W wyścigu biorą udział hegemoni technologii: Microsoft, Apple, Google, Facebook, Amazon. Firmy te rządzą naszą rozrywką, dostępem do informacji, sposobem w jaki kontaktujemy się ze znajomymi i platformami, na których codziennie pracujemy. Właściwie nie ma już takiego obszaru, w którym nie korzystamy z usług jednej tych firm. Hegemonia w jednej dziedzinie to jednak mało . Ambicje największych firm technologicznych świata zdecydowanie wykraczają poza jedno pole działania.
Minęły już bowiem czasy, kiedy jednoznacznie można było określić, czym zajmuje się dany koncern. Google to już nie tylko wyszukiwarka. Amazon to już nie tylko sklep internetowy. Microsoft już nie jest wyłącznie producentem Windows i pakietu Office. Teraz wszystkie te firmy wchodzą sobie nawzajem w tradycyjnie ustalone "kompetencje". Czy można precyzyjnie wskazać, kto jest producentem smartfonów, kto tabletów, kto serwisów społecznościowych a kto sklepu z aplikacjami? Jeśli spróbujemy się nad tym głębiej zastanowić, to przedstawi nam się mniej więcej następujący obraz:
Jak widać, co najmniej kilka obszarów zaczyna być (o ile już nie jest) spornych. Już teraz trwa wojna technologiczna w strategicznych obszarach - urządzenia mobilne, serwisy społecznościowe, usługi w chmurze - która w przyszłym roku może tylko nabrać impetu. Czego możemy się spodziewać? Wyczerpująco omawia to serwis Fast Company .
Przede wszystkim - nastąpi dalszy rozwój usług koncernów. Mają one środki na to, by nieustannie rozwijać i poprawiać swoje usługi, aby nam żyło się lepiej (i żeby ich środki na koncie nieustannie się powiększały). Jakie są więc główne i najważniejsze płaszczyzny sporów, na których będą się ścierać technologiczni giganci?
Amazon będzie usiłował przyciągnąć użytkowników do swoich usług - czytnika książek, odtwarzacza MP3, sklepu czy chmury jeszcze lepszym tabletem. Na razie postawił na "jeszcze tańsze" urządzenie i wydaje się, że taktyka ta jest właściwa. Jeśli nie pobije tabletu Apple (a raczej nie pobije) to ma szanse zostać jego konkurentem numer 2 . Chyba, że Apple zwróci uwagę na zagospodarowywaną właśnie przez Amazona i jego Kindle Fire niszę. Apple może mieć zresztą w przyszłym roku niejeden problem.
Facebook nie jest szatanem, bo bardzo dobrze zdajemy sobie sprawę z jego obecności. Choć z dnia na dzień staje się ona jakby coraz bardziej rozmyta . Serwis Marka Zuckerberga próbuje i wyszukiwania i reklamy i mikropłatności. Z Facebooka można korzystać na absolutnie wszystkich platformach - z komputera, smartfona, tabletu, a nawet telewizora. Paradoksalnie to właśnie jego niezdefiniowana natura sprawia, że w pewnym obszarze może rzucić bardzo poważne wyzwanie Apple'owi. W którym? Aplikacji, oczywiście. Nowe sposoby konsumpcji treści zaprezentowane podczas ostatniej konferencji f8 pozwalają użytkownikom Facebooka na czytanie, oglądanie i słuchanie wybranych przez siebie treści bez konieczności opuszczania serwisu. Do pełni szczęścia brakuje zintegrowania tych usług w mobilnych wersjach serwisu . Aplikacje które działają na dowolnym urządzeniu mogą stworzyć potężny i wartościowy z punktu widzenia użytkownika ekosystem. W kogo będzie wymierzony taki ruch? W Apple.
Koncern z Cupertino może obawiać się Facebooka nie tylko ze względu na ekosystem aplikacji. Facebook-phone , o którym wcześniej dość energicznie rozprawiała prasa branżowa jakoś odszedł w niepamięć - przynajmniej na razie. Tymczasem liczba użytkowników, którzy korzystają z Facebooka z urządzeń mobilnych ciągle rośnie; aplikacja Facebooka należy do najczęściej pobieranych na iOS, a sam serwis ugiął się ostatnio i wbrew wcześniejszym zapowiedziom udostępnił aplikację na iPada . Amazon i Google na swoich urządzeniach dają użytkownikom możliwość korzystania ze "swoich" serwisów społecznościowych; Apple w iOS 5 bardzo mocno wbudował Twittera. Czyżby tyko Facebook miał pozostać bez własnej, mobilnej platformy? Wątpliwe.
W rozwój smartfonów zainwestuje też pewnie Google. Nie chodzi tym razem jednak o mobilny system operacyjny Android, a o fizyczne urządzenia. W końcu wiadomość, że Google przejmuje mobilny oddział Motoroli musi zaowocować co najmniej kilkoma urządzeniami. Po co koncernowi z Mountain View na własność producent sprzętu? Jedni wskazują 17 tysięcy patentów znajdujących się w posiadaniu Motoroli, inni - w tym Fast Company - na dochody, jakie przynosi Google'owi Android. Serwis podaje, że rocznie na reklamach wyświetlanych w Androidzie Google zarabia 10 dolarów . 10 dolarów! Tymczasem Apple, producent iPhone'ów, iPodów i iPadów na jednym smartfonie zarabiać ma 368 dolarów . To prawie 40 razy więcej! Nie dziwi więc hipoteza, że Google może chcieć - oprócz patentów - wykorzystać Motorolę do bardziej "przyziemnych" celów.
Apple i jego nowy szef Tim Cook będą mieli twardy orzech do zgryzienia w postaci konieczności utrzymania swojej dotychczasowej pozycji. O ile bowiem Google do tej pory występował jedynie jako producent oprogramowania, tak teraz będzie pewnie inwestować w jeszcze lepszy sprzęt, jeszcze lepsze podzespoły i jeszcze bardziej wydajną machinę marketingową.
Nieco na uboczu, po trochu zawiera ugody licencyjne dotyczące urządzeń z Androidem , a po trochu konkurujący z Google o miano "największego zła tego świata" Microsoft powoli zmienia strategię rozwoju. W świetle agresywnych sporów, jakie toczą ze sobą Apple, Google, Facebook i inni Ważni świata technologii Microsoft pozostaje jak na razie w cieniu. Co, paradoksalnie, może wyjść mu tylko na dobre. Już niemal rok temu zastanawiałam się, czy będziemy świadkami "efektu underdoga" w stosunku do Microsoftu . Konferencja Nokia World na której zaprezentowano dwa nowe smartfony z Windows Phone pokazuje, że Microsoft z podniesionym czołem chce dołączyć do Wielkich Wojen Technologicznych 2012.
Przeczytaj także: