Europejska Agencja Kosmiczna chce wybudować elektrownię na orbicie. "To wciąż wydaje się sci-fi"

Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) w ramach nowej inicjatywy SOLARIS zamierza wesprzeć badania nad technologią przesyłu energii z orbity na Ziemię. Przedsięwzięcie związane jest z dążeniami Europy do osiągnięcia w 2050 roku neutralności węglowej ze względu na zmiany klimatyczne.
Słońce (zdjęcie ilustracyjne).
Fot. REUTERS/Esa Alexander

- Do roku 2050 zapotrzebowanie na energię w rozwijających się krajach ma znacząco wzrosnąć - mówi cytowany przez Polską Agencję Prasową dr Sanjay Vijendran, kierujący w ESA programem SOLARIS. - W połączeniu z intensywnymi zmianami klimatycznymi oznacza to pilną potrzebę posiadania odnawialnych i niezawodnych źródeł energii, które można przy tym wykorzystywać w różnej skali - podkreśla doktor. 

Zobacz wideo Ze słońcem nie ma żartów. Jak radzić sobie z upałami?

Europejska Agencja Kosmiczna chce wybudować elektrownię na orbicie Ziemi

Jak powiedziała w Polskim Radiu 24 Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka z Centrum Badań Kosmicznych PAN, w ESA niedawno powrócił temat orbitalnych elektrowni solarnych. Pomysł po raz pierwszy pojawił się w latach 40. ubiegłego wieku w powieści Isaaca Asimowa. - Opisał stację orbitalną zbierającą energię słoneczną i przesyłającą tę energię przy użyciu mikrofal na Ziemię - mówi ekspertka, cytowana przez Informacyjną Agencję Radiową. - Następnie ten projekt został obmyślony przez naukowców i pierwsze, poważne już prace naukowe na ten temat pojawiły się w 1968 roku. To wciąż wydaje się science fiction, my się do tego przygotowujemy od wielu, wielu lat - stwierdza Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka.

ESA w ramach programu SOLARIS mówi o umieszczeniu na orbicie elektrowni, które mają chwytać energię słoneczną i z pomocą fal radiowych przesyłać ją do specjalnie stworzonych w tym celu odbiorników na Ziemi. 

 

- Stojąca za tym fizyka jest już stosowana w telekomunikacji - podkreśla dr Sanjay Vijendran. - Satelity przesyłają małe dawki energii w formie fal radiowych z orbity do naziemnych stacji odbiorczych. - Różnica między komunikacją i słonecznymi elektrowniami w kosmosie jest taka, że trzeba przesłać dużo więcej energii. To stwarza wiele technologicznych wyzwań - dodaje ekspert.

Orbitalna elektrownia solarna. Jak miałaby działać?

Ogniwa orbitalnej elektrowni solarnej rozciągałyby się na setki metrów, jeśli nie na kilometry. Wymagałyby ponadto nie tylko złożenia w przestrzeni kosmicznej, ale też utrzymania czy obrony przed meteorytami. Eksperci podkreślają jednak, że w kosmosie nie ma chmur i innych zjawisk atmosferycznych, które blokowałyby drogę promieniom słonecznym, poza tym takie urządzenia można stosunkowo łatwo dostosować do skali potrzeb. Pod uwagę bierze się jednak również inne podejście. Opierałoby się ono na wykorzystaniu dużych luster, które, umieszczone na orbicie, oświetlałyby także elektrownie na Ziemi, co dodatkowo zwiększyłoby produkcję prądu.

Jak na antenie Polskiego Radia 24 podkreśliła Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka, konieczne byłoby przetestowanie takich rozwiązań na mniejszą skalę. PAP donosi, że ESA podjęła już współpracę z brytyjskimi firmami do prac nad urządzeniami, które pomogłyby w budowie i utrzymaniu kosmicznych elektrowni. Zamierza też zaprosić do współpracy ośrodki naukowe.

Więcej o: