Rolnik chciał oddać ziemniaki za darmo, ale nie było chętnych. "Wszystko się posypało"

Wiosna w 2026 r. stoi pod znakiem ziemniaczanych nadwyżek. Choć może się wydawać, że im więcej, tym lepiej, to w praktyce stanowi to dla wielu rolników duży problem. Zwłaszcza, jeśli warzyw nikt nie chce, a nadmiar jest liczony w tonach.
ziemniaki w workach (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

150 ton ziemniaków i brak chętnych. Miały trafić na rynek, ale nie znaleźli się zainteresowani nawet wówczas, gdy plon był oferowany za darmo. Ostatecznie gigantyczna góra zupełnie dobrych warzyw najprawdopodobniej zgnije na polu.

Ziemniaki wysypane na polu

Portal SadyOgrody.pl opisał sprawę rolnika z gminy Warta, który był zmuszony pozbyć się pełnowartościowego warzywa, bo nie znalazł chętnych. Jak wytłumaczył poszkodowany, dotyczyło to plonów z ubiegłego roku, które znalazły się w przechowalni i miały zostać sprzedane na wiosnę. Pod koniec lutego pojawił się jednak problem. Stały odbiorca zrezygnował.

Zobacz wideo Bioetanol zabiera ziemię idealną do produkcji żywności

- Nagle dostałem telefon z przeprosinami i decyzją, że "rezygnujemy". Bez większych negocjacji. Usłyszałem, że sieci cofają towar, że oficjalnie są jakieś niedoskonałości. Ale jak się okazało, naprawdę chodziło o nadpodaż. Jak tylko puściły mrozy, towar głównie z Niemiec zaczął trafiać na rynek i wszystko się posypało - wyjaśnił poszkodowany plantator.

Rolnik próbował najpierw sprzedać taniej, a później nawet oddać za darmo, ale udało się jedynie z ok. 70 tonami, które wzięli hodowcy bydła. Więcej nie chcieli, ponieważ sami mieli nadwyżki. Kolejni potencjalni odbiorcy nie przyjechali. Mężczyzna przyznał, że żałuje zbiorów, które nic nie dały, a wygenerowały dodatkowe koszty.

Napływ towaru z Niemiec i Holandii

Jednym z problemów są mechanizmy, które funkcjonują w Niemczech i Holandii. - W Niemczech na poziomie landów jest wypłacana rekompensata dla producenta np. ziemniaków, jeżeli nie można zagospodarować towaru na terenie Niemiec, która pozwala rolnikowi przeżyć. Ale towar musi być wywieziony poza granice Niemiec. W ten sposób pojawiają się ziemniaki sprzedawane w cenie transportu na terenie Polski. Ciężko z czymś takim konkurować - wytłumaczył w rozmowie z portalem prezes Polski Ziemniak Sp. z o.o., Piotr Górski.

Dodatkowo wpływ ma lepsza organizacja zachodnich plantatorów, którzy tworzą grupy producenckie czy oferują duże, standaryzowane partie towaru. Polscy rolnicy są też objęci dodatkowymi wymogami fitosanitarnymi na rynkach unijnych związanymi z bakteriozą ziemniaka. Pomimo obietnic, wciąż nie zostały one zniesione.

Ceny skupu w tym roku są wyjątkowo niskie i wynoszą 0,10-0,25 zł/kg, a więc nawet cztery razy mniej niż przed rokiem. Natomiast minimalna opłacalna cena to 0,50 zł za kilogram. - Rolnik sprzedaje za grosze, a klient kupuje drogo. Gdzieś po drodze ktoś zarabia, tylko nie producent - stwierdzili rozmówcy portalu. Jak dodali, dbają o jakość i niezbędne badania, ale to niewiele zmienia. A tymczasem koszty produkcji, w tym ceny energii i pracy, rosną.

Branża oczekuje pilnych działań

"Produkcja ziemniaków w Polsce przekracza krajowe zużycie, a nadwyżki trudno sprzedać. Zbiory w 2025 r. sięgnęły ok. 7 mln ton - o ok. 18 proc. więcej rok do roku i najwięcej od 2021 r., a krajowe zużycie nie przekracza 5,5-6 mln ton. Nadwyżki trafiają do magazynów, a ceny często nie pokrywają kosztów produkcji" - napisał w ubiegłym tygodniu resort rolnictwa na swojej stronie. U producentów może zalegać od 700 tys. do 1 mln ton ziemniaków.

- W wyniku spotkań [z przedstawicielami branży - przyp. red.] ministerstwo wystąpiło do UOKiK w sprawie nieuczciwych praktyk handlowych, wystąpiliśmy do KOWR [Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa] w sprawie obowiązku zawierania umów na dostawy produktów rolnych oraz do RARS [Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych] w sprawie możliwości zakupu skrobi ziemniaczanej na zapasy strategiczne. Powiadomiona została także Państwowa Inspekcja Sanitarna, która ma zbadać pozostałości środków ochrony roślin w ziemniakach importowanych - wyjaśniła Małgorzata Gromadzka, wiceministerka w resorcie rolnictwa w rozmowie z Onet.

Rozwiązaniem problemu może być współpraca z firmami zajmującymi się przetwórstwem ziemniaków, gorzelniami oraz sieciami handlowymi, które mogłyby zwiększyć przed następnym sezonem zapotrzebowanie na krajowe ziemniaki. Minister rolnictwa Stefan Krajewski wspominał także na konferencji prasowej 16 kwietnia o rozmowach z biogazowniami.

Problem z nadpodażą dotyczy też innych płodów rolnych. Jak wyjaśniał jeden z wielkopolskich producentów w rozmowie z "Tygodnikiem Rolniczym", oferowano mu 50 groszy za kilogram selera. W jego chłodni zalega aż 150 ton, a także duża ilość innych warzyw, które próbuje sprzedawać we własnym zakresie.

Czytaj też:150 ton selera zalega w chłodni rolnika. Proponują mu niskie stawki. "Cios poniżej pasa"

Więcej o: