Pager, walkman i Pegasus. Oto zapomniane gadżety, które niegdyś chciał mieć każdy

Daniel Maikowski
Rozwój technologiczny postępuje w tak szybkim tempie, że urządzenia, które jeszcze w latach 90. XX w. biły rekordy popularności, dziś są niemal zapomniane. Postanowiliśmy zebrać w jednym miejscu te "muzealne egzemplarze" i wybrać się z wami w sentymentalną retropodróż.
Gadżety retro
fot. Shutterstock/Wikimedia Commons/U.S. Air Force

Nie ma wątpliwości, że urządzeniem, które doprowadziło do "śmierci" największej liczby technologicznych gadżetów, był... smartfon. Współczesne smartfony to jednocześnie komputery, telefony, faksy, pagery, aparaty cyfrowe, kompasy, zegarki, budziki, odtwarzacze MP3 i wideo oraz konsole do gier.

Zobacz wideo Czy to konsola? Czy to komputer? Nie! To Steam Deck - sprzęt inny niż wszystkie [TOPtech]

Przed nadejściem ery smartfonów świat technologii był bardziej kolorowy i różnorodny. I choć chyba nikt nie chciałby dziś zastąpić swojego telefonu kilkunastoma urządzeniami, to jednak na niektóre z retrogadżetów spoglądamy z wielkim sentymentem. 

Pager
PagerShutterstock

Pager

W Polsce urządzenie to nie zyskało dużej popularności, na co wpływ miało potransformacyjne zapóźnienie technologiczne względem krajów Zachodu. Co innego Stany Zjednoczone. Tutaj na przełomie lat 80. i 90. XX w. pager był sprzętem, bez którego wiele osób nie wyobrażało sobie życia. Ba, gadżet ten stał się wręcz integralną częścią kultury masowej - pagery pojawiały się w teledyskach znanych raperów, popularnych serialach telewizyjnych, a także w hollywoodzkich produkcjach.

Pod wieloma względami pager był protoplastą telefonu komórkowego i spopularyzowanych już w latach 90. SMS-ów. Urządzenie umożliwiało komunikację za pomocą krótkich komunikatów, które wyświetlały się na jego niewielkim ekranie. Różnica polegała na sposobie transmisji. Początkowo pagery umożliwiały bowiem jedynie odbieranie informacji - bez możliwości ich wysyłania.

Schemat korzystania z takiego pagera wyglądał więc następująco: Użytkownik otrzymywał komunikat wraz z numerem osoby, która chciała się z nim skontaktować, a następnie oddzwaniał na tenże numer, ale już z telefonu. Oczywiście w późniejszych latach funkcje pagerów zostały rozbudowane - pojawiły się np. pagery posiadające ekrany LCD z możliwością wyświetlania tekstu i ikon, pagery z nadajnikiem umożliwiającym potwierdzanie odebrania wiadomości i pagery dwukierunkowe z wbudowanymi klawiaturami QWERTY.

W niektórych branżach pagery są wykorzystywane do dziś - choćby w gastronomii. Popularne - również w Polsce - "przywoływacze", które za pośrednictwem wibracji oraz sygnału dźwiękowego informują klientów o tym, że ich posiłek jest już gotowy, to również rodzaj bardzo prostego w działaniu pagera. 

Dyskietki
DyskietkiFot. Franciszek Mazur / Agencja Wyborcza.pl

Dyskietka 3,5"

Przed nadejściem ery płyt CD, a jeszcze później pamięci USB głównym nośnikiem danych dla komputerów były dyskietki, czyli niewielkie magnetyczne dyski umieszczone w plastikowej obudowie. Umożliwiały one zarówno odczyt, jak i zapis informacji.

Jako pierwsze, jeszcze w 1971 r. pojawiły się dyskietki 8-calowe, które początkowo miały pojemność 79,75 kB. Pod koniec lat 70. XX w. zostały one jednak wyparte przez dyskietki 5,25". Tu pojemność wynosiła już 360 lub 800 kB. Tą najbardziej popularną stała się jednak dyskietka 3,5 cala o pojemności 1,44 MB. Na przełomie lat 80. i 90. stacje dyskietek 3,5" były montowane w większości komputerów klasy PC.

Zmierzch tego formatu nastąpił gdzieś w połowie pierwszej dekady XXI wieku. W 2009 roku produkcję tych urządzeń zakończyły firmy Hitachi Maxell i Mitsubishi Kagaku Media, a rok później dołączyło do nich Sony.

W niektórych branżach odchodzenie od dyskietek było jednak dość powolnym procesem. W Polsce w 2008 roku kontrowersje wywołała decyzja prezesa ZUS, który ogłosił przetarg na dostarczenie 130 tys. dyskietek 3,5 cala o pojemności 1,44MB. Rzecznik instytucji wyjaśniał wówczas dziennikarzom, że taniej było kupić 130 tysięcy dyskietek niż wymienić 10 tys. komputerów. Taniej było również użyć dyskietek niż nakazać pracownikom nagrywanie wszystkiego na płytach CD. A stare komputery ZUS i tak nagrywarek nie posiadały - trzeba by więc je zmodernizować dodatkowym kosztem.

Jeszcze do 2019 roku dyskietki wciąż znajdowały się na usługach amerykańskiego wojska. Ba, zapewniały nawet bezpieczeństwo, jeśli chodzi o arsenał atomowy. Centrum dowodzenia w Wyoming oraz kilka innych amerykańskich centrów wojskowych wciąż posiadało bowiem pochodzące z lat 60. i 70. komputery, które obsługiwały stare ośmiocalowe dyskietki. 

Sony Walkman WM A602
Sony Walkman WM A602fot. Pter de Wit/Wikimedia Commons/CC

Walkman

Pomysł na walkmana zrodził się z potrzeby. Współzałożyciel Sony, Masaru Ibuka, często odbywał podróże służbowe, podczas których zasłuchiwał się w ukochanych ariach operowych. Ibuka nie był zadowolony z tego, że musi ze sobą taszczyć nieporęczny i duży odtwarzacz na kasety. Poprosił więc swoich współpracowników o zaprojektowanie lżejszego i kompaktowego urządzenia.

1 lipca 1979 r. na japoński rynek trafił Sony Walkman TPS-L2. Urządzenie kosztowało 39 tys. jenów, czyli około 150 dol. Uwzględniając inflację, dziś byłoby to ok. 500 dolarów. Skąd pomysł na nazwę? Jest ona pochodną Pressmana - przenośnego dyktafonu, który Sony wypuściło na rynek dwa lata wcześniej.

W latach 80. walkman wyruszył na podbój świata. Chciał mieć go każdy. Stał się szybko symbolem nowoczesności, buntu i młodzieżowego stylu życia. To również dzięki niemu w 1983 r. sprzedaż kaset magnetofonowych po raz pierwszy w historii przebiła sprzedaż winyli.

Walkman stał się także zjawiskiem socjologicznym. W 1984 r. japoński profesor Shuhei Hosokawa ukuł termin "The Walkman Effect" (efekt walkmana). W artykule opublikowanym w magazynie "Popular Music" naukowiec sugerował, że urządzenie Sony odcina słuchaczy od świata zewnętrznego, tworząc dla nich bezpieczną strefę komfortu. Dwa lata później określenie "Walkman" trafiło do Oxford English Dictionary.

Era walkmana zakończyła się wraz z końcem ery kaset magnetofonowych. Na przełomie lat 80. i 90. XX w. coraz większą popularnością zaczęły cieszyć się cyfrowe odtwarzacze. Płyty CD wypchnęły z rynku kasety magnetofonowe, tak jak wcześniej kasety wypchnęły z rynku płyty winylowe. Sony podążyło za tym trendem, a miejsce kasetowego walkmana zajął discman.

Magnetowid tej marki kiedyś był szczytem domowego luksusu
Magnetowid tej marki kiedyś był szczytem domowego luksusuFot. Jonas/Flickr

Magnetowid i kaseta VHS

Historia magnetowidów ma prawie 70 lat. Pierwszy taki sprzęt ujrzał światło dzienne w 1956 r. za sprawą zaprezentowanego przez kalifornijską firmę Ampex odtwarzacza VRX-1000. Ze względu na wysoką cenę i duże gabaryty przez długi czas na magnetowidy mogły sobie pozwolić tylko największe stacje telewizyjne. Dopiero w połowie lat 70. stały się bardziej dostępne dla przeciętnego zjadacza chleba. Wtedy też rozpoczęła się pierwsza bitwa formatów wideo - Beta i VHS.

Gdy w 1974 r. Sony zaprezentowało prototyp odtwarzacza BETAMAX, wydawało się, że Japończycy mają w rękawie asa, który pozwoli im na dekady zawładnąć branżą wideo. Standard Sony pozwalał zapisywać obraz w jakości wyższej niż w przypadku stworzonego przez JVC formatu VHS. Kasety Betamax były też trwalsze, a do tego umożliwiały znacznie wygodniejsze przewijanie taśmy.

Betamax przegrał jednak z VHS i to z kretesem. Powód? Wyższe ceny odtwarzaczy (z jednej strony 300 dolarów, a z drugiej 1000), mniejsza pojemność samych kaset, uwikłanie się Sony w wojnę ze studiami filmowymi, a do tego fatalna strategia marketingowa. 

Swoje dołożyła branża porno. Na przełomie lat 70. i 80. niemal połowa kaset wideo sprzedawanych w USA zawierała treści dla dorosłych. Twórcy tych filmów postawili na tańsze VHS-y, co również przyczyniło się do późniejszego sukcesu JVC.

Z wojny, którą toczyliśmy z JVC, nauczyliśmy się jednej bardzo wartościowej rzeczy - nie liczy się jedynie sprzęt

- wspominał po latach Eric Kingdon, który pracował w Sony w czasie słynnej wojny formatów.

Pegasus
PegasusShutterstock.com

Pegasus

Gdy Japończycy i Amerykanie spędzali długie godziny przy konsolach Nintendo oraz Segi, w Polsce dzielił i rządził Pegasus. Był on klonem 8-bitowej konsoli Famicon. Nad Wisłę urządzenie trafiło na początku lat 90. za sprawą dwóch biznesmenów - Dariusza Wojdygi i Marka Jutkiewicza. 

Początkowo nowa konsola reklamowana była jako Family Video Game, a później już pod nazwą Pegasus, wraz z zarejestrowanym znakiem narzędzia. Pierwszym modelem był MT-777DX, sprzedawany wraz z dwoma kontrolerami i kartridżem 168 in 1. Do urządzenia można było dokupić joystick i pistolet.

Konsola z miejsca stała się sprzedażowym hitem, a kartridże z pirackimi grami na Pegasusa można było kupić niemal na każdym bazarku. O sukcesie Pegasusa świadczyć może fakt, że ten konsolowy klon doczekał się później... własnych podróbek, które często były od niego znacznie tańsze.

Problemy Pegasusa zaczęły się w 1994 r., kiedy to w Polsce zaczęła już obowiązywać ustawa o prawach autorskich. Wówczas to przedsiębiorstwo Bobmark nabyło prawa do gier zachodnich wydawców, a ze sprzedaży zaczęto wycofywać pirackie kartridże. W efekcie liczba gier na Pegasusa spadła z 400 do zaledwie 40. Później na polski rynek weszło Nintendo, a to doprowadziło do rozpoczęcia walki - choć niezbyt skutecznej - z klonami urządzeń japońskiego producenta.

Odtwarzacz Creative MuVo TX FM 512 MB
Odtwarzacz Creative MuVo TX FM 512 MBfir0002/Wikimedia Commons/GFDL 1.2

Odtwarzacz MP3

W 2001 roku Steve Jobs zaprezentował światu iPoda. Przenośny odtwarzacz MP3, reklamowany hasłem "1000 piosenek w twojej kieszeni", nie tylko rozpoczął nową erę dla produktów firmy z Cupertino, lecz także miał duży wpływ na kształt całej branży muzycznej.

Po premierze iPoda na całym świecie wybuchła moda na "empetrójki". Ta moda dotarła też do Polski. Sęk w tym, że kupno iPoda nad Wisłą graniczyło z cudem. Nielicznym szczęśliwcom udawało się sprowadzać urządzenia Apple zza Oceanu, za które płacili jak za zboże. Rynkową próżnię wykorzystali jednak inni producenci, np. Iriver i Creative.

Era odtwarzaczy MP3 nie potrwała jednak długo, a to za sprawą wspomnianych na początku smartfonów. Po co kupować dodatkowe przenośne urządzenie, gdy naszej ulubionej muzyki możemy posłuchać na telefonie?

Tamagotchi
Tamagotchifot. Shutterstock

Tamagotchi

Na koniec prawdziwy fenomen, czyli tamagotchi. W drugiej połowie lat 90. ten elektroniczny gadżet znajdował się w kieszeniach nastolatków na całym świecie. Tamagotchi to plastikowe urządzenie w kształcie jajka wyposażone w wyświetlacz i kilka przycisków.

Do sprzedaży trafiło w 1996 roku, a jego producentem była japońska firma Bandai. Zabawa polegała na opiece nad wirtualnym zwierzątkiem. Musieliśmy je karmić, myć, a nawet wyprowadzać na spacer. Jeśli zaniedbaliśmy nasze obowiązki, to nasz stworek chorował, a w najgorszym wypadku nawet umierał. 

Moda na tamagotchi nie ominęła też oczywiście Polski, choć w naszym kraju królowały głównie chińskie podróbki tego gadżetu, które za bezcen mogliśmy kupić na bazarach. 

Daniel Maikowski
Więcej o: