Kable na Morzu Czerwonym przerwane. Alarm w Microsoft. "Zakłócenia internetu"

Kable światłowodowe na Morzu Czerwonym zostały przerwane. Microsoft informuje o problemach, które napotkał z tego powodu.
Kable na Morzu Czerwonym przerwane. Alarm w Microsoft
Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Wyborcza.pl // X: OSINT Updates

Problemy technicznie Microsoft 

Platforma chmurowa firmy Microsoft - Azure odnotowuje duże zakłócenia. Dotyczą one zwłaszcza użytkowników w niektórych częściach Azji i Bliskiego Wschodu. Mogą tam występować nawet przerwy w dostępie do internetu. W komunikacie amerykański gigant zapewnił, że ruch sieciowy, który nie przechodzi przez Bliski Wschód, nie jest zagrożony. A to dlatego, że na Morzu Czerwonym miało dość do niecodziennego incydentu. 

Przerwano ważny kabel

Za przerwy w dostępie do wspominanych usług ma odpowiadać zerwanie kabla podmorskiego na Morzu Czerwonym. Microsoft w oficjalnym komunikacie nie podał więcej szczegółów, ale agencja Associated Press spekuluje, że może to być efekt działań jemeńskich rebeliantów Huti. Na początku tego tygodnia wystrzelili rakietę w kierunku tankowca, który płynął po Morzu Czerwonym. Według brytyjskiej organizacji Maritime Trade Operations, która zajmuje się bezpieczeństwem na morzu, pocisk chybił celu. Zaatakowany tankowiec to "Scarlet Ray", pływający pod banderą Liberii.

Zobacz wideo Huti trzymają w garści USA i Europę

Microsoft był przygotowany

Kable podmorskie stanowią jeden z filarów internetu, obok połączeń satelitarnych i kabli naziemnych. Zazwyczaj dostawcy usług internetowych posiadają wiele punktów dostępowych i przekierowują ruch w przypadku awarii jednego z nich. Tak też było w tym przypadku. Microsoft przekierował ruch przez alternatywne ścieżki sieciowe, dzięki czemu ruch sieciowy nie został przerwany, a wystąpiły jedynie zakłócenia. Około 70 proc. ruchu internetowego między Azją a Europą przechodzi przez Morze Czerwone.

Huti coraz większym zagrożeniem

Przed końcem sierpnia Huti poinformowali, że premier utworzonego przez nich rządu, Ahmed Ghaleb Nasser al-Rahawi, zginął w serii ataków Izraela na Jemen, do których doszło w tym tygodniu. Wśród zabitych byli też inni członkowie rządu Huti. Rebelianci zapowiedzieli odwet. Reuters zwraca jednak uwagę, że zabity premier pełnił jedynie funkcje reprezentacyjne i nie należał do grona ścisłego kierownictwa rebeliantów. Agencja ocenia, że realną władzę pełnił jego zastępca, Mohamed Moftah. Rebelianci, wspierani przez Iran, od listopada 2023 roku prowadzą ostrzał Izraela także w geście solidarności z Palestyńczykami w Gazie. Huti sprawują kontrolę nad Saną i północno-zachodnią częścią Jemenu od 2015 roku, kiedy obalili międzynarodowo uznany rząd.

Przeczytaj też: "Odkrycie, które może zmienić układ sił w Afryce. Maroko trafiło na ogromne złoże złota".

Źródła: Reuters, AP, IAR

Więcej o: