Tajny chiński wahadłowiec poleciał w kosmos. Dwa dni na orbicie i prawie zero informacji

Po ponad dekadzie prac, Chińczycy po raz pierwszy wysłali w kosmos swój eksperymentalny bezzałogowy wahadłowiec. Spędził na orbicie dwa dni i wylądował w nieujawnionym miejscu. Oficjalnie wiadomo tyle, że misja się odbyła. Chińczycy trzymają swoją nową maszynę w tajemnicy.

Start miał miejsce w miniony piątek z kosmodromu Jiuquan, przy pomocy rakiety Długi Marsz 2F. Dotychczas była ona używana do wynoszenia na orbitę chińskich statków załogowych i stacji kosmicznych. Już wiele miesięcy wcześniej, przygotowania do tego wydarzenia zwróciły uwagę obserwatorów chińskiego programu kosmicznego. W chińskiej sieci huczało od plotek, że tym razem ładunek może być nietypowy. Na kosmodromie zaobserwowano przebudowę wieży startowej. Większość spekulacji mówiła o pierwszym locie próbnym chińskiego bezzałogowego wahadłowca.

Zostało to oficjalnie potwierdzone po starcie. Rządowa agencja Xinhua poinformowała, że na orbitę został wyniesiony "eksperymentalny bezzałogowy statek kosmiczny wielokrotnego użytku". Jego zadaniem ma być "testować technologie", które mają służyć "pokojowemu wykorzystaniu przestrzeni kosmicznej". Nie poinformowano, ile czasu spędzi w kosmosie, ani nawet o tym, gdzie wyląduje. Nie opublikowano żadnych zdjęć.

Na podstawie informacji z amerykańskich radarów wiadomo jednak, że pojazd spędził na orbicie dwa dni. Wylądował w niedzielę. Cywilni eksperci wskazują na miejsce lądowania bazę na terenie byłego poligonu jądrowego Lop Nor. Znajduje się ona niemal idealnie pod orbitą, po której krążył chiński pojazd i jest tam odpowiednio długi pas startowy.

Ambitne plany trzymane w cieniu

Chińczycy już od lat prowadzą prace nad tego rodzaju pojazdem. Niewiele jednak na ten temat wiadomo. Pierwszą pewną informacją było zdjęcie, które trafiło w 2007 roku do chińskiej sieci. Widać na nim kołujący bombowiec H-6 z podwieszonym czymś, co wygląda jak mały wahadłowiec w rodzaju amerykańskiego X-37B. Nie towarzyszyły temu jednak żadne oficjalne informacje, jedynie te nieoficjalne publikowane na chińskich stronach poświęconych wojskowości.

Zbliżenie na domniemany bezzałogowy wahadłowiec Shenlong. Zdjęcie opublikowano w 2007 rokuZbliżenie na domniemany bezzałogowy wahadłowiec Shenlong. Zdjęcie opublikowano w 2007 roku Fot. Weibo

Maszyna i program jej rozwoju ma się nazywać Shenlong (Niebiański Smok). Ma to być odpowiednik amerykańskiego wojskowego bezzałogowego wahadłowca X-37B, choć mniejszy. Oznacza to maszynę wynoszoną w kosmos przez rakietę, zdolną do pozostania na orbicie dłuższy czas celem wykonywania szerokiej gamy zadań, po czym automatycznego powrotu na Ziemię i lądowania jak samolot.

Dwa amerykańskie X-37B są używane do przeprowadzania niesprecyzowanych wojskowych eksperymentów, oraz jawnych we współpracy z organizacjami cywilnymi. Głównie chodzi o testy nowych rozwiązań na potrzeby przemysłu kosmicznego. Na przykład materiałów, silników czy elektroniki, które przy pomocy wahadłowca można wystawić na długotrwałe oddziaływanie przestrzeni kosmicznej, a potem zabrać na Ziemię celem przebadania, jaki to miało na nie wpływ.

Można przypuszczać, że Chińczycy mogą chcieć używać swojej maszyny do podobnych zadań. Prace nad tego rodzaju małym wahadłowcem mają być prowadzone w Chinach jeszcze od lat 80. ubiegłego wieku. Jest to jednak bardzo ambitne zadanie, wymagające opanowania wielu skomplikowanych technologii. Amerykanie zajmowali się tym od końca lat 50., kiedy zaczęli tworzyć pierwsze projekty małych wojskowych wahadłowców Dyna-Soar.

Dzisiaj nie ma nawet pewności, czy wystrzelony w miniony piątek chiński pojazd, wygląda tak jak ten widoczny na zdjęciu z 2007 roku. Mógł ulec poważnemu przeprojektowaniu, lub w ogóle zostać zarzucony na rzecz jakiegoś innego rozwiązania. Na przestrzeni ubiegłych 20 lat do sieci trafił cały szereg zdjęć przedstawiających różne modele i projekty chińskich małych wahadłowców. Różnią się one rozmiarami i kształtami. Nie było już jednak kolejnych zdjęć pełnowymiarowego pojazdu. Pewne jest tyle, że jakieś prace na pewno trwają i właśnie odbył się pierwszy poważny test w ich ramach.

Amerykański bezzałogowy wahadłowiec X-37B po wylądowaniuAmerykański bezzałogowy wahadłowiec X-37B po wylądowaniu Fot. USAF

W kosmosie coraz bardziej niepewnie

Tego rodzaju program nieuchronnie będzie rodzić pytania o kwestię militaryzacji kosmosu. Amerykanie odnośnie swoich X-37B nieustannie zapewniają, że służą jedynie badaniom i nie wykonują misji stricte wojskowych. Pomimo tego, między innymi Chiny i Rosja zarzucają USA dążenie do militaryzacji kosmosu, między innymi przy użyciu właśnie tych wahadłowców, które teoretycznie mogą też wykonywać misje w rodzaju uszkadzania satelitów przeciwnika. Nie pomaga tutaj fakt, że X-37B należą do wojska i większość aspektów ich działania jest otoczona tajemnicą.

Chiński pojazd, o ile będzie czymś choćby trochę porównywalnym (co byłoby wielkim osiągnięciem, biorąc pod uwagę chińskie zapóźnienie względem USA w technologiach kosmicznych), też mógłby teoretycznie wykonywać misje o naturze wojskowej. Na pewno Pekin będzie zapewniać, że ma na celu jedynie pokojową wykorzystanie kosmosu. Jednak tego rodzaj bezzałogowe wahadłowce, bezsprzecznie są sprzętem podwójnego zastosowania. Czyli mogą z powodzeniem służyć pokojowym badaniom, jak i misjom wojskowym.

Zobacz wideo