Demokraci z amerykańskiej Komisji Nadzoru Izby Republikanów opublikowali w czwartek nieznane dotychczas zdjęcia przedstawiające skazanego za nadużycia seksualne Jeffreya Epsteina ze znanymi osobami ze świata polityki, finansów i technologii. Baza zdjęć liczy 95 tys. fotografii. Przedstawiają m.in. Billa Gatesa pozującego z młodą kobietą, współzałożyciela Google Siergieja Brina, dyrektora generalnego YouTube Salara Kamangara oraz felietonistę "New York Timesa" Davida Brooksa. Na innych zdjęciach widać Epsteina m.in. z amerykańskim scenarzystą i reżyserem Woodym Allenem, filozofem i językoznawcą Noamem Chomskym oraz byłym doradcą Donalda Trumpa Steve’em Bannonem. Fotografie pokazują też zdjęcia paszportów oraz wymianę wiadomości, które opisują "wysyłkę" kobiet. Zdjęcia nie mają dat ani podpisów i nie wiadomo, gdzie zostały wykonane.
Baza zdjęć została opublikowana tuż przed ostatecznym terminem (19 grudnia) udostępnienia przez Departament Sprawiedliwości USA dokumentów w sprawie Jeffreya Epsteina. W listopadzie Donald Trump podpisał ustawę, która wzywa wspomniany departament do ujawnienia akt dotyczących skazanego przestępcy seksualnego. Jednak podpis Trumpa nie gwarantuje ujawnienia wszystkich akt. Ustawa zawiera wyjątki, w tym przepis chroniący trwające śledztwa, co może oznaczać, że wiele dokumentów pozostanie utajnionych. Trump znał się z Epsteinem.
Robert Garcia, członek Komisji Nadzoru Izby Republikanów zapowiedział, że demokraci będą publikować kolejne zdjęcia i dokumenty z archiwum Epsteina, aby "zapewnić Amerykanom jawność". - Musimy położyć kres tuszowaniu sprawy przez Biały Dom, a Departament Sprawiedliwości musi natychmiast ujawnić akta Epsteina - podkreślił.
Pakiet zdjęć z archiwum Epsteina został opublikowany również w ubiegłym tygodniu. Fotografie przedstawiały m.in. Donalda Trumpa, byłego prezydenta Billa Clintona, Woody'ego Allena. Pojawiał się na nich też Bill Gates, który przyznał, że spędzał czas z Epsteinem, aby szukać datków i kontaktów związanych ze swoją działalnością filantropijną, co, jak stwierdził w 2021 r., było "ogromnym błędem".