Piramida finansowa w dużym banku. Klienci stracili 9 mln zł, dyrektor z zarzutami

Klienci jednego z ogólnopolskich banków byli przekonani, że inwestują w bezpieczne fundusze. W rzeczywistości ich pieniądze trafiały do systemu, który łudząco przypominał klasyczną piramidę finansową. Prokuratura w Łodzi postawiła zarzuty byłemu dyrektorowi departamentu. Straty inwestorów szacuje się na blisko 9 milionów złotych.
pieniądze - zdjęcie ilustracyjne
Andrzej Maj/Shutterstock

Zaufanie do instytucji bankowych to fundament rynku finansowego. Gdy jednak za drzwiami eleganckich placówek kryje się mechanizm nakierowany na wprowadzanie klienta w błąd, skutki są katastrofalne.

Jak poinformowała łódzka prokuratura, były dyrektor departamentu produktów detalicznych jednego z dużych banków działających na terenie całego kraju (nie ujawniono nazwy - red.) usłyszał zarzuty oszustwa na ogromną skalę. Mężczyźnie grozi teraz do 10 lat pozbawienia wolności.

Zobacz wideo Piotr Kuczyński: 1,2 mln to sensowny limit wakacji kredytowych

Straty klientów wynoszą ponad 8,8 miliona złotych. Mechanizm działania polegał na sprzedaży certyfikatów funduszy bez pokrycia w realnych inwestycjach, co stanowi klasyczną piramidę finansową. Prokuratura żąda do 10 lat więzienia dla byłego dyrektora departamentu produktów detalicznych. Ostatecznym finałem funduszy była ich likwidacja w 2024 roku po całkowitym załamaniu płynności.

Zatajona prawda i mechanizm piramidy

Z ustaleń śledczych wynika, że podejrzany odpowiadał w banku za kluczowe decyzje dotyczące oferty. To on ustalał zasady oraz warunki dystrybucji certyfikatów dwóch funduszy inwestycyjnych, które następnie trafiały do sprzedaży w sieci oddziałów na terenie całego kraju. Niestety, dyrektor dopuścił się rażących zaniedbań i celowego zatajania faktów przed podległymi mu pracownikami.

Jak wyjaśnia rzecznik Prokuratury Regionalnej w Łodzi prok. Krzysztof Kopania, bank miał obowiązek informacyjny wobec swoich klientów. Podejrzany nie przekazał jednak pracownikom prowadzącym bezpośrednią sprzedaż, że oferowane przez nich fundusze nie prowadzą żadnych inwestycji, które mogłyby wygenerować zyski.

Było to możliwe jedynie ze środków pozyskiwanych ze sprzedaży kolejnych certyfikatów. Tak więc de facto oferowane fundusze nosiły cechy tzw. piramidy finansowej

– tłumaczy prok. Krzysztof Kopania.

Sprzedawcy nieświadomie kłamali

Prokuratura zarzuca również byłemu dyrektorowi, że ukrył przed siecią sprzedaży fakt braku jakiejkolwiek samodzielnej weryfikacji tych produktów przez bank. Instytucja finansowa, zamiast przeprowadzić własną, rygorystyczną analizę ryzyka i działalności inwestycyjnej, oparła się wyłącznie na informacjach dostarczonych bezpośrednio przez emitenta certyfikatów.

W konsekwencji klienci zainteresowani lokowaniem pieniędzy byli wprowadzani w błąd i otrzymywali od doradców informacje wskazujące na to, że fundusze prowadzą działalność gwarantującą rentowność, a zainwestowane w nie środki są w pełni bezpieczne

- dodaje rzecznik prokuratury.

Nieświadomi pracownicy banku zachwalali produkt, który z założenia był tykającą bombą. Klienci, ufając renomie ogólnopolskiego banku, powierzali mu niejednokrotnie oszczędności całego życia, będąc przekonanymi, że ich kapitał jest odpowiednio chroniony.

Zawirowania związane ze sprzedażą kolejnych certyfikatów nie pozwalały na pozyskiwane pieniędzy, które dawałyby możliwość nie tylko osiągnięcia przez inwestorów zysków, ale nawet zwrotu ulokowanych środków.

W wyniku pogorszenia się sytuacji finansowej, fundusze w 2024 roku zostały zlikwidowane. Poniesione przez klientów banku straty sięgają połowy zainwestowanych środków. Pokrzywdzeni, którzy nabyli certyfikaty w czasie, kiedy podejrzany pełnił obowiązki dyrektora departamentu, stracili ponad 8,8 mln zł.

Więcej o: