W sobotę, 25 kwietnia, miał miejsce strajk ostrzegawczy. W południe w niektórych punktach sieci pracownicy odeszli na dwie godziny od swoich obowiązków. Akcja miała zmotywować władze spółki do podjęcia dialogu, jednak tak się nie stało.
„Już dziś odbędzie się drugie spotkanie mediacyjne w ramach sporu zbiorowego w Dino. To pierwsze spotkanie po strajku ostrzegawczym, który pokazał, jak zdeterminowani i zaangażowani są pracownicy. Liczymy, że dzisiejsze rozmowy będą konkretne i przyniosą realne efekty" – napisała w niedzielę na Facebooku należąca do OPZZ Konfederacja Pracy. Nadzieje te okazały się jednak płonne. Na zaplanowanym spotkaniu nie pojawił się nikt z zarządu Dino.
Po raz pierwszy mediacje odbyły się 7 kwietnia, ale nie doszło wówczas do żadnych rozstrzygnięć. Wśród głównych postulatów pracowniczych było podniesienie pensji o 900 zł, utworzenie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, zwiększenie liczby etatów oraz poprawa warunków pracy. Na tamtym spotkaniu pojawili się jedynie prawnicy firmy. W trakcie poniedziałkowych (27 kwietnia) negocjacji sytuacja uległa dalszemu pogorszeniu.
- Niestety nikt z Dino nie pojawił się na spotkaniu. Poprzednim razem przynajmniej przysłali prawników, a teraz nawet ich nie było. Całkowicie nas zignorowali. Dlatego też w najbliższym czasie zamierzamy zorganizować protest pod siedzibą firmy w Krotoszynie. Przygotowujemy się też do strajku generalnego – przekazał portalowi Bankier.pl Wojciech Jendrusiak, przewodniczący OPZZ Konfederacja Pracy.
Na miejscu stawił się jedynie zespół negocjacyjny strony społecznej oraz mediator wyznaczony przez resort. Z racji nieobecności przedstawicieli spółki sporządzono oficjalny protokół rozbieżności. „Ponadto firma nie przekazała wcześniej dokumentów, które miały zostać przedstawione stronie społecznej" – zaznaczyli rozgoryczeni związkowcy.
W sobotę nie wszyscy pracownicy zdecydowali się wziąć udział w strajku ostrzegawczym. Jak donosiła stołeczna "Wyborcza" w obserwowanym przez dziennikarzy sklepie Dino w Sochaczewie nikt nie przerwał pracy. Zatrudnieni, pytani o powód takiej decyzji, odpowiadali krótko, że „podoba im się praca w Dino".
Sprawę skomentowała Katarzyna Kiwierska, była kierowniczka tego marketu, która została zwolniona dyscyplinarnie po tym, jak w lutym wpuściła do magazynu posła Adriana Zandberga. Polityk potwierdził wówczas to, o czym zatrudnieni mówili od dawna: że w sklepie panują trudne do wytrzymania warunki i skrajnie niskie temperatury.
Według relacji byłej kierowniczki, szefostwo miało celowo zastraszać pracowników w Sochaczewie: - Wczoraj dostaliśmy informacje od pracowników, że szefostwo wysłało jasny sygnał. "Skończycie jak Kiwierska" – powiedziała kobieta. Podobne naciski mogły mieć miejsce również w innych punktach, choć ostatecznie strajk odbył się w kilkuset marketach (sieć Dino posiada w całym kraju ponad 3 tysiące placówek).
Równocześnie Główny Inspektorat Pracy prowadzi ogólnopolskie kontrole sieci, w wyniku których wydano już ponad tysiąc negatywnych dla centrali decyzji. Ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk przypomniała niedawno, że prawo do zrzeszania się w związkach zawodowych oraz prawo do strajku to podstawowe prawa gwarantowane przez konstytucję, a ich utrudnianie stanowi przestępstwo. Po spotkaniu ze związkowcami skierowała wniosek do Głównego Inspektora Pracy o wszczęcie kontroli w Dino Polska i objęcie spółki nadzorem w zakresie nieprzestrzegania przepisów prawa pracy.
Nie wiadomo jeszcze, jak dokładnie miałby wyglądać zapowiadany strajk generalny, ale pewne wskazówki można znaleźć w wydanym oświadczeniu. „Z uwagi na brak dialogu wkrótce zaplanujemy pierwsze protesty. Równolegle ruszają intensywne przygotowania do strajku generalnego, bezterminowego. Ignorowanie pracowników nie przejdzie. Bez nas ten biznes nie istnieje" – czytamy w oficjalnym komunikacie OPZZ Konfederacja Pracy w Handlu.
Czytaj też: Ministra pracy reaguje na kontrowersje związane z Dino. Zleciła kontrolę