Bloatware to plaga. Dlaczego producenci smartfonów to robią?

Daniel Maikowski
Bloatware to plaga, która już od lat trapi smartfony czy tablety. Dlaczego producenci tak chętnie zapychają nasze urządzenia niechcianym oprogramowaniem i co możemy z tym zrobić?
Android - zdjęcie ilustracyjne
AG

Wyobraź sobie, że kupujesz nowy telefon. Wyciągasz go z pudełka, uruchamiasz, konfigurujesz konto, a następnie pobierasz ulubione aplikacje. Cieszysz się "świeżutkim" smartfonem, ale już po kilku dniach przychodzi rozczarowanie. Urządzenie, które powinno być szybkie i responsywne, działa zaskakująco wolno i ospale. Zaglądasz do pamięci smartfona i odnajdujesz tam dziesiątki aplikacji, których z całą pewnością nie instalowałeś, a chwilę później na ekranie wyświetla ci się popup z reklamą gry

Witaj w świecie bloatware'u - cyfrowej plagi naszych czasów

Sam termin "bloatware" najlepiej oddaje naturę tego problemu. "Bloat" to w języku angielskim "wzdęcie", a więc - w kontekście elektroniki - sztuczne napompowanie systemu czymś, co nie jest mu potrzebne do prawidłowego działania. Jest to zbiorcza nazwa dla aplikacji, gier i innych narzędzi, które producenci fabrycznie instalują na naszych urządzeniach: smartfonach, tabletach czy komputerach.

Zobacz wideo iPhone'a i MacBooka zna każdy. Ale są takie sprzęty, o których Apple nie chce pamiętać [TOPtech]

Niekiedy aplikacje bloatware mogą mieć dość neutralny charakter. Przykładem będzie tu m.in. dodatkowy kalkulator czy aplikacja do obsługi galerii zdjęć. Niestety równie często są to "darmowe gry" pełne reklam oraz inne aplikacje firm trzecich, które nie tylko nie są nam do niczego potrzebne, nie tylko spowalniają działanie naszego urządzenia, ale mogą być wręcz szkodliwe. Co gorsza, w wielu przypadkach nie możemy ich nawet samodzielnie usunąć, gdyż producent urządzenia może to uniemożliwić.

2071318295
2071318295Tijnlp / Shutterstock

Dlaczego bloatware w ogóle istnieje?

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Dla producentów elektroniki bloatware do dodatkowe źródło przychodów. Firmy płacą za preinstalowanie ich aplikacji na milionach urządzeń, wiedząc, że część użytkowników z nich skorzysta.

Z punktu widzenia producenta smartfonu sprawa wydaje się jasna. Sprzedaż urządzenia to jednorazowy zysk, natomiast bloatware może przynieść stałe przychody z reklam, zbierania danych użytkownika, a w przypadku gier również z mikrotransakcji. Preinstalowane aplikacje mogą być również dla producenta narzędziem do promocji jego własnych usług, np. sklepu z muzyką, chmury czy przeglądarki.

Bloatware nie jest zjawiskiem nowym. Jeszcze przed nadejściem ery smartfonów mierzyli się z nim m.in. użytkownicy laptopów oraz komputerów PC. Obecnie jednak epicentrum problemu stanowią smartfony z systemem Android, zwłaszcza te pochodzących od chińskich producentów. Potrafią oni pakować do swoich modeli kilkanaście, a czasami i kilkadziesiąt niechcianych aplikacji. 

Oczywiście nie wszyscy producenci są równie agresywni. Wiele zależy tu od konkretnego modelu, rynku docelowego oraz umów partnerskich. Najgorzej sprawa wygląda w przypadku budżetowych smartfonów za kilkaset złotych. Tam, gdzie marże są niskie, użytkownicy muszą liczyć się z najbardziej agresywnymi przykładami bloatware. Niestety, również i urządzenia premium nie są od tego wolne. Smartfony testuję od ponad 10 lat i zdarzało mi się natrafić na śmieciowe aplikacje nawet w modelach kosztujących 4-5 tysięcy złotych.  

To realny problem

Ktoś mógłby w tym miejscu oskarżyć mnie o "bicie piany". W końcu, czy kilka lub kilkanaście dodatkowych aplikacji robi komukolwiek różnicę? Niestety tak. Aplikacje bloatware często działają w tle, uruchamiają się wraz ze startem systemu i zużywają zasoby. To oznacza wolniejszą pracę urządzenia, krótszy czas działania na baterii, a czasami również niechciane i rozpraszające powiadomienia.

Do tego dochodzą kwestie bezpieczeństwa. Jak zauważyli w swojej analizie eksperci z firmy Fortinet, która specjalizuje się w tematyce cyberbezpieczeństwa, oprogramowanie bloatware bywa rzadko aktualizowanie i nie zawsze przechodzi przez ten sam proces kontroli bezpieczeństwa, co inne aplikacje systemowe. To otwiera furtkę dla cyberprzestępców, którzy potencjalnie mogą wykorzystać luki w porzuconych przez producenta aplikacjach do przeprowadzania ataków. 

Bloatware zajmuje również cenną przestrzeń na dysku. Choć najnowsze flagowce często dysponują 256 lub 512 GB miejsca na dane, to w przypadku budżetowych modeli z 32 czy 64 GB, te kilkanaście gigabajtów zajętych przez aplikacje, których wcale nie chcemy, zdecydowanie robi różnicę. 

Nie wszystkie aplikacje można usunąć z urządzenia
Nie wszystkie aplikacje można usunąć z urządzeniafot. DM

Czy da się usunąć bloatware?

Częściowo tak. Niektóre aplikacje bloatware można bez problemu odinstalować (w tym celu wystarczy wejść w ustawienia systemu, a następnie przejść do sekcji Aplikacje), inne da się przynajmniej wyłączyć, co sprawi, że przestaną działać w tle. Niestety część programów jest zaszyta w systemie tak głęboko, że użytkownik nie ma do nich żadnego dostępu.  

Bardziej zaawansowani użytkownicy mogą sięgnąć po narzędzia takie jak ADB (Adroid Debug Bridge), które pozwalają na usuwanie pakietów systemowych. Wymaga to jednak wiedzy i ostrożności, gdyż przypadkowo możemy usunąć coś, co jest niezbędne do prawidłowego i stabilnego działania systemu. Jeszcze dalej idzie tzw. rootowanie systemu. Sęk w tym, że jest to proces, który dla przeciętnego użytkownika wiąże się nie tylko ze sporym ryzykiem, ale i nawet utratą gwarancji. 

Dlatego też wielu ekspertów wskazuje, że najlepszym rozwiązaniem wcale nie jest walka z bloatware, ale jego całkowite unikanie. Można to zrobić, wybierając smartfony z tzw. czystym Androidem. Jest to wersja systemu pozbawiona dodatkowych nakładek, aplikacji i innych dodatków od producenta.

Czysty Android działa zazwyczaj szybciej, bo nie jest obciążony dodatkowym oprogramowaniem. Interfejs jest prostszy, bardziej intuicyjny i spójny, dzięki czemu telefon reaguje szybciej i rzadziej się przycina. Po drugie, urządzenia z taką wersją systemu zazwyczaj otrzymują aktualizacje szybciej i dłużej, gdyż producent nie musi za każdym razem dostosowywać nakładek i dodatkowych aplikacji do nowej wersji Androida. To oznacza nie tylko lepszą płynność działania, ale przede wszystkim większe bezpieczeństwo.

Niestety niewielu producentów oferuje smartfony z czystą wersją systemu Android. Obecnie jest to przede wszystkim Google, ze swą linią Pixel, a także Motorola, do niedawna Nokia (w ramach programu Android One) oraz Fairphone, który stawia na przejrzystość i otwartość oprogramowania. Być może jednak presja ze strony użytkowników, którzy coraz głośniej wyrażają swoje niezadowolenie z powodu plagi bloatware, sprawi, że również inne firmy zaczną ograniczać ilość preinstalowanych aplikacji, a w dłuższej perspektywie zaoferują nam warianty swoich urządzeń z "odchudzonym" systemem. 

Daniel Maikowski
Więcej o: