Koronakryzys. Czy Niemcy mają inne wyjście poza lockdownem? W części Bawarii wracają ograniczenia

Gdy kraje ościenne wprowadzają coraz więcej ograniczeń w drugiej fazie pandemii koronawirusa, niemieccy politycy liczą na to, że uda im się uniknąć ponownego lockdownu. W jednym z powiatów w Bawarii to się nie powiodło.

Wskutek szybkiego rozprzestrzeniania się koronawirusa, w powiecie Berchtesgaden w Bawarii dziś (20.10.2020) od południa wprowadzono pierwsze od czasu pierwszego lockdownu w Niemczech ograniczenia związane z opuszczaniem domu. Mieszkańcy mogą wychodzić tylko w pilnych i uzasadnionych przypadkach. Szkoły, przedszkola, restauracje i inne obiekty związane ze spędzaniem czasu wolnego zostały zamknięte, a wszystkie imprezy odwołane. Ograniczenia te będą na razie obowiązywać przez najbliższe dwa tygodnie.

Federalny minister gospodarki Niemiec Peter Altmaier pochwalił tę decyzję. Uznał ją za właściwą odpowiedź na nagły wzrost liczby zakażeń koronawirusem, pięciokrotnie przewyższający wartość, "którą można by jeszcze tolerować".

>>>Czytaj też: Niemcy znowu chomikują. Minister rolnictwa ostrzega. "Wiele z tych zapasów ląduje w śmietniku"

Niemcy. Bawaria nie wyklucza wprowadzenia kontroli granicznych

Z kolei minister spraw wewnętrznych Bawarii Joachim Herrmann poinformował o tym, że rozważane jest wprowadzenie kontroli granicznych. Zwrócił przy tym uwagę na możliwe wymknięcie się koronkryzysu spod kontroli w państwach graniczących z Niemcami. W przypadku Bawarii dotyczy to Austrii oraz Czech, z których pochodzi wielu pracowników znajdujących zatrudnienie w tym landzie.

Sekretarz stanu w federalnym MSW Stephan Mayer jest temu przeciwny. Jego zdaniem obecna sytuacja "różni się od tej z połowy marca", gdy jeszcze nie było wypracowanych form walki z pandemią.

Także niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas ostrzegł przed pokusą ponownego wprowadzenia kontroli na granicach. Jego zdaniem, doświadczenia z wiosny tego roku wykazały, że takie posunięcie nie przynosi spodziewanych efektów i zwiększa chaos w państwach graniczących z Niemcami oraz komplikuje sytuację osobistą wielu osób.

>>>Zobacz także: Gorący apel Angeli Merkel. "Pozostańcie, jeśli to możliwe, w domach"

Jak to wgląda w innych landach?

W Meklemburgii-Pomorzu Przednim, Brandenburgii oraz w Saksonii-Anhalt rządy tamtejszych państw związkowych zastanowią się w ciągu dnia, w jaki sposób powinny zareagować na szybki wzrost liczby nowych zakażeń koronawirusem. W ubiegłym tygodniu władze federalne i landowe porozumiały się w sprawie wprowadzenia jednolitych zasad zwalczania pandemii COVID-19.

Aplikacja nie działa tak, jak powinna

Tymczasem, premier Bawarii Markus Soeder skrytykował niemiecką aplikację ostrzegającą przed zarażeniem się koronawirusem jako w praktyce bezużyteczną. "Niestety, aplikacja ta okazała się bezzębnym tygrysem" - powiedział Soeder w wywiadzie dla dzienników wydawanych przez grupę medialną Funke. Jego zdaniem potrzebna jest inna aplikacja, ale Soeder nie skonkretyzował, na czym miałaby polegać i jak powinna działać. Obecną zainstalowano w Niemczech prawie 20 mln razy.

>>>Polska wśród krajów o najwyższym poziomie niepokoju wywołanego pandemią. Niemcy po drugiej stronie skali

Prawa posłów do Bundestagu i landtagów

W dyskusji na temat najbardziej skutecznych sposobów walki z pandemią koronawirusa, coraz więcej polityków niemieckich opowiada się za rozszerzeniem uprawnień posłów do Bundestagu oraz parlamentów krajowych. Współprzewodnicząca partii Lewica, Katja Kipping, oświadczyła, że "epidemiologiczny stan wyjątkowy nie może prowadzić do wprowadzenia stanu wyjątkowego w naszej demokracji".

Przewodniczący Bundestagu Wolfgang Schaeuble zaproponował klubom poselskim zwiększenie roli parlamentu w walce z pandemią, żeby uniknąć wrażenia, iż tą sprawą "zajmuje się głównie władza wykonawcza i sądownicza". W ciągu ostatnich 24 godzin w Niemczech odnotowano 6868 przypadków zarażenia się koronawirusem.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle. 

Zobacz wideo Kosiniak-Kamysz: Najgorsze rozegrało się w momencie otwarcia szkół