Chiny proponują globalną inicjatywę ws. bezpieczeństwa danych. To odpowiedź na działania USA

Wang Yi - szef chińskiego MSZ-u - przedstawił we wtorek plan utworzenia globalnego standardu bezpieczeństwa danych. Miałby on być kontrolowany przez wiele różnych krajów.

Jak podaje chińska telewizja CGTN, Wang Yi wezwał firmy technologiczne na całym świecie do zapobiegania tworzenia backdoorów, które umożliwiałyby "kontrolowane wycieki danych". Zgodnie z zaproponowanymi przez Chińczyków rozwiązaniami firmy miałyby przestać angażować się w próby pozyskiwania przez ich produkty tych danych dot. użytkowników, które mogą zostać uznane za delikatne.

Zobacz wideo Jak wybuchają i czym są wojny handlowe?

Na razie jednak nie podano przy tym szczegółów samej inicjatywy oraz tego, czy przystąpił do niej już jakiś kraj. Zgodnie z wezwaniem Chiny miałyby zaprzestać wymagania od swoich firm udostępniania danych zgromadzonych za granicą.

Chińczycy próbują walczyć z ograniczeniami nałożonymi przez USA

Chiński minister spraw zagranicznych podkreślał, że globalne standardy bezpieczeństwa danych powinny stać się udziałem wszystkich państw na świecie. Jego zdaniem powinny one zostać opracowane na zasadzie uczestnictwa wszystkich stron.

Szef resortu dyplomacji Chin - choć nie bezpośrednio - odniósł się do napiętej sytuacji związanej z zakazywaniem stosowania chińskiej technologii w Stanach Zjednoczonych. 

- Niektóre kraje na świecie agresywnie dążą do unilateralizmu. Obrzucają inne państwa błotem, pod pretekstem "czystości" w biznesie. Prowadzą międzynarodowe polowania na firmy przodujące w innych krajach, zasłaniając się bezpieczeństwem. To jawne nękanie, które powinno się skończyć - mówił we wtorek Wang Yi

Donald Trump uderza w TikToka i WeChat. Następna może być Alibaba

Jak pisaliśmy w Next.gazeta.pl, Donald Trump utrudnia działalność kolejnym chińskim spółkom technologicznym. Po ZTE i Huawei uderzył w firmy prowadzące popularne narzędzia komunikacyjne. Od kilku tygodni trwają spekulacje, że następnym celem amerykańskiego ataku może być Alibaba.

W praktyce przekłada się to między innymi na chęć osłabienia przez Donalda Trumpa dynamicznie rozwijających się chińskich spółek technologicznych - chce je odciąć od amerykańskiego rynku, klientów i kooperantów oraz amerykańskiej technologii i know-how. Takie działania Biały Dom już prowadzi, czego najnowszym przykładem są zakazy działalności na amerykańskim rynku dla aplikacji TikTok i WeChat. Wiele wskazuje również, że na tym nie koniec. Oczywistym już jest także, że Trump nie chce się dogadać z Huawei. 

Na początku sierpnia Mike Pompeo, sekretarz stanu USA, wspomniał natomiast o Alibabie, kiedy wzywał amerykańskie spółki do usunięcia niepewnej chińskiej technologii z ich cyfrowych sieci. Chodziło mu o to, by wrażliwe dane dotyczące amerykańskich obywateli i technologii, w tym np. dokumentacje dotyczące prac nad szczepionką przeciw koronawirusowi, nie były przechowywane w chmurach obliczeniowych oferowanych przez chińskie firmy - w tym Alibabę.