Co się dzieje z pociągami? Ekspert: Tkwimy w realiach ubiegłego wieku

Kacper Kolibabski
- Polska kolej cały czas tkwi w realiach ubiegłego wieku. Jeżeli chcemy jeździć między stolicą a innymi miastami w czasie godziny czy półtorej, to musimy zbudować nowe linie i podwyższyć prędkość. Integralną częścią tej zmiany jest również cyfryzacja sterowania ruchem pociągów - mówi Jakub Majewski z fundacji ProKolej w rozmowie z Next Gazeta.pl.
Wypadek kolejowy, zdjęcie ilustracyjne
Fot. Magda Pater / Agencja Wyborcza.pl

W czwartek 24 sierpnia doszło na polskich torach do kilku wypadków. Był to rekordowy dzień pod tym względem. - Próbowaliśmy przypomnieć sobie podobny dzień w naszej pamięci i w statystykach. Takiego nagromadzenia zdarzeń jednego dnia nie pamiętam - mówił Mirosław Skubiszyński, wiceprezes PKP Polskich Linii Kolejowych.

Media zaczęły więc pisać o kumulacji wypadków, "Rzeczpospolita" posunęła się do tezy, że jest ich kilka dziennie, a "w tym tygodniu strach było wsiąść do pociągu". - Coś złego dzieje się z systemem kolejowym, ale nikt nie udziela odpowiedzi, co jest nie tak. Zamiast tego mamy lekceważenie "niewinnych" rzekomo problemów - powiedział z kolei dla WP Adrian Furgalski, analityk polityki transportowej. Inaczej widzi to jednak Jakub Majewski, prezes fundacji ProKolej, z którym rozmawiała Next Gazeta.pl. 

Wypadków nie było więcej niż zazwyczaj

- Nie mam wrażenia, że liczba zdarzeń na sieci kolejowej drastycznie wzrosła. Zwiększyła się natomiast uwaga opinii publicznej, w tym m.in. dziennikarzy, którzy szczegółowo analizują kolejne przypadki. I pewnie stąd lista poważniejszych zdarzeń z ostatnich dni wydłużyła się o cały szereg incydentów, które zdarzają na co dzień. Tylko dotychczas mało kto zwracał na nie uwagę - mówi Majewski. I tłumaczy, że wrażenie, iż na kolei coś z dnia na dzień się popsuło, jest mylne.

Jeśli chodzi o wskaźniki bezpieczeństwa ruchu kolejowego, to nie odbiegają one w Polsce w istotny sposób od standardów europejskich

- mówi prezes fundacji ProKolej. 

Jakub Majewski zwraca również uwagę, że większość poważnych wypadków kolejowych związanych jest z wjazdami kierowców samochodów na tory, co - jego zdaniem - jest pochodną niskiego bezpieczeństwa na drogach w Polsce w ogóle. 

Przyzwyczailiśmy się do tego, że niemal codziennie ludzie giną na drogach i nie uruchamia to lawiny medialnej. Natomiast na kolei, nawet wypadek bez ofiar czy strat jest impulsem do przygotowania wydania specjalnego, bądź artykułu z alarmistycznym tytułem.

- podsumowuje Majewski.

To prędkość i wydajność, a nie bezpieczeństwo jest problemem

Zdaniem prezesa fundacji ProKolej problemem nie jest poziom bezpieczeństwa ruchu kolejowego, ale jego organizacja i reagowanie w sytuacjach kryzysowych. Bo choć 24 sierpnia był rekordowy pod względem wypadków, to nikt w nich nie ucierpiał.

- We wszystkich zdarzeniach nie było ani jednej osoby zabitej, ani nawet rannej w pociągu. Oznacza to, że zabezpieczenia, które stosujemy, zdały egzamin - mówił też Mirosław Skubiszyński z PKP PLK.

Jakub Majewski przyznaje, że w kwestii systemów sterowania ruchem nie tylko Polska, ale cała Europa jest mocno opóźniona. W wielu miejscach pracują urządzenia, które dawno osiągnęły wiek emerytalny.

Przypomina też, że inwestujemy w infrastrukturę duże pieniądze z UE, ale program modernizacyjny co chwila utyka na kolejnych przeszkodach. - Na kolej trafiły potężne środki, ale z perspektywy użytkowników proporcjonalnego efektu wciąż nie widać - mówi. Podobnie jest w sferze bezpieczeństwa, gdzie bardzo duża odpowiedzialność spoczywa nadal na pracownikach, którzy nie dysponują systemami wspomagającymi ich pracę i eliminującymi ewentualne błędy.

Archaiczne rozwiązania powodują, że nie możemy podwyższyć prędkości, zwiększyć częstotliwości kursów czy zautomatyzować nadzoru nad bezpieczeństwem. A w przypadku problemów czy potencjalnego zagrożenia na wszelki wypadek zatrzymujemy ruch pociągów.

Stosowane na co dzień rozwiązania są bezpieczne, ale bezpieczeństwo osiągamy często kosztem na dezorganizacji ruchu i opóźnień

- mówi Majewski. 

Brak cyfrowych systemów zarządzania koleją powodują, że pociągi jeżdżą wolniej i rzadziej niż by mogły. A w sytuacjach nieprzewidywalnych łapią poważne opóźnienia. W rezultacie system traci na efektywności i niezawodności, a konsekwencji jest mniej atrakcyjny dla podróżujących. Przejście na nowoczesne systemy sterowania ruchem zapobiegłoby też takim sytuacjom jak w woj. zachodniopomorskim, gdzie niezidentyfikowany sprawca nadał sygnał radio-stop i zakłócił kursowanie pociągów.

- Polska kolej cały czas tkwi w realiach ubiegłego wieku. Jeżeli chcemy jeździć między stolicą a innymi miastami w czasie godziny czy półtorej, to musimy zbudować nowe linie kolejowe i podwyższyć prędkość. Integralną częścią tej zmiany jest również cyfryzacja sterowania ruchem pociągów - tłumaczy prezes fundacji ProKolej. Dodaje, że dodatkowym problemem jest brak kadr, które zastąpiłyby doświadczonych kolejarzy. To tworzy dodatkową presję na automatyzację.

Zdaniem Majewskiego nie uda się zbudować zrównoważonego systemu transportowego bez nowoczesnej kolei. Branża spychana przez trzydzieści lat na margines okazuje się bowiem najbliższa idei zeroemisyjności.

Po dwóch dekadach budowy dróg czas na dwie dekady budowy kolei i doprowadzania jej do standardów XXI wieku. Bo motoryzację mamy na wskroś współczesną, a kolej w bardzo wielu miejscach są jeszcze z XIX wieku

- apeluje prezes fundacji ProKolej. 

Kacper Kolibabski
Więcej o: