W poniedziałek łódź podwodna Titan, która zabiera turystów do wraku statku Titanic, zaginęła u wybrzeży Ameryki Północnej na Atlantyku. Bostońska Straż Przybrzeżna we wtorek na konferencji informowała, że trwa operacja poszukiwawcza. Komandor porucznik rez. Robert Polewski, specjalista z zakresu ratowania okrętów podwodnych, nurek saturowany oraz współwłaściciel Ośrodka Szkolenia Prac Podwodnych, szkolony zarówno w Marynarce Wojennej RP, US NAVY jak i US Coast Guard, w rozmowie z Gazeta.pl podał jednak o informacje, które zdobył nieoficjalnie i z których wynika, że "aktualnie prowadzona akcja jest ukierunkowana na poszukiwanie zaginionej łodzi oraz jej późniejsze wydobycie".
Jak przekazał nam ekspert, w okolicy zatonięcia tuż po utracie kontaktu z batyskafem znajdowała się jednostka zajmująca się głębokowodnymi pracami podwodnymi, która została poproszona o udzielenie pomocy przy Titanie. Po krótkim czasie z pomocy jednak zrezygnowano z uwagi na zbyt krótki okres, w którym załoga jest w stanie przetrwać samodzielnie wewnątrz kadłuba oraz długi czas dopłynięcia statku w rejon akcji. - Być może są jakieś informacje, których nie przekazano do opinii publicznej, a które wskazują, że wiadomo, co stało się z batyskafem - powiedział nam ekspert.
Kmdr por. rez. Robert Polewski powiedział, że jeśli łódź by gdzieś wypłynęła, to byłaby spora szansa na uratowanie załogi. - Ale jest to bardzo mało prawdopodobne. Gdyby udało im się wypłynąć, najpewniej byliby w stanie nawiązać łączność i dać znak życia - mówi. I tłumaczy, że batyskaf ma możliwość samodzielnego powrotu na powierzchnię, więc jeśli stracono z nim kontakt, a jednostki nie odnaleziono, to najprawdopodobniej stało się z nią coś niepokojącego.
- Kadłub w batyskafie mógł się rozszczelnić, doszło do przecieku. Jeśli taki kadłub, chociaż odrobinę straci szczelność, to ciśnienie w środku wyrówna się z tym na zewnątrz. Przy tych ciśnieniach, na głębokości 1,500 metrów nie ma najmniejszych szans, żeby bezpiecznie wrócić. W takim momencie nie prowadzi się więc już akcji ratowniczej, a akcję poszukiwawczo wydobywczą, bo wiadomo, że nikt w takiej jednostce nie przeżył. A gdy nie ma łączności, poszukiwanie jest bardzo utrudnione - powiedział Gazecie.pl nurek.
- Trzeba by znać rejon, ale nie sądzę, by była tam możliwość zaczepienia się o jakikolwiek obiekt pod powierzchnią wody, np. o sieci rybackie. To się zdarzało, ale w akwenach zdecydowanie płytszych, np. w Bałtyku. Przy głębokościach rzędu 50 metrów, można by domniemywać, że coś się tam zaplątało. Ale tutaj nic mi nie przychodzi do głowy oprócz uszkodzenia kadłuba - tłumaczy.
To gdzie wylądował batyskaf, jeśli zatonął, można z pewną dokładnością przewidzieć, bo poruszał się po wyznaczonym kursie - tłumaczy kmdr por. rez. Robert Polewski. Dodaje, że statek baza na pewno monitorował na bieżąco pozycję batyskafu. - Pomiar sonarami na tej głębokości nie będzie jednak tak dokładny. Na pewno można określić rejon, ale to jest tym trudniejsze im dalej do dna, bo taki batyskaf zachowuje się jak każdy inny obiekt i jest unoszony przez prądy podczas tonięcia - wyjaśnia.
Znalezienie batyskafu to szukanie igły w stogu siana, ale jak tłumaczył nam kmdr por. rez. Polewski, dzisiejsze metody są znacznie lepsze niż jeszcze dekadę temu dzięki autonomicznym pojazdom podwodnym (AUV). - Dzisiejsze metody poszukiwawcze obiektów na dnie mórz i oceanów są nie tylko uzupełnieniem starych metod (sonary holowane, podkadłubowe), ale przede wszystkim są bardzo efektywnym oraz głównym sposobem poszukiwania - mówi ekspert. Współcześnie nawet komercyjne firmy posiadają autonomiczne pojazdy, które można zaprogramować do metodycznego i dokładnego przeszukiwana dna przez 24 godziny na dobę.
- Początkowo tylko siły zbrojne posiadały AUV, ale wraz z rozwojem technologii stało się to standardem jeśli chodzi o największe firmy i poszukiwania na dużą skalę. Takich pojazdów często jest kilka, a nawet kilkanaście, co wielokrotnie zwiększyło skuteczność poszukiwań, które w większości przypadków kończą się odnalezieniem wraku - mówi kmdr por. rez.Robert Polewski. Nurek szacuje, że batyskaf Titan powinno udać się znaleźć w ciągu kilku dni od użycia AUV, ale jest to uzależnione od ilości sił i środków użytych do poszukiwań.