- To Polska ustala, jakie mamy w Polsce podatki. Firmy z sektora nowych technologii muszą płacić podatki w naszym kraju, tak jak wszyscy inni - stawia sprawę jasno Domański.
Minister finansów zmienia więc retorykę co do podatku cyfrowego. Dotąd był dużo bardziej sceptyczny w tej sprawie. Jeszcze we wrześniu zeszłego roku mówił, że "szanse na uchwalenie są bardzo niskie". Dziś nie mówi już o szansach, a o tym, czyją kompetencją są nowe daniny.
- Przedstawiciele amerykańskiej administracji przedstawiają daleko idący sceptycyzm, ja jestem konsekwentny: to my ustalamy podatki w Polsce - podkreślił jeszcze raz.
Nawiązał tym samym choćby do wypowiedzi ambasadora USA w Polsce Toma Rose'a, który jeszcze zanim objął swoją funkcję, mówił, że taki podatek spotka się z reakcją (negatywną) administracji Donalda Trumpa.
Historia samego podatku cyfrowego jest długa jak Wisła. Pierwsze pomysły były już za rządu PiS (wówczas myślano także nad ogólnoeuropejskim podatkiem). Szybko jednak odwołał nową daninę... ówczesny wiceprezydent USA Mike'a Pence. PiS tematu nie ciągnął.
Na polityczną agendę danina od gigantów takich jak Microsoft, Google, Uber czy Meta wróciła przed rokiem za sprawą ministra cyfryzacji i wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego. Argumentował, że podatek cyfrowy może dać nam nawet kilka miliardów złotych dodatkowych wpływów do budżetu, a także będzie sprawiedliwy wobec polskich firm.
Dziś rzeczywiście większość big techów płaci w Polsce minimalne podatki w porównaniu do skali ich zysków, jakie czerpą z naszego rynku. Wiele z tych korporacji wystawia bowiem faktury z europejskich rajów finansowych, np. Irlandii, twierdząc, że to tam świadczy usługi.
Po propozycji Gawkowskiego trwały przepychanki rządowe, bo pomysł nie był koalicji, a jedynie Lewicy. W ostatnich dniach jednak temat nabrał większego tempa. Pomysł podatku cyfrowego wpisano bowiem w wykaz prac rządowych.
Stanowcze słowa ministra finansów trzeba też osadzić w kontekście amerykańskim. Kilka dni temu Republikanie odpytywali swoją administrację, co robi, by wycofać już istniejące podatki cyfrowe. Takie obowiązują na przykład we Francji.
- Podam tylko jeden przykład. Tydzień temu miałem w swoim biurze ministra handlu Polski [chodzi właśnie o ministra Domańskiego - red.]. W Polsce pojawiła się propozycja ustanowienia podatku od usług cyfrowych. Wyciągnąłem wtedy kopię raportu dotyczącego francuskiego podatku od usług cyfrowych z pierwszej kadencji, który doprowadził do nałożenia ceł na Francję, pokazałem mu ją i powiedziałem: naprawdę nie chciałbym znaleźć się w sytuacji, w której musiałbym opublikować raport, w którym zamiast "Francji" będzie widniała "Polska" - cytuje amerykańskiego urzędnika Jamiesona Greera polska redakcja Business Insidera.
Kluczowa może być jeszcze jedna sprawa: choć minister finansów mówi, że to Polska decyduje o podatkach, mając na myśli rząd i parlament, to jednocześnie jest jeszcze jedna osoba, która taki podatek musi zatwierdzić: prezydent. A ten dotąd zachowywał się proamerykańsko.
Pytanie więc, czy nie skończy się wetem prezydenta Karola Nawrockiego, nawet jeśli podatek zostanie uchwalony przez rząd oraz zatwierdzony przez Sejm i Senat.