"Dzisiaj sabotaż w Tesli" - głosi oświadczenie Vulkangruppe. Organizacja przekazała, że to protest wobec amerykańskiej firmy. Od początku budowy gigafabryki, jak nazywane są w Niemczech zakłady w Gruenheide, Grupa Wulkanu sprzeciwia się inwestycji poprzez pisanie o firmie należącej do Elona Muska, że nie jest ani zielona, ani ekologiczna, ani prospołeczna.
We wtorek rano podpalona została podstacja transformatorowa i maszt energetyczny. To pozbawiło zasilania hale produkcyjne fabryki Tesli i duży obszar wokół, sięgający też części Berlina.
Prądu nie było przez kilka godzin, z fabryki ewakuowano pracowników. Zasilanie potem przywrócono, ale nie wszędzie. "Z wyjątkiem dużego obiektu przemysłowego, zakładu produkcyjnego i centrum logistycznego" - poinformowała niemiecka firma energetyczna E.ON cytowana przez Agencję Reutera. Od początku akcji gaśniczej policja mówiła, że podejrzewa celowe podłożenie ognia. Michael Stuebgen, minister spraw wewnętrznych Brandenburgii, mówił wcześniej, jak cytuje Deutsche Welle, że jeśli potwierdzą się przypuszczenia policji, to będziemy mieli do czynienia "z perfidnym atakiem na infrastrukturę energetyczną". Vulkangruppe ma na koncie również inne podpalenia w samej stolicy Niemiec.
Wokół fabryki Tesli od tygodni trwają protesty ekologów i lokalnej społeczności. Mieszkańcy gminy Gruenheide zagłosowali przeciw rozbudowie zakładów, bo jest to związane z wycinką okolicznych lasów. Aktywiści z organizacji "Robinwood" i "Stop Tesli" zbudowali nawet miasteczko w koronach drzew wokół fabryki. Przypomnijmy, że w lutym odbyło się referendum. Zagłosowało w nim aż 70 proc. uprawnionych mieszkańców Gruenheide, a dwie trzecie głosujących było przeciw rozbudowie fabryki Tesli. Pod powiększone zakłady, a także dodatkowe magazyny, potrzebnych jest 170 hektarów, a większość z tych terenów to lasy. Już w pierwszym etapie rozbudowy fabryki Tesli zniknęły setki hektarów drzew. "Elektryczny, czyli niby ekologiczny samochód, niszczy naszą przyrodę" - alarmowali wówczas mieszkańcy.