Google stworzył cennik dla służb w USA. Za 60 dolarów "pomoc w założeniu podsłuchu" użytkownikowi

Bartłomiej Pawlak
Jak wynika z raportu The New York Times, Google opracował cennik za ujawnianie danych o swoich użytkownikach. Oczywiście nie udostępni ich każdemu, a jedynie amerykańskim służbom, które oprą swoją prośbę o odpowiednią podstawę prawną. W dokumencie znalazły się opcje, takie jak "niezbędna pomoc w podsłuchu".
Zobacz wideo

Nie jest tajemnicą, że służby wielu krajów (m.in. policja czy prokuratura) czasem sięgają po dane zbierane przez Google. Firma z Mountain View jest dziś niemal monopolistą na rynku wielu usług internetowych, dlatego chcąc np. znaleźć coś w sieci najczęściej sięgamy właśnie po wyszukiwarkę od Google. Gigant ma o nas na tyle dużo danych, że mogą one pomóc chociażby w zbieraniu dowodów przeciw oskarżonym.

Google stworzył cennik za udostępnianie danych

Oczywiście nie jest tak, że Google sam dzieli się danymi z FBI lub innymi służbami. Najchętniej w ogóle by tego nie robił, jednak zmusza go do tego prawo. Problem w tym, że próśb o udostępnienie danych z roku na rok jest coraz więcej. Od stycznia do czerwca 2019 roku (to najświeższe dane) Google dostał ponad 75 tys. takich zapytań dotyczących niemal 165 tys. użytkowników. Lwia część z nich to prośby od służb w USA (26,8 tys. zapytań dotycząca 74,3 tys. kont). I w 82 proc. przypadków odpowiednie dane musiały zostać przekazane.

Jak podaje The New York Times, Google postanowił w końcu wprowadzić swego rodzaju cennik za udostępnianie danych służbom. Do tej pory każdorazowo mógł prosić je o zwrot kosztów poniesionych przy przygotowywaniu takich informacji, jednak korzystał z tej opcji tylko w niektórych przypadkach. Teraz za dostarczenie podstawowych danych o użytkowaniu na potrzeby wezwania sądowego Google pobierze 45 dolarów, a... "pomoc niezbędną w podsłuchu" wycenił na 60 dolarów. Inne "usługi" Google są jeszcze droższe - 150 dolarów służby będą musiały zapłacić za zebranie "dokumentacji lub innych informacji powiązanych z kontem Google zidentyfikowanych przez prawidłowy identyfikator Google", a 245 dolarów internetowy gigant zainkasuje za dostarczenie informacji, które pomogą organom ścigania w zdobyciu nakazu przeszukania.

To rekompensata za straty firmy

Prawo federalne USA zezwala na tego typu praktykę, a że to właśnie amerykańskie służby najchętniej zaglądają do danych o użytkownikach (to przecież aż 1/3 zapytań z całego świata), Google chce sobie to zrekompensować. I choć taki cennik z pozoru wygląda jak chęć zarabiania na sprzedaży naszych danych, to jest raczej próbą pokrycia strat firmy (jak łatwo policzyć, tylko w USA to średnio ponad 400 zapytań dziennie).

Jak tłumaczy samo Google, firma traci czas i pieniądze na przygotowywaniu dokumentacji oraz wysyłaniu swoich pracowników do sądów. NYT podaje, że od stycznia do czerwca 2019 roku firma dostała prawie 13 tys. takich wezwań do sądu. Nowy cennik ma więc z jednej strony zrekompensować straty, a z drugiej odstraszyć służby USA przed nadmiernym korzystaniem z prawa do zdobycia danych od Google.

Firma poinformowała również, że nie będzie naliczała tego typu opłat w przypadku dochodzeń w sprawie istotnej dla bezpieczeństwa dzieci oraz sytuacjach zagrożenia życia. Cennik wszedł w życie 13 stycznia 2020 roku. Na razie nie ma jakichkolwiek informacji, aby miał zostać zastosowany również poza Stanami Zjednoczonymi.

Więcej o: