Uncharted: Zaginione Dziedzictwo - nowe otwarcie kultowej serii studia Naughty Dog [RECENZJA]

Daniel Maikowski
Pożegnanie z Nathanem Drakiem wyszło studiu Naughty Dog na dobre, ale Zaginione Dziedzictwo pozostawia pewien niedosyt. Czekam na więcej.
Uncharted: Zaginione Dziedzictwo
fot. Sony

Przygoda Nathana Drake'a dobiegła końca. Czwarta część Uncharted w doskonały sposób pożegnała jedną z najbardziej ikonicznych postaci świata gier wideo.

Rozstanie z Drakiem nie oznacza jednak wcale pożegnania kultową serią studia Naughty Dog. Deweloperzy z Santa Monica postanowili bowiem zabrać na jeszcze jedną wyprawę. Być może to jednorazowy wypad, a może nowy początek?

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo
Uncharted: Zaginione Dziedzictwofot. Daniel Maikowski

Frazer. Chloe Frazer

Zaginione Dziedzictwo to samodzielny dodatek do Uncharted 4. W grze wcielamy się w postać Chloe Frazier, brytyjskiej poszukiwaczki przygód oraz - nie owijajmy w bawełnę - złodziejki, która w przeszłości zawróciła w głowie samemu Nathanowi Drake’owi.

Chloe wyrusza do Indii, aby odnaleźć bezcenny starożytny artefakt - złoty kieł Ganeśi. Jednocześnie główna bohaterka trafia w sam środek wojny domowej, którą rozpoczął bezwzględny watażka Asev, który - cóż za zaskoczenie - również chce zdobyć artefakt.

Na szczęście Frazer nie trafia do Indii w pojedynkę. Towarzyszy jej Nadine Ross, była przywódczyni tajemniczej grupy najemników Shoreline, która w poprzednich odsłonach Uncharted mocno dała się we znaki zarówno Chloe, jak i braciom Drake.

Tymczasowy sojusz pomiędzy dwoma bohaterkami początkowo ma jedynie finansowy wymiar, ale szybko okazuje się, że Chloe i Nadine mają ze sobą więcej wspólnego niż mogłoby się wydawać. Muszę przyznać, że już dawno nie natrafiłem na grę, w której tworząca się pomiędzy dwiema postaciami relacja była tak naturalna i niewymuszona.

Chloe Frazer to postać z krwi i kości. Bohaterka doskonale "wchodzi w buty" Nathana Drake'a. Charyzma, determinacja, niewymuszony humor i dystans do otaczającego świata - Lara Croft zdecydowanie ma z kogo brać przykład.

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo
Uncharted: Zaginione Dziedzictwofot. Daniel Maikowski

Wizualny majstersztyk

Uncharted 4 to zdecydowanie jedna z najpiękniejszych gier na konsolę PS4. Pod tym względem Zaginione Dziedzictwo w żadnym stopniu nie ustępuje swojej poprzedniczce.

Modele postaci, animacje, cienie, efekty świetlne - twórcy zadbali o każdy detal. Warto zwracać na te detale uwagę, bo to one tworzą piękno gry. Muszę przyznać, że często zdarzało mi się zboczyć z głównego szlaku rozgrywki, aby przystanąć na chwilę na jednym z górskich szczytów i podziwiać roztaczające się przede mną krajobrazy.

Warto podkreślić, że Zaginione Dziedzictwo wykorzystuje możliwości PS4 Pro. Mam na myśli rozgrywkę w rozdzielczości 4K i trybie HDR. Posiadacze "starszej" konsoli nie powinni jednak czuć się pokrzywdzeni, bo również i na niej gra prezentuje się obłędnie.

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo
Uncharted: Zaginione Dziedzictwofot. Sony

Indyjska przygoda

Tak jak wspomniałem wcześniej, Zaginione Dziedzictwo jest samodzielnym dodatkiem do Uncharted 4, co wiąże się z pewnymi ograniczeniami. Po pierwsza, gra jest krótsza od poprzedniczki. Wątek fabularny można ukończyć w 6 godzin, a jeśli zdecydujemy się zagłębić w misje poboczne, to i tak powinniśmy zmieścić się w 10 godzinach rozgrywki.

Po drugie, w grze czeka na nas tylko jedna lokacja - Ghaty Zachodnie, zlokalizowane w Indiach pasmo górskie. Gwoli sprawiedliwości, warto dodać, że jest to największa mapa w historii serii, która swoim rozmachem przebija urokliwy Madagaskar z Uncharted 4.

Po mapie możemy poruszać się w sposób (prawie) całkowicie swobodny, a poza głównym wątkiem fabularnym czeka na nas kilka misji pobocznych. Ghaty Zachodnie zwiedzamy oczywiście za kierownicą jeepa, co także jest nawiązaniem do Uncharted 4.

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo
Uncharted: Zaginione Dziedzictwofot. Daniel Maikowski

Czekam na więcej

Rozgrywka w Zaginionym Dziedzictwie niczym nas raczej nie zaskoczy. To wciąż ta sama trzecioosobowa gra akcji z elementami skradanki, którą twórcy okrasili kilkoma niezbyt wymagającymi zagadkami logicznymi oraz zręcznościowymi mini-grami.

Gameplay jest przyjemny i intuicyjny, ale zarazem sztampowy i dość powtarzalny. Starcia z przeciwnikami praktycznie niczym się od siebie nie różnią, a AI momentami pozostawia wiele do życzenia. Rozgrywkę potrafią popsuć też wszechobecne skrypty. 

Zaginione Dziedzictwo rozwija skrzydła podczas ostatnich godzin rozgrywki, gdy akcja zdecydowanie przyspiesza, a kolejne zwroty akcji momentami wgniatają nas w fotel. 

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo
Uncharted: Zaginione Dziedzictwofot. Daniel Maikowski

Nie wiem, czy studio Naughty Dog zdecyduje się na kontynuację serii, ale jeśli tak będzie, to liczę na to, że twórcom starczy odwagi, aby popchnąć gameplay w nowym kierunku. Nie chciałbym, aby Uncharted skończyło tak, jak seria Assassin's Creed.

Nie zmienia to faktu, że Uncharted: Zaginione Dziedzictwo to piękna i widowiskowa gra, która wyrasta na coś więcej niż samodzielny dodatek. Mam nadzieję, że nie był to tylko pojedynczy "występ" Chloe Frazer, bo to postać z ogromnym potencjałem. Chcę więcej!

Ocena: 8/10

Daniel Maikowski
Więcej o: