W poniedziałek łódź podwodna Titan, która zabiera turystów do wraku statku Titanic, zaginęła u wybrzeży Ameryki Północnej na Atlantyku. Obecnie trwa akcja poszukiwawcza. Titan to łódź eksperymentalna, która do wraku Titanica próbowała podejść od 2017 r. Po raz pierwszy udało się w 2021 roku i ponownie w 2022 roku. Pod koniec ubiegłego roku udział w takiej wyprawie wziął dziennikarz CBS David Pogue. Na trwające lato zaplanowane było kolejnych 18 ekspedycji - pisze Forbes.
Na pokładzie łodzi znajduje się łącznie 5 osób. Jedną z nich jest Shahzada Dawood, 48-letni biznesmen i jeden z najbogatszych Pakistańczyków. Jak podaje CNN, na pokładzie jest także jego 19-letni syn.
Kolejnym pasażerem jest Hamish Harding, 58-letni miliarder z Wielkiej Brytanii, dyrektor generalny Action Aviation w Dubaju. Informację podała jego firma w mediach społecznościowych.
Z doniesień medialnych wynika, że kolejnymi członkami załogi mogą być: Paul-Henri Nargeolet, francuski odkrywca i ekspert od wraku Titanica oraz Stockton Rush z OceanGate Expeditions - firmy, która odpowiada za ekspedycję.
Pełna lista nazwisk osób, które popłynęły łodzią podwodną, nie została oficjalnie podana do wiadomości.
Wyprawy organizuje firma OceanGate. Koszt to 250 tys. dolarów, ale nie ma gwarancji, że uda się dotrzeć do wraku Titanica. Po zwodowaniu Titana i rozpoczęciu zanurzenia jedyną nawigacją są bowiem informacje tekstowe od łodzi na powierzchni.
Cała wyprawa trwa 8 dni, podczas których zazwyczaj wielokrotnie podejmowane są próby zanurzenia. Jeśli nie uda się zobaczyć Titanica, OceanGate oferuje nieodpłatnie kolejne podejście w którejś z następnych ekspedycji. W wyprawie udział biorą również naukowcy, m.in. archeologowie podwodni czy biologowie zajmujący się życiem na dnach oceanu.
Na stronie organizatora wycieczek dowiadujemy się, że do Titana zmieści się pięć osób, ale jedno miejsce jest przeznaczone do pilota. OceanGate chwali się, że to najlżejsza łódź w swej kategorii. Do jej wykonania wykorzystano włókno węglowe o grubości 12 cm, a pojazd zwieńczono na końcach tytanowymi kopułami - czytamy w CBS. Batyskaf ma 6,7 m długości, 2,8 m szerokości i 2,5 wysokości.
Na pokładzie, mimo nieznacznych rozmiarów, znalazło się też miejsce na toaletę. Trudno byłoby się bez niej jednak obejść, bo pełne zanurzenie, oglądanie Titanica i powrót na powierzchnię trwa osiem godzin. Systemy podtrzymywania życia pozwalają jednak przebywać pod wodą przez 96 godzin, a Titan może zejść na głębokość do 4 km.
W opisie Titana czytamy też, że wyposażono go w nowoczesny system monitorowania stanu kadłuba. Pilot ma więc dostawać informację o problemach z wyprzedzeniem pozwalającym na bezpieczny powrót na powierzchnię. Z opisu wynikałoby więc, że mamy do czynienia z wyjątkowo zaawansowaną technologią.
David Pogue z CBS odniósł jednak inne wrażenie i stwierdził, że niektóre rzeczy na Titanie wyglądają na robione metodą chałupniczą. Jako przykład podał balast, który stanowią rury konstrukcyjne. Sterowanie odbywa się natomiast za pomocą kontrolera do gier za 30 dolarów. Poza tym jest jeszcze tylko jeden przycisk, który służy do zanurzania.
Prezes OceanGate Stockton Rush uważa, że system nie powinien wymagać od obsługi wielu umiejętności i porównał go do windy. Ponadto z jego słów wynika, że przy opracowaniu łodzi pracowali z Boeingiem, NASA i University of Washington.
Co ciekawe Pogue, by wziąć udział w eskpedycji, musiał podpisać dokumenty, w których czytamy, że "ta eksperymentalna łódź nie została zatwierdzona ani certyfikowana przez żaden urząd regulacyjny i korzystanie z niej może poskutkować fizycznymi urazami, traumą lub śmiercią".
Łódź podwodna zaginęła w niedzielę u wybrzeży Ameryki Północnej na Atlantyku. Pięcioosobowa załoga płynęła do wraku Titanica. Szczątki statku znajdują się na głębokości ponad 3800 m na dnie Atlantyku, około 600 km od wybrzeży Nowej Fundlandii w Kanadzie. Trwa operacja poszukiwawcza. Wciąż nie wiadomo, gdzie dokładnie znajduje się statek i co dokładnie się wydarzyło.