"Awaria Microsoftu wpłynęła na funkcjonowanie instytucji i systemów na całym świecie. Takim bieżącym przykładem ze świata makro oddziaływania pojedynczych zdarzeń na inne o wielokroć większym zasięgu mogą być rosnące ceny frachtu" - zauważają analitycy Pekao. Przypomnijmy, że kilka dni temu miała miejsce globalna awaria informatyczna związana z systemami Microsoftu. Spowodowała szereg utrudnień na całym świecie, uderzając w różne sektory: głównie w lotnictwo, kolej, media i banki.
W przeciwieństwie do tej awarii transport morski cierpi od dawna i z każdym miesiącem mocniej odbija się na całym świecie. Od początku roku ceny frachtu wzrosły już o 120 proc. Dzisiejsza średnia cena kontenera stanowi już prawie 60 proc. szczytowej ceny z września 2021 roku. "Wszystko to dzieje się, gdy chaos związany z zatłoczeniem portów i brakiem dostępnej przepustowości podczas pandemii jest wciąż świeży w pamięci spedytorów" - zwracają uwagę analitycy Pekao w swojej analizie.
Transport drogą morską drożeje z kilku powodów. Głównym powodem są ataki rebeliantów Huti z Jemenu, które doprowadziły do zablokowania trasy przez Morze Czerwone i Kanał Sueski, czyli najkrótszej trasy między Dalekim Wschodem a Europą. Handel został, więc przekierowany dookoła Afryki i Przylądka Dobrej Nadziei. Do tego ograniczenia wprowadzono w Kanale Panamskim ze względu na niski poziom wód. "Na pozostałych trasach, na których nie ma powyższych 'wąskich gardeł', nie widać większej reakcji cenowej" - zauważa Pekao.
Wymusiło to m.in. wzrost kosztów transportu, przekierowania tworzące zatory w portach i opóźnienia w dostawach oraz zwiększanie importu towarów na zapas w obawie przed dalszym ograniczeniem przepustowości.
Chociaż może się wydawać, że to sytuacja z dalekich mórz, która nie ma przełożenia na nasz kraj, to takie podejście jest bardzo mylne. "Polscy przedsiębiorcy korzystają w ostatnim czasie z deflacji cen producentów, kompensując sobie, utrzymującą się silną presję płacową. Tak duży wzrost cen frachtu naturalnie podbije koszty, co zobaczymy w nasilonej presji inflacyjnej, szczególnie dóbr z dużym udziałem międzykontynentalnego importu" - opisują analitycy Pekao.
Studzą jednak pesymistyczne nastroje. "Czynniki cykliczne (obecnie umiarkowany popyt) mogą przecież łagodzić presję na wzrost cen, a pewna część kosztów wysyłki zostać zaabsorbowana przez obniżkę marż. Co więcej, obecny wzrost kosztów frachtu nie następuje wraz z powszechnymi zamknięciami fabryk i nagłymi wzrostami popytu, które przyczyniły się do gwałtownego wzrostu inflacji w następstwie pandemii. Sugeruje to mniejszą presję kosztową z tego tytułu w dzisiejszych warunkach" - opisują dalej.
Z wyliczeń Pekao wynika, że jeśli sytuacja frachtu nie zmieni się diametralnie w 2024 roku, to inflacja bazowa w Polsce z tego tytułu będzie wyższa w najbliższych kwartałach o 0,3 pkt proc. Nadzieją na szybki powrót do normy jest utrzymująca się nadwyżka kontenerowców.