Majorka ma problem z turystami. "Chaos. W weekend sytuacja wymknęła się spod kontroli"

Popularna hiszpańska wyspa pozwoliła na przyjazd zagranicznych turystów. Teraz ma z nimi problem.

Po raz pierwszy od czterech miesięcy, kiedy wprowadzono obostrzenia pandemiczne, setki turystów imprezują na południowym wybrzeżu Majorki. Mieszkańcy wyspy są zaniepokojeni, bo większość przyjezdnych nie przestrzega obowiązujących obostrzeń. Pijani urlopowicze ściskają miejscowych sprzedawców i flirtują z obcymi. „Chaos” – pisze lokalna gazeta „Última Hora". W weekend sytuacja wymknęła się spod kontroli – donosi. 

Zobacz wideo Aplikacje dla miłośników górskich wycieczek

„Ballermann" i dzikie imprezy

Tymczasem regionalny rząd dopiero co ustalił wysokie kary pieniężne za urządzanie imprez bez przestrzegania przepisów służących walce z pandemią i zapowiedział zaostrzenie kontroli. Kary sięgają nawet 600 tys. euro.

Na słynącym z głośnych i suto zakrapianych alkoholem imprez odcinku plaży S'Arenal niedaleko stolicy wyspy – Palmy de Mallorca, policja długo nie pojawiała się – stwierdza lokalna gazeta „Mallorca Zeitung". To ten odcinek plaży Niemcy nazwali w przeszłości „Ballermannem” i tam urządzają najdziksze imprezy.

Tysiące mieszkańców nie kryje oburzenia i strachu. – Oczywiście, że się boję. Niemcy żyją jakby w innym świecie – cytuje jedną z mieszkanek dzielnicy S'Arenal niemiecka agencja prasowa DPA. Od krytyki i złości aż kipi w internetowych komentarzach pisanych w portalach regionalnych gazet.

Na jednym z filmów opublikowanych przez „Mallorca Zeitung” widać świętujące tłumy, które piją i tańczą. „Jakby nie było koronawirusa” – komentuje gazeta. Prawie nikt nie nosi maseczki i nie zachowuje minimalnego dystansu. Nieliczni, którzy zakładają maseczkę, są obiektem drwin – relacjonują lokalne media. 

Czytaj więcej: Wielkie zamieszanie wokół wyszukiwarki polskiej firmy. Niemieccy politycy: To niedopuszczalne

Nie tylko Niemcy

Niepokojące sceny rozgrywają się nie tylko na popularnym wśród niemieckich turystów S'Arenal, ale także w innych częściach wyspy. Podobnie jest na popularnym wśród Brytyjczyków Magalufie na zachód od stolicy wyspy, gdzie wczasowicze, tańcząc na samochodach, poczynili duże szkody materialne. Jak donosi „Última Hora”, kilka osób zostało aresztowanych.

Zdjęcia zszokowały mieszkańców wyspy. Pokazały – pisze „Mallorca Zeitung” – „jak duże może być ryzyko drugiej fali pandemii na Majorce”. Takich tłumów świętujących i pijących ludzi na Balearach nie było od momentu otwarcia w połowie czerwca granic dla zagranicznych turystów.

Czytaj więcej: Będzie trudniej polskim przewoźnikom w UE. Kontrowersyjne zmiany zatwierdzone

Turystyczne lobby

Majorka nie może obejść się bez turystyki. Przynosi ona ok. 35 procent dochodów w tym wyspiarskim regionie. Kiedy rząd regionalny zapowiedział po pierwszych ekscesach rygorystyczny wymóg dotyczący noszenia maseczek, dekret miał wejść w życie już następnego dnia. Minęło kilka dni, a dekretu jeszcze nie ma.

Powodem, jak podejrzewają media, jest protest hotelarzy i biur turystycznych, które skarżą się, że niemieccy i brytyjscy turyści anulują podróże, jak tylko usłyszeli o nowych obostrzeniach.

Jak podaje niemiecki portal „Tagesschau”, od poniedziałku 13 lipca na Balearach ma obowiązywać noszenie maseczki także na zewnątrz. Wyjątki mają dotyczyć plaż i basenów. Jednak regionalne ministerstwo zdrowia nie opublikowało do tej pory dokładnych wytycznych. I pewnie nowe obostrzenia znowu każą na siebie czekać. 

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle