Piątkowe (27 marca) notowania na warszawskiej giełdzie okazały się wyjątkowo bolesne dla posiadaczy akcji Dino. Od rana akcje spółki straciły już ponad 17 procent wartości, co w przypadku tak dużych graczy zdarza się na parkiecie naprawdę rzadko.
Jeszcze w czwartek (26 marca) kurs akcji Dino oscylował w przedziale 39–40 zł, a spółka była wyceniana na 39,6 mld zł. W piątek nastąpił jednak krach, przez który spółka cofnęła się z wyceną aż do poziomu z listopada 2024 roku. Warto przypomnieć, że w połowie 2025 roku kapitalizacja sieci osiągnęła nawet 55 mld zł, ale od tamtej pory obserwowano systematyczne spadki.
W piątek około godziny 10:00 kapitalizacja rynkowa firmy wynosiła już tylko 32,5 mld zł. Z kolei w okolicach 12:00 cena pojedynczej akcji spadła do 33,15 zł.
Bezpośrednim powodem tak nerwowej reakcji inwestorów była publikacja wyników finansowych Grupy Dino. W całym 2025 roku spółka wypracowała co prawda 1 mld 558,36 mln zł skonsolidowanego zysku netto (co oznacza wzrost w stosunku do 1 mld 504,98 mln zł w 2024 r.), jednak rynkowe oczekiwania – zwłaszcza względem IV kwartału ubiegłego roku – były większe. Ostatni kwartał 2025 r. wypadł bowiem wyraźnie gorzej: zysk netto Dino Polska był niższy aż o 13 proc. rok do roku.
Spadła również rentowność mierzona marżą EBITDA. Natomiast sprzedaż LfL (like-for-like, czyli wskaźnik pomocny w analizie efektywności sklepów o porównywalnej powierzchni) wzrosła o 3,7 proc.
W końcówce roku deflacja ponownie zagościła na naszych półkach, przekładając się niekorzystnie na ogólną dynamikę sprzedaży"
- wyjaśnił członek zarządu Michał Krauze w liście do akcjonariuszy, który dołączono do raportu. Ocenił też, że średni jednocyfrowy wzrost LfL nie jest zły.
"Łączne nakłady inwestycyjne Grupy Dino w 2025 r. wyniosły 2,1 mld zł. Narastająco w ciągu ostatnich pięciu lat zainwestowaliśmy 7,7 mld zł. Nie wypłacaliśmy w tym czasie dywidendy - wypracowane zyski wróciły do firmy w postaci nowych sklepów, magazynów i miejsc pracy. To świadoma decyzja, którą podtrzymujemy" - stwierdził Krauze.
Tylko w ostatnich trzech miesiącach 2025 r. sieć Dino uruchomiła 100 nowych marketów, a od początku tamtego roku aż 345. Pod koniec ubiegłego roku pod tym szyldem działały już 3033 sklepy. Dynamiczny rozwój to tylko jedna strona medalu – firma zmaga się obecnie z potężnymi problemami wizerunkowymi, wynikającymi ze skarg własnych pracowników. Sytuacja ta pociągnęła za sobą oficjalne interwencje państwowych służb.
Jak ustalił dziennik „Fakt", Państwowa Inspekcja Pracy prowadzi zmasowane kontrole w marketach tej sieci. Wydano ponad tysiąc formalnych decyzji, a w jedną ze spraw (dotyczącą zwolnionej kierowniczki, która opowiedziała o fatalnych warunkach pracy) zaangażował się Główny Inspektor Pracy, Marcin Stanecki.
- Liczba kontroli sięgnęła grubo ponad 400 w całej Polsce. Na początku były to kontrole o niewielkim zakresie. Z biegiem czasu rozszerzaliśmy te czynności, ponieważ rosła liczba skarg i musieliśmy zareagować. Wydaliśmy już ponad 1 tys. decyzji - powiedział "Faktowi" Stanecki.
Czytaj też:Big Brother w Dino? Monitoring ma służyć do dyscyplinowania pracowników