"Dochodzenie ma w szczególności określić, czy Google zakłóca konkurencję, narzucając wydawcom i twórcom treści nieuczciwe warunki lub przyznając sobie uprzywilejowany dostęp do takich treści, stawiając tym samym twórców konkurencyjnych modeli AI w niekorzystnej sytuacji" - przekazała we wtorek Komisja Europejska. W komunikacie wyjaśniono, że chodzi o tzw. Przegląd od AI (funkcja generuje krótkie automatyczne podsumowania w wynikach wyszukiwania w odpowiedzi na pytania użytkowników) oraz Tryb AI (chatbot przypominający ChataGPT, działający w wyszukiwarce). "Komisja zbada, w jakim stopniu działanie Przeglądu AI i Trybu AI opiera się na treściach wydawców internetowych bez odpowiedniego wynagrodzenia i bez możliwości odmowy udostępnienia treści bez utraty dostępu do wyszukiwarki Google. W rzeczywistości wielu wydawców polega na wyszukiwarce Google w zakresie ruchu użytkowników i nie chce ryzykować utraty dostępu do niej" - czytamy.
Druga kwestia dotyczy filmów i innych treści przesyłanych na platformę YouTube. Również w tym przypadku Komisja Europejska sprawdzi, czy Google używa tych treści do trenowania generatywnych modeli AI bez odpowiedniego wynagrodzenia dla twórców oraz bez oferowania możliwości odmowy takiego wykorzystania ich treści. "Twórcy przesyłający filmy na YouTube mają obowiązek udzielić Google pozwolenia na wykorzystywanie swoich danych do różnych celów, w tym do trenowania generatywnych modeli AI. Google nie wynagradza twórców treści na YouTube za ich treści ani nie zezwala im na przesyłanie ich treści na YouTube bez zgody Google na korzystanie z tych danych. Jednocześnie, zgodnie z regulaminem YouTube, konkurencyjni twórcy modeli AI nie mogą wykorzystywać treści YouTube do trenowania własnych modeli AI" - podkreślono.
Dochodzenie w sprawie Google ruszyło po skardze złożonej w lipcu przez niezależnych wydawców. Jeśli śledztwo wykaże, że koncern technologiczny naruszył unijne przepisy antymonopolowe, może dostać karę pieniężną w wysokości do 10 proc. swoich globalnych rocznych przychodów.
Natomiast w ubiegłym tygodniu Komisja nałożyła na platformę X należącą do Elona Muska karę w wysokości 120 mln euro za naruszenie obowiązków wynikających z Aktu o usługach cyfrowych (DSA). Stwierdzone naruszenia dotyczą braku przejrzystości w zakresie "niebieskiego znacznika" X, repozytorium reklam i zapewnienia badaczom dostępu do danych. To pierwsza decyzja o naruszeniu przepisów unijnych podjęta na podstawie DSA). Serwis X musi teraz poinformować Komisję Europejską o działaniach, które podejmie w związku ze stwierdzonymi naruszeniami. Ma na to 60 dni (w przypadku niebieskich znaczników) i 90 dni (w zakresie repozytorium reklam i dostępu do danych publicznych).
- Kara 120 milionów euro za łamanie przepisów unijnych to jasny sygnał, że platformy internetowe nie mogą oszukiwać użytkowników. X nadawał niebieskie znaczki weryfikacji również kontom oszukującym użytkowników lub fałszywym. W Unii Europejskiej użytkownicy powinni być chronieni przed oszustwami. To długo oczekiwana decyzja Komisji - komentował wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski.
W kolejnych dniach miliarder Elon Musk zaczął wyrażać opinię, że Unia Europejska powinna zostać zlikwidowana. "Mieszkańcy Europy powinni wystąpić z UE, aby odzyskać suwerenność" - pisał w jednym z komentarzy.