązań dla obydwu stron, które powinny być w prawie pracy. Zadeklarowała jednak, że PiS jest za dalszymi pracami nad projektem, we współpracy z ekspertami. Z kolei poseł Ryszard Wilk z klubu Konfederacji przyznał, że projekt wynika "z bardzo dobrych intencji, to wydaje się, że idzie po prostu za daleko".
- Nie tylko wzmacnia ochronę pracownika, ale jednocześnie rozszerza i rozmywa definicje mobbingu i dyskryminacji, podnosi ryzyko sporów sądowych oraz dokłada nowe obowiązki i koszty dla firm, także tych najmniejszych oraz wprowadza rozwiązania, które mogą być bardzo podatne na nadużycie - stwierdził.
Obawy o precyzję sformułowań wyrażała też Barbara Oliwiecka (Centrum) i Jarosław Sachajko (koło Demokracja Bezpośrednia). Agnieszka Dziemianowicz-Bąk podkreśliła, że w projekcie są też wskazania, co mobbingiem nie jest.
- A zatem mobbingiem nie są zachowania incydentalne, nawet wtedy, jeżeli naruszają dobra osobiste pracownika. (...) Mobbingiem nie jest uzasadnione i wyrażone we właściwej formie zachowanie wobec pracownika, w szczególności rozliczanie go z powierzonej pracy lub uzasadniona czy w prawidłowej formie sformułowana krytyka tej pracy - wytłumaczyła szefowa resortu pracy. Chociaż zachowania incydentalne także są nieakceptowalne, to podlegają ochronie na zasadach ogólnych.
- Wedle naszych analiz wdrożenie jasnych, przejrzystych przepisów ograniczy istotnie skalę bezzasadnych, niepotrzebnie toczących się postępowań sądowych - podsumowała polityczka, wskazując, że zmiany spowodują poprawę kultury pracy.
Czytaj też:Nie każdy konflikt w pracy to mobbing. "Nie można zbijać kapitału społecznego na przemocy"