Brazylia blokuje Twittera, Elon Musk wychodzi z siebie. "Za kogo on się uważa"

Daniel Maikowski
Nie milkną echa decyzji o zablokowaniu platformy X (dawny Twitter) w Brazylii. Elon Musk mówi o "dyktaturze" i porównuje brazylijskiego sędziego Sądu Najwyższego do postaci Voldemorta. "To, że facet ma dużo pieniędzy, nie oznacza, że może lekceważyć prawo" - odpowiada mu prezydent Brazylii.
Elon Musk i sędzia Alexandre de Moraes
fot. Reuters

W piątek brazylijski organ regulacyjny ds. telekomunikacji na skutek decyzji Sądu Najwyższego zablokował dostęp do platformy X na terenie Brazylii. Bezpośrednią przyczyną tego bezprecedensowego ruchu było niedotrzymanie przez serwis należący do Elona Muska wyznaczonego terminu powołania nowego przedstawiciela prawnego w tym kraju.

Zobacz wideo iPhone'a i MacBooka zna każdy. Ale są takie sprzęty, o których Apple nie chce pamiętać [TOPtech]

Sędzia SN Alexandre de Moraes polecił "całkowite i natychmiastowe zawieszenie" działalności X do czasu, gdy serwis zastosuje się do nałożonych orzeczeń sądowych i zapłaci grzywny. Jednocześnie zapowiedział, że osoby oraz instytucje, które będą próbowały zyskać dostęp do X za pomocą sieci VPN, mogą zostać ukarane grzywną w wysokości 50 tysięcy reali (około 34 tysiące złotych).

Wcześniej de Moraes doprowadził też do zawieszenia działalności operacyjnej innej spółki Elona Muska na terytorium Brazylii. Chodzi o firmę Starlink, czyli dostawcę satelitarnego internetu

Nakaz ten opiera się na bezpodstawnym ustaleniu, że Starlink powinien odpowiadać za grzywny nałożone — niezgodnie z konstytucją — na X. Został wydany w tajemnicy i bez zapewnienia Starlink należytego procesu prawnego gwarantowanego przez Konstytucję Brazylii. Zamierzamy podjąć kroki prawne

- napisał Starlink w oświadczeniu opublikowanym w ubiegły czwartek. 

Brazylia na wojnie z Elonem Muskem

Konflikt na linii Elon Musk - Brazylia ma jednak dłuższą historię. Zacznijmy od tego, że kontrowersyjnemu miliarderowi nigdy nie było po drodze z nowym rządem tego kraju, po tym jak w wyborach 2022 roku Luiz Inácio Lula da Silva pokonał w wyborach skrajnie prawicowego prezydenta Jaira Bolsonaro.

Tego drugiego Musk wielokrotnie chwalił i nie krył podziwu dla prowadzonej przez niego polityki. Podobnie zresztą jak teraz zachwala argentyńskiego prezydenta Javiera Milei, który również słynie z - delikatnie mówiąć - kontrowersyjnych poglądów. O bliskich relacjach Muska i Bolsonaro niech świadczy fakt, że podczas wizyty biznesmena w Brazylii w czerwcu 2022 roku otrzymał on od byłego już prezydenta specjalny medal za zasługi. Był też witany na lotnisku z honorami godnymi głowy państwa.

Gdy Bolsonaro wybory przegrał, nie tylko przez długi czas nie chciał uznać swej porażki, ale jednocześnie rozpoczął kampanię oszczerstw wymierzoną w nowego prezydenta Lulę da Silvę. Ta kampania realizowana była m.in. za pośrednictwem powiązanych z nim kont na platformie X.

Na początku tego roku sędzia SN Alexandre de Moraes rozpoczął dochodzenie w sprawie tzw. cyfrowych milicji. Chodzi m.in. o konta w social mediach, które rozpowszechniają fałszywe wiadomości i sieją mowę nienawiści. W efekcie X otrzymał sądowy nakaz usunięcia kilku budzących kontrowersje kont, które wykorzystywane były m.in. do podważania legalności wyboru da Silvy na prezydenta. 

Elon Musk nie tylko ich nie usunął, ale je reaktywował. Miliarder odmówił współpracy z władzami Brazylii, podkreślając, że wydane nakazy "są niezgodne z konstytucją" i "godzą w wolność słowa". Musk poszedł jednak o krok dalej. Podjął bowiem decyzję o zamknięciu przedstawicielstwa X w Brazylii, po to by w przyszłości władze tego kraju nie mogły ingerować w decyzje podejmowane przez platformę.

To działanie był sprzeczne z brazylijskim prawem. Zgodnie z nim każda firma z branży Big Tech musi mieć w Brazylii swoje lokalne przedstawicielstwo, aby móc świadczyć usługi na terenie tego kraju. Z tego też powodu sędzia Moraes zdecydował o całkowitej blokadzie serwisu w Brazylii.

Podczas ogłaszania piątkowej decyzji Moraes stwierdził, że platforma X uważa się za "ziemię niczyją - na której nie obowiązuje żadne prawo" poprzez zezwalanie na "masowe rozprzestrzenianie" dezinformacji, mowy nienawiści oraz ataki na system demokratyczny.

X zablokowany w Brazylii. Co dalej? 

Blokada platformy X w Brazylii budzi kontrowersje i rodzi kolejne pytania o granice wolność słowa. Jednak bez względu na ocenę tej decyzji, nikt nie ma raczej wątpliwości, że to postawa samego Elona Muska i brak jakichkolwiek chęci do kooperacji z brazylijskim rządem doprowadziły do obecnej sytuacji.

Przez ostatnich kilka miesięcy Elon Musk w ostrych słowach krytykował prowadzone przeciwko jego firmie postępowanie. Nie unikał też personalnych ataków wymierzonych w sędziego Moraesa. Teraz zresztą te ataki kontynuuje. Tylko w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin nazwał go "dyktatorem" i "Voldemortem" (główny czarny charakter w serii książek serii "Harry Potter"). Wezwał też do jego impeachmentu i oskarżył o integrowanie w wyniku wyborów prezydenckich w Brazylii.

Platforma X poinformowała, że do decyzji brazylijskiego sądu dostosowywać się nie zamierza. Można więc spodziewać się, że Brazylijczycy zbyt szybko dostępu do serwisu nie odzyskają. X nie jest co prawda  najpopularniejszą platformą społecznościową w Brazylii (przegrywa m.in. z Facebookiem), ale i tak korzysta z niej całkiem sporo, bo aż 22 mln użytkowników.

Do decyzji o zablokowaniu X odniósł się m.in. brazylijski prezydent  Luiz Inacio Lula da Silva. Stwierdził on, że wszystkie firmy działające w Brazylii są zobowiązane do przestrzegania lokalnego prawa.

To, że facet ma dużo pieniędzy, nie oznacza, że może lekceważyć prawo

- skomentował Lula da Silva na antenie Radio MaisPB. - Nie może obrażać prezydentów, posłów, Senatu, Izby, Sądu Najwyższego. Za kogo on się uważa - dodał. Jak można było się spodziewać zupełnie inaczej do sprawy podchodzi były prezydent Jair Bolsonaro.

To nie tylko wpływa na naszą wolność słowa, ale także podważa zaufanie międzynarodowych firm do działalności na brazylijskiej ziemi, co może mieć różne skutki – od bezpieczeństwa narodowego po jakość informacji docierających do naszych obywateli

- napisał w poście zamieszczonym na Instagramie.

Daniel Maikowski
Więcej o: