Mimo rozchwianych w wyniku wojny USA z Iranem cen paliw, inflacja w Polsce pozostaje póki co w celu inflacyjnym NBP. Ten - przypomnijmy - wynosi od 1,5 proc. do 3,5 proc. Ceny rosnące w tempie mieszczącym się w tym przedziale uznawane są za najbardziej pożądany poziom inflacji.
Póki co wskaźniki są dla ekonomistów zadawalające. Jak podał właśnie GUS, w czerwcu ceny wzrosły o 2,5 proc. w porównaniu do tego samego miesiąca przed rokiem. Natomiast w stosunku do poprzedniego miesiąca spadły o 0,5 proc.
"Za spadkiem inflacji w stosunku do maja stało hamowanie rocznej dynamiki cen paliw (do 5,3 proc. rok do roku z 12,3 proc. rok do roku) i spadek cen żywności w ujęciu rok do roku, co nie zdarza się często. Niskie ceny żywności wynikały przede wszystkim z tanich (tańszych niż rok wcześniej) mięs, olejów i tłuszczów, owoców i warzyw" - komentują ekonomiści z banku PKO BP.
Należy jednak pamiętać, że powyższy odczyt dotyczy okresu, w którym w Polsce obowiązywał rządowy program CPN (Ceny Paliw Niżej), który regulował ceny paliw. Zniesiono go z początkiem lipca, co może wpłynąć na poziom cen w nadchodzących miesiącach.
Jednocześnie GUS podał też dane o inflacji w pierwszych sześciu miesiącach tego roku. I tak, od stycznia do czerwca 2026 roku ceny wzrosły o 2,6 proc. w porównaniu z tym samym okresem roku 2025.
Najszybciej w ostatnich tygodniach rosły ceny alkoholi. Tu wzrost w skali roku wyniósł 6,5 proc. Ale w zbliżonym tempie rosną też koszty usług edukacyjnych, które poszły w górę o 6 proc. Wyraźnie widać też początek kolejnego sezonu wakacyjnego. Ceny w hotelach i restauracjach były w czerwcu wyższe o 4,5 proc. niż przed rokiem.
Co więc ciągnie ceny w dół do celu inflacyjnego? W ostatnim miesiącu istotnie - o 3,1 proc. - spadły m.in. ceny odzieży. Statystycznie tańsza była też żywność, choć tu spadek jest mniejszy i wynosi 0,2 proc.
Na kilka godzin przed najnowszymi informacjami GUS o inflacji po raz kolejny doszło do eskalacji konfliktu na linii USA-Iran. I momentalnie odbiło się to na cenach ropy. W środę rano za ropę Brent trzeba było zapłacić o 1,72 proc. więcej (czyli nawet 86,20 dolara za baryłkę). Produkowana w Texasie ropa West Texas Intermediate podrożała o 1,4 proc. do 80,40 dolara za baryłkę.
Mimo tego ekonomiści nie widzą powodów, by niepokoić się o stan polskiej gospodarki w najbliższych miesiącach. "Do końca roku spodziewamy się inflacji CPI w przedziale 2,5-3,0 proc. i stabilnych stóp procentowych" - oceniają analitycy banku ING.
Nawet mniej optymistyczni ekonomiści z PKO BP uspokajają, że jeśli ceny wymkną się poza cel inflacyjny, to tylko chwilowo i nieznacznie.
"Przed nami wzrost inflacji. Krótkoterminowo zadziałają wycofanie programu CPN, osłabienie złotego i wzrost cen ropy. W perspektywie kilku miesięcy - według nas - drożeć zacznie żywność. Według nas na krótko inflacja wyrwie się powyżej progu 3,5 proc. rok do roku, ale przekroczy go tylko nieznacznie" - kwitują.