Pod koniec października Apple zaprezentował najnowsze modele laptopów MacBook Pro, które napędza potężny układ M3 (w trzech wariantach - M3, M3 Pro i M3 Max), oferujący wsparcie dla technologii ray-tracingu. Dzięki nowemu 3-nanometrowemu procesowi technologicznemu układy te mają być mniej "pazerne" na prąd w porównaniu z poprzednikami. Apple zapewnia też, że procesory te są w stanie zapewnić identyczną wydajność, co układy M1, ale zużywając przy tym połowę ich mocy.
Kilka tygodni temu do moich rąk trafił 14-calowy MacBook Pro z układem M3 w podstawowej wersji i 8 GB RAM. Jeśli po tej ostatniej informacji zaświeciła się wam w głowie czerwona lampka ostrzegawcza, to nie jesteście sami. Zacznijmy jednak od początku.
Pod względem designu nowy MacBook Pro prezentuje się dokładnie tak samo, jak model z układem M2, który miałem okazję testować na początku tego roku. Nie mam jednak z tym żadnego problemu, gdyż zarówno zaokrąglona bryła, jak i minimalistyczne wzornictwo zdecydowanie do mnie przemawiają.
Wszystkie elementy urządzenia zostały ze sobą doskonale spasowane, a wykonana z aluminium (które to ma pochodzić w 100 procentach z recyklingu) obudowa sprawia wrażenie bardzo solidnej i odpornej na uszkodzenia. Równie solidny jest zawias łączący ekran z bazą laptopa. Działa płynnie i pozwala na precyzyjną regulację kąta nachylenia wyświetlacza.
Szkoda tylko, że podstawowy model MacBook Pro wciąż dostępny jest tylko w kolorze srebrnym. Drugi z wariantów, czyli gwiezdna szarość, został zarezerwowany dla jednostek z układami M3 Pro/Max.
Nowy MacBook Pro w podstawowej wersji dysponuje złączem MagSafe 3, portem HDMI, gniazdem audio 3,5 mm, dwoma portami Thunderbolt/USB 4 (z funkcją ładowania), a także gniazdem na karty SDXC.
I tu przykra niespodzianka: Okazuje się, że w przeciwieństwie do modeli z układami M3 Pro oraz M3 Max, które wspierają standard Thunderbolt 4, "tańszy" MacBook obsługuje jedynie straszy standard, czyli Thunderbolt 3. Mocniejsze modele dysponują też dodatkowym portem Thunderbolt/USB 4.
Różnic jest zresztą więcej, a dotyczą one obsługi zewnętrznych monitorów. Podstawowy MacBook pozwoli nam na podłączenie tylko jednego wyświetlacza o rozdzielczości 6 K/60 Hz, a wyjście HDMI jest ograniczone do 4K przy 120 Hz.
Dla porównania do MacBooka Pro z M3 Pro podłączymy dwa ekrany (port HDMI obsługuje tu odpowiednio 8K przy 60 Hz lub 4K przy 240 Hz), a do najdroższego wariantu z M3 Max - aż cztery wyświetlacze zewnętrzne.
Jeśli chodzi o komunikację, to w nowym MacBooku Pro znajdziemy dokładnie ten sam zestaw, co w roku ubiegłym. Jest więc Wi-Fi 6E oraz Bluetooth w wersji 5.3. Tu jednak żadnych zastrzeżeń nie mam. Stabilność połączenia jest wręcz wzorcowa.
Testowany laptop dysponuje 14-calowym wyświetlaczem Liquid Retina XDR Pro Motion wykonanym w technologii MiniLED. Łączy on w sobie najlepsze cechy ekranów LCD oraz OLED.
Od tych pierwszych czerpie znakomitą jasność. Ta w trybie SDR wynosi teraz 600 nitów (w poprzednim modelu było to 500 nitów). W trybie HDR MacBook Pro jeszcze bardziej rozwija skrzydła, gdyż jasność maksymalna osiąga tu nawet 1600 nitów (tu również mamy poprawę w stosunku do wariantu z M2).
Wyświetlacz Liquid Retina XDR zachowuje przy tym wysoki kontrast oraz głęboką czerń zbliżoną – choć nie równą - tej oferowanej przez panele OLED. Jedyną bolączką tego ekranu jest lekki blooming, czyli smużenie obrazu, co uwidacznia się szczególnie wtedy, gdy z urządzenia korzystamy w warunkach nocnych.
Brak większych zmian w designie oznacza również, że Apple pozostawił nieszczęsnego "notcha", czyli wcięcie w górnej krawędzi ekranu. Mam nadzieję, że - tak jak w przypadku iPhone'a - firma z Cupertino znajdzie sposób, aby zastąpić "notcha" jakimś bardziej przyjaznym wizualnie rozwiązaniem.
Miałbym nieco więcej wyrozumiałości dla Apple, gdyby pod "notchem" ukryto czujniki systemu FaceID. Tak jednak nie jest, bo MacBook Pro funkcji rozpoznawania twarzy nie oferuje. Urządzenie możemy natomiast odblokować za pomocą funkcji TouchID. Czytnik linii papilarnych został umieszczony tuż obok klawiszy odpowiedzialnych za regulację głośności.
Choć do moich rąk trafił model z najsłabszym wariantem nowego układu M3, to jednak wcale nie oznacza, że temu procesorowi brakuje mocy. To wydajna jednostka, która została wykonana w 3-nanometrowym procesie technologicznym. Nowy układ oferuje wsparcie dla ray-tracingu (wsteczne śledzenie promieni), mesh shadingu, jak również dynamic cachingu (układ wykorzystuje dokładnie tyle pamięci, ile jest niezbędne do wykonania określonego zadania).
Bazowy wariant M3, który wykonano z 25 mld tranzystorów, dysponuje 8 rdzeniami CPU (4 wydajnościowe i 4 energooszczędne). Apple podkreśla, że jest on o 35 proc. wydajniejszy od procesora M1. Prawdziwą siłą układów M3 ma być jednak wzrost wydajności GPU. M3 dysponuje 10 rdzeniami GPU, które mają być o 65 proc. szybsze od GPU w modelu M1.
Bez względu na to, czy szukacie sprzętu do zadań biurowych, montażu w Final Cut Pro, postprodukcji w DaVinci Resolve, miksowania w Logic Pro X czy edycji zdjęć w Photoshopie – MacBook Pro stanie na wysokości zadania.
MacOS nie jest z założenia platformą do grania, ale Apple od pewnego czasu próbuje nas przekonać, że MacBook Pro sprawdzi się również jako przenośna konsola. I trzeba przyznać, że układ M3 wraz ze wsparciem dla ray-tracingu jest dobrym krokiem w tym kierunku.
Na testowanym urządzeniu bez problemu osiągniemy ponad 40 klatek w rozdzielczości 1080p w troszkę starszych tytułach ("GTA 5", "Wiedźmin 3" czy "Far Cry 5"). Troszkę gorzej sprawa wygląda w przypadku bardziej wymagających tytułów. Zarówno w "Cyberpunku 2077", jak i "Baldur's Gate 3" nie udało mi się dobić do 30 FPS-ów i to nawet gdy zjechałem bardzo nisko z poziomem detali.
To, jak wydajnym układem jest M3 potwierdzają wyniki, które testowany laptop wykręcił w benchmarkach. W przypadku Geekbench 6 M3 wykręcił 3180 punktów w teście jednego rdzenia oraz 11950 punktów w teście wielu rdzeni. Co ważne, w pierwszym z tych testów okazał się lepszy od MacBook Pro z M2 Pro, który zdobył odpowiednio 2663 oraz 14568 punktów.
W benchmarku CineBench R23 testowany laptop zdobył natomiast 1894 (jeden rdzeń) oraz 10412 (wiele rdzeni) punktów, ustępując (choć w przypadku pierwszego z testów nieznacznie) MacBookowi Pro z M2 Pro (odpowiednio 1904 punkty i 14567 punktów).
Fakt, że Apple wciąż oferuje nowe komputery w wersji z 8 GB pamięci RAM, budzi moje wielkie zdziwienie. Zrozumiałbym jeszcze, gdyby sytuacja dotyczyła MacBooka Air, ale mówimy tu przecież o modelu Pro, który w założeniu skierowany jest do użytkowników profesjonalnych.
Czy 8 GB RAM sprawia, że z MacBooka Pro nie da się komfortowo korzystać? Nie. I nie o to w tym chodzi. Sam testowałem urządzenie Apple właśnie w tym wariancie i podczas codziennego korzystania nie natrafiłem na żadne problemy z wydajnością.
Czy jest to jednak dla firmy z Cupertino usprawiedliwienie? Absolutnie nie. MacBook Pro powinien dawać użytkownikowi poczucie, że jest sprzętem nie do "zajechania". Wariant z 8 GB RAM takiego poczucia nie daje. Gdy celowo obciążyłem komputer wieloma zadaniami i jednocześnie uruchomiłem przeglądarkę, w której otworzyłem kilkanaście zakładek, pamięć zaczynała się powoli "przytykać". Moim zdaniem procesor M3 jest zbyt potężny, aby ograniczać jego możliwości poprzez oszczędzanie na pamięci.
MacBooki przez lata słynęły z najlepszych klawiatur na rynku. Tak było do 2015 r., gdy do sprzedaży trafiły modele z tymi nieszczęsnymi motylkowymi keyboardami. Na szczęście ten epizod mamy za sobą.
Klawiatura w MacBooku Pro na rok 2023 jest klasą samą dla siebie. Pisze się na niej bardzo wygodnie, a klawisze mają odpowiedni skok. Do tego dochodzi również znakomite podświetlenie. Jeśli zaś chodzi o trackpad to pozostaje on niedoścignionym wzorcem dla innych urządzeń. MacBook Pro jest w zasadzie jedynym laptopem, do którego praktycznie nigdy nie podłączam myszki.
M3 jest jeszcze bardziej energooszczędnym układem od swojego poprzednika, co przekłada się na dłuższy czas pracy urządzenia na jednym ładowaniu. Nie spodziewałem się jednak, że będzie on aż tak długi.
14-calowy MacBook Pro dysponuje akumulatorem o pojemności 69,6 Wh. Przy typowej pracy biurowej potrafi działać na akumulatorze przez ok. 15-16 godzin, a jeśli obciążycie go bardziej zasobożernymi zadaniami, takimi jak rendering wideo, to i tak nie zejdziecie poniżej 6 godzin. Sprzęt Apple obsługuje szybkie ładowanie z mocą do 96 W. Szkoda tylko, że w zestawie z urządzeniem znajdziemy nieco wolniejszą ładowarkę o mocy 70 W (szybą ładowarkę możemy dokupić za 80 zł).
14-calowy MacBook Pro z procesorem M3 w najtańszym wariancie kosztuje 8 999 złotych. Jak nas sprzęt Apple nie jest to fortuna. Problem w tym, że mówimy tu o wariancie z 8 GB RAM, którego zwyczajnie nie mogę wam z czystym sumieniem polecić.
Za rozbudowanie pamięci RAM do 16 GB musimy dopłacić kolejne 1200 zł. Oznacza to, że za sensowny wariant (M3, 16 GB RAM i 512 GB SSD) zapłacimy w sumie 10 199 złotych.
Na koniec mogę powtórzyć to samo, na co zwracam uwagę przy każdym teście MacBooka Pro. Kupowanie tego urządzenia do takich zastosowań, jak przeglądanie internetu, pakiet Office, czy oglądanie filmów, kompletnie mija się z celem. W tym wypadku lepiej rozważyć zakup MacBooka Air.
Jeśli jesteś potencjalnym użytkownikiem tego urządzenia, to na tym etapie już wiesz, że nim jesteś i wiesz też, do czego możesz wykorzystać moc obliczeniową układu M3.