CC: Dziewięćdziesiąt dziewięć problemów

Jedna niedogodność, która może zmienić świat.
99 problemów
99 problemów

Epicką animację s.f. pt. Akira obejrzałem, jak każdy fan anime starej daty, co najmniej kilkanaście razy. Ale że właśnie wyszła w Europie na blu-rayu, nie mogłem odmówić sobie kolejnego seansu. Opowieść o Tokio odbudowanym z gruzów apokalipsy nic się nie zestarzała.

Jednym z głównych wątków poruszanych w filmie jest odpowiedzialność naukowców za igranie z siłami potężniejszymi od nich; wątek obecny w literaturze science-fiction od samego początku. Rzeczywistość dopisywała własne rozdziały tej opowieści - Projekt Manhattan i zimnowojenny strach przed atomem sprawiły, że Philip K. Dick mógł napisać oskarżycielską względem pozbawionych skrupułów naukowców powieść Doktor Bluthgeld (nazwisko oznaczające "krwawe pieniądze"). Strach przed maszynami wojny to rodzaj technofobii , którą mogę zrozumieć.

Kompleksowa wizja przedstawiona w Akirze jest charakterystyczna dla cyberpunka, który chciał ogarniać całość systemu świata - w przeciwieństwie do nurtu fantastyki wprowadzającej "jeden problem naraz". Widać to dobrze w dzisiejszym kinie s.f., które w większości oparte jest na starych opowiadaniach. Narracja wyznacza granicę naszej wyobraźni - w krótkich tekstach nie było miejsca na złożone konstrukcje, wszystko opierało się na jednym pomyśle.

Jedna niedogodność

Stąd technofobiczne wizje przyszłości, w której pojawia się jakiś wynalazek (spadek po Frankensteinach i Bluthgeldach), jeden pomysł, który odmienia społeczeństwo i prowadzi je na skraj zagłady - na szczęście dzielny bohater po kilku sekwencjach pościgów i ucieczek wszystko odkręca; świat zostaje uratowany. Tak było choćby w filmie Gamer , w którym ludzkość uległa fascynacji grami komputerowymi rozgrywanymi przy pomocy sterowania żywymi ludźmi (ochotnikami w grze przypominającej The Sims i skazańcami w krwawej strzelaninie). Ale przecież problemem nie był tu sam wynalazek (i źli naukowcy), tylko kondycja społeczeństwa, w którym został wdrożony i które się na to zgodziło - nad tym jednak twórcy się nie zastanawiali (zresztą nie mieli chyba takich ambicji).

Skąd bierze się takie konserwatywne czarnowidztwo twórców s.f.? Dlaczego wymyślając nową technologię czują się w obowiązku uwypuklić jej potencjalne wady, zapominając o problemach, które rozwiązuje? Może to jakaś szersza ludzka przypadłość - nieraz w dyskusjach np. ze zwolennikami wolnych systemów operacyjnych słyszałem o jakimś felerze Windowsa czy OSX, który miał skreślać te systemy - mimo, że proponowane przez nich alternatywy  miały 99 innych problemów ("mam 99 problemów, ale niewiasta nie jest jednym z nich", jak śpiewa raper Jay-Z ). Widzę na przykład wady trzymania danych w chmurach, ba, nawet padłem ofiarą błędu Googla (i własnej niefrasobliwości) i straciłem kilka ipadowych notatek, ale to nie powód, żeby rezygnować z tej technologii i wracać do pendrajwów i dyskietek - chociaż one nie miały tej jednej nieszczęsnej wady, to miały wiele innych ("zgubialność", psucie, wirusy, ręczna obsługa), wyeliminowanych przez ten nowy wynalazek.

Marsz ku lepszej przyszłości powinien być ostrożny, ale nie trzeba histeryzować.

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski , jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.

Więcej o: