Media mają poważny problem w internecie. "Czujemy się faulowani"

Jeśli nie zmieni się podejście wielkich firm technologicznych, to za jakiś czas tylko osoby płacące za subskrypcję będą miały dostęp do rzetelnych informacji w internecie - ostrzegali przedstawiciele polskich wydawców na kongresie Impact'24. Zwracali uwagę, że prawo nie nadąża za rozwojem technologii.
Panel 'Wspólna przyszłość na nowych zasadach' na kongresie Impacy
fot. Impact / flickr, materiały prasowe

Firmy takie jak Google czy OpenAI pokazują coraz to nowsze, bardziej zaawansowane odsłony narzędzi opartych o sztuczną inteligencję. Mają zapewnić użytkownikom łatwiejszy dostęp do wszelkich informacji. Jednak skąd te informacje pochodzą? Częściowo z mediów tradycyjnych i internetowych, które ponoszą koszty tworzenia artykułów, a nie mają żadnych korzyści z tego, że te trafiają do narzędzi takich jak Chat GPT - wskazywali przedstawiciele polskich wydawców na kongresie Impact'24.

Zobacz wideo Piotr Kuczyński: Za 5,10,15 lat rąk do pracy może być za dużo a nie za mało

Zmiany dotyczące np. działania wyszukiwarek takich jak Google są przez wydawców postrzegane jako ogromne zagrożenie. W nowych odsłonach coraz częściej pokazują użytkownikom informacje bez kierowania do ich źródła, odbierając mediom możliwość zarobku na reklamach.

- W roku 2008 globalne platformy "zjadały" mniej więcej 30 proc. rynku reklamowego w Stanach Zjednoczonych. W 2024 roku ta proporcja już się odwróciła: mają prawie 70 proc. rynku - mówił na kongresie Impact'24 Jacek Świderski z WP Holding, wydawcy m.in. portalu wp.pl. Jak jest tego efekt? Jego zdaniem pod znakiem zapytania staje bezpłatny dostęp do treści w internecie, gdzie każdy może przeczytać artykuł, bo są w nim reklamy, pozwalające wydawcy zarabiać.

Wydawcy mają problem. "Czujemy się faulowani"

W dyskusji zwrócono uwagę, że za pośrednictwem wielkich platform cyfrowych takich jak Google czy Facebook do ludzi trafiają fałszywe reklamy, np. wykorzystujące bez zgody wizerunek osób publicznych do reklamowania kryptowalut. Dochodzi też do podszywania się pod media i tworzenia stron udających portale informacyjne, a w rzeczywistości stanowiące próby oszustwa. 

Świderski mówił też, że opublikowanie reklamy przez portal jak WP czy Onet w serwisach Google wymaga kilkugodzinnej weryfikacji. Z drugiej strony na takich portalach sam Google wyświetla reklamy, których treść wydawcy widzą dopiero po fakcie. Jeśli pojawia się tam treści niepożądana, np. próba oszustwa, wykorzystywanie wizerunku polityka, to wydawcy mogą zareagować, dopiero kiedy czytelnicy już widzą taką reklamę. 

To sytuacje, w których my czujemy się faulowani. Jako wydawcy nie rozumiemy, dlaczego z tego typu zjawiskami nie chcemy walczyć wszyscy solidarnie.

Świderski wskazał, że jeśli sposób działania platform takich jak Google sprawi, że serwisy informacyjnie nie będą w stanie zarabiać na reklamach, to kolejne portale będą szły w stronę płatnego dostępu do treści. Wtedy ci, którzy nie chcą lub nie mogą płacić subskrypcji, utracą bezpłatny dostęp do informacji. - Tylko ci, których będzie stać na kolejne subskrypcje, będą mieli dostęp do rzetelnego dziennikarstwa - dodał.

"Czas jest krytycznie ważny"

Aleksander Kutela z Ringier Axel Springer (w Polsce wydawca m.in. Onet.pl, Newsweek) zwracał uwagę na potrzebę "jasnych zasad gry" na linii spółki technologiczne - media. - Fundamentalna zasada jest taka, że jeżeli korzystasz z efektów mojej pracy to zapłać za nie - stwierdził i podkreślił, że to "podstawa do tego, żeby media mogły się rozwijać", a nie znikać z rynku. Wyraził nadzieję na stworzenie odpowiednich regulacji prawnych, ale dodał, że "czas jest krytycznie ważny".

Netflixowi pozyskanie pierwszych 100 milionów użytkowników zabrało około 10 lat. Facebookowi - połowę tego czasu. TikTok na zbudowanie bazy 100 milionów użytkowników potrzebował już dziewięciu miesięcy. Chat GPT - jedynie dwa miesiące. To pokazuje niewiarygodne przyspieszenie rozwoju tych technologii.

Dorota Żurkowska z Warner Bros. Discovery zwróciła z kolei uwagę, że chodzi nie tylko o interes samych wydawców, ale też to, aby zapewnić "odpowiednią jakość dla odbiorcy". Aby zamiast wątpliwej jakości treści i fake newsów mogli korzystać z rzetelnych materiałów tworzonych przez dziennikarki i dziennikarzy.

Więcej o: