"Die Welt": 24 kraje UE protestują przeciwko sankcjom USA na Nord Stream 2

W nocie protestacyjnej aż 24 z 27 państw UE uznaje sankcje USA wobec Nord Stream 2 za złamanie prawa międzynarodowego - podaje "Die Welt". Polska nie przyłączyła się do protestu.
Zobacz wideo Zobacz też: Więcej amerykańskich żołnierzy w Polsce? „To niczego w naszym bezpieczeństwie nie poprawi”

Niemiecki dziennik pisze w piątkowym wydaniu online (14.08.2020), że 12 sierpnia br. doszło do interwencji dyplomatycznej w amerykańskim Departamencie Stanu w sprawie sankcji USA dotyczących gazociągu Nord Stream 2 pod Bałtykiem. "24 kraje członkowskie wzięły udział w interwencji dyplomatycznej, która odbyła się za pośrednictwem wideokonferencji" - poinformowały "Die Welt" unijne źródła dyplomatyczne.

Nord Stream 2 bez sankcji USA - tego ma chcieć ponad 20 państw UE

Jak ocenia dziennik, tym samym europejski protest przeciwko ingerencji USA "nieoczekiwanie dostał silne wsparcie". "Chociaż budowa Gazociągu Północnego między Rosją a Niemcami krytykowana jest przez niemało krajów europejskich, Unia Europejska wykazała daleko idącą zgodność wobec odrzucenia ingerencji USA" - ocenia gazeta.

"Die Welt" nie uzyskał informacji, które trzy państwa nie przyłączyły się do protestu. Polskie źródła dyplomatyczne potwierdziły DW, że w tej trójce jest Polska. Według nieoficjalnych informacji w tym gronie mogą być także Litwa i Rumunia.

Według dziennika, treść przekazanego Amerykanom stanowiska jest zgodna z oświadczeniem szefa unijnej dyplomacji Josepa Borrella z 17 lipca br. w sprawie amerykańskiej polityki sankcji.

Pretekstem do jego wydania było zaktualizowanie przez Departament Stanu USA wytycznych dotyczących interpretacji ustawy o przeciwdziałaniu przeciwnikom Ameryki poprzez sakcje (CAATSA - Countering America's Adversaries Through Sanctions Act). Zmiany pozwolą objąć sankcjami także Nord Stream 2 i gazociąg "Turecki Potok".

"Jesteśmy bardzo zaniepokojeni wdrażaniem sankcji USA przeciwko firmom i interesom europejskim" - cytuje "Die Welt" treść noty. "UE uważa eksterytorialne stosowanie sankcji za naruszenie prawa międzynarodowego" - pisze dalej.

Coraz więcej pogróżek

W nocie zwrócono uwagę, że od dłuższego czasu można zaobserwować, iż USA coraz chętniej odwołują się do grożenia sankcjami, jak pokazują przykłady "Kuby, Międzynarodowego Trybunału Karnego, a ostatnio projekty Nord Stream 2 i Turkstream (Turecki Potok)". Dlatego - dodano - "dla zasady" Unia sprzeciwia się stosowaniu przez kraje trzecie sankcji przeciwko "europejskim firmom, które prowadzą legalną działalność". Decyzje o tym, jaka ma być polityka europejska, powinny zapadać w Europie i nie mogą być podejmowane przez kraje trzecie - podkreślono.

Wyrażono także ogólnikowo gotowość do wspólnej polityki w sprawie sankcji, dotyczących kwestii i sporów międzynarodowych. "Tam, gdzie podzielane są wspólne cele polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, konkretne sankcje i skoordynowane z partnerami sankcje mają dużą wartość" - cytuje "Die Welt" notę protestacyjną 24 krajów UE, które zarzucają jednak Stanom Zjednoczonym, że swoją najnowszą polityką stawiają pod znakiem zapytania takie wspólne podejście. "Tam, gdzie istnieją polityczne różnice, jesteśmy zawsze otwarci na dialog" - podkreślają, zastrzegając, że dialog nie może mieć miejsca, gdy formułowane są groźby nałożenia sankcji.

Powstrzymać Nord Stream 2

W ubiegłym tygodniu oburzenie w Berlinie i ostrą reakcję szefa niemieckiej dyplomacji Haiko Maasa wywołały pogróżki amerykańskich senatorów z Partii Republikańskiej Teda Cruza, Toma Cottona i Rona Johnsona pod adresem zarządu portu Sassnitz GmbH na Rugii, który jest bazą logistyczną dla prac nad ukończeniem ostatniego odcinka podmorskiego gazociągu. Zagrozili oni spółce miażdżącymi sankcjami prawnymi i gospodarczymi, jeżeli będzie nadal ona wspierać inwestycję. W porcie Sassnitz-Mukran składowane są rury. Cumują tam też rosyjskie statki do układania rur "Fortuna" i "Akademik Czerski".

To kolejna odsłona zaostrzającego się sporu politycznego o Nord Stream 2. Pierwszą ustawę, umożliwiającą nałożenie sankcji na firmy uczestniczące w projekcie, amerykański Kongres przyjął w grudniu 2019 roku, co skłoniło szwajcarską firmę Allseas, właściciela specjalistycznych statków, układających podmorski gazociąg, do wycofania się z inwestycji. Wiosną tego roku Amerykanie zaostrzyli przepisy, gdy okazało się, że rosyjski Gazprom może najpewniej sam dokończyć podmorski gazociąg, gotowy już w ponad 90 procentach. Amerykanie twierdzą, że bronią w ten sposób energetycznej niezależności Europy od Rosji. Zdaniem wielu niemieckich ekspertów i polityków rzeczywistym celem tej ofensywy jest jednak uzyskanie rynku dla eksportu amerykańskiego gazu skroplonego LNG.

Koncern energetyczny Uniper z Düsseldorfu, współfinansujący budowę Nord Stream 2, przyznał w opublikowanym w miniony wtorek (11.08.2020) raporcie okresowym, że z uwagi na rosnące zagrożenie sankcjami USA liczy się z fiaskiem tego projektu. Uniper włożył w inwestycję 950 mln euro.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.