Jest raport kontrolerów UE. Za trucie środowiska płacą podatnicy, a nie ci, którzy trują

Zgodnie z zasadą "zanieczyszczający płaci" koszty zanieczyszczeń środowiska w UE powinni pokrywać ze swojej kieszeni ich sprawcy. Tymczasem zbyt często płacą za nie europejscy podatnicy - alarmują unijni kontrolerzy.

Z danych Europejskiej Agencji Środowiska wynika, że około 2,8 mln terenów w UE jest zanieczyszczonych, a główną winę ponoszą za to produkcja przemysłowa oraz składowanie i przetwarzanie odpadów. Brudnych jest sześć na dziesięć europejskich jezior i rzek, a zanieczyszczenie powietrza stanowi jedno z największych zagrożeń zdrowotnych w UE.

Zobacz wideo UE idzie na wojnę z plastikiem. Co się zmieni od lipca?

Pogarszający się stan środowiska od lat kosztuje obywateli UE fortunę; Komisja Europejska mówi tu nawet o 55 mln euro rocznie. Żeby ograniczyć straty wynikające z zanieczyszczeń, wprowadzono zasadę "zanieczyszczający płaci", która dzisiaj stanowi jedną podstaw polityki środowiskowej UE. Zakłada ona, że zanieczyszczający pokrywają koszty spowodowanego przez siebie zanieczyszczenia i opłacają szkody wyrządzone w środowisku. To oni, a nie podatnicy, powinni również pokrywać wszystkie powiązane z nimi koszty, w tym społeczne. W UE bywa jednak odwrotnie - wynika z opublikowanego w poniedziałek (05.07.21) raportu Europejskiego Trybunału Obrachunkowego (ETO).

Turyści weszli na teren siedliska ptakówWeszli do siedliska ptaków. "Wzięli na ręce młodego ohara", żeby zrobić zdjęcie

Z kieszeni podatnika

- Żeby osiągnąć cele Europejskiego Zielonego Ładu, UE zobowiązała zanieczyszczających do płacenia za zatruwanie środowiska. Wygląda jednak na to, że zdecydowanie zbyt często koszty te zmuszeni są pokrywać europejscy podatnicy, a działania mające na celu usuwanie zanieczyszczeń są często finansowane ze środków publicznych oraz funduszy unijnych - powiedział prezentując raport Viorel Stefan z ETO.

Według unijnych kontrolerów problem w tym, że zasada wprowadzana jest w różnych sektorach i państwach członkowskich nierównomiernie i w różnym zakresie. I tak np. większość fabryk czy zakładów przemysłowych objęta jest dyrektywą o emisjach przemysłowych, jednak duża część państw członkowskich nadal nie pociąga sektora przemysłu do odpowiedzialności i nie każe mu płacić za zanieczyszczenia.

Podobnie jest w przypadku gospodarowania odpadami. Koszty składowania i utylizowania odpadów nadal często pokrywane są z pieniędzy publicznych, a nie przez sprawców zanieczyszczeń. UE co prawda nałożyła na część producentów tzw. rozszerzoną odpowiedzialność, czyli obowiązek gospodarowania swoimi produktami, gdy te staną się odpadami, wciąż jednak nie wszyscy wytwórcy się z niego wywiązują. Nie wszyscy też są nim objęci. I tak np. producentów opakowań plastikowych, plastików jednorazowego użytku, jak m.in. butelki do napojów, oraz sprzętów rybackich, wymóg ten obowiązywał będzie dopiero od 2024 r. Mimo, że plastik i pozostałości po narzędziach połowowych już dzisiaj stanowią większość śmieci znajdowanych na unijnych plażach.

Państwa mają też problem z pociągnięciem do odpowiedzialności trucicieli wody. W Unii usługi zaopatrzenia w wodę pokrywają najczęściej gospodarstwa domowe, chociaż zużywają one jedynie 10 proc. wody. Znacznie więcej, bo aż 58 proc., wody zużywa rolnictwo, czyli sektor będący największym zagrożeniem dla czystości wód w UE. Paradoksalnie jednak gospodarstwa rolne w UE nie są zobowiązane do pokrywania kosztów wytwarzanych przez siebie zanieczyszczeń, chociaż hodowla zwierząt jest bardziej szkodliwa dla środowiska niż samochody jeżdżące po unijnych drogach. Gospodarstwa jednak często nie ponoszą opłat za oczyszczanie ścieków, ponieważ większość zużywanej w nich wody nie jest odprowadzana do kanalizacji, tylko wsiąka w glebę. Oznacza to również, że woda ta nie jest oczyszczana. Eksperci zresztą coraz częściej ostrzegają, że azotany i pestycydy pochodzące z rolnictwa są ogromnym zagrożeniem dla czystości wód w UE.

Słomki / zdjęcie ilustracyjneKoniec z plastikowymi sztućcami i słomkami. Unijne przepisy weszły w życie

Winnych już nie ma

Bywa, że nie ma już kogo pociągnąć do odpowiedzialności. - Zdarza się, że tereny zostały zanieczyszczone tak dawno temu, że nie ma już możliwości ustalenia, kto jest za to odpowiedzialny, bądź też dany podmiot zawiesił już działalność i nie można go pociągnąć do odpowiedzialności - mówią kontrolerzy.

W takiej sytuacji państwa członkowskie często sięgają po finanse unijne. Niestety bywa też, że unijne środki publiczne są wykorzystywane niezgodnie z zasadą "zanieczyszczający płaci", np. w sytuacji, gdy urzędy nie wyegzekwowały przepisów o ochronie środowiska i nie pociągnęły do odpowiedzialności przedsiębiorców, którzy spowodowali zanieczyszczenie.

 

Bywa też, że zanieczyszczającego nie stać na to, żeby pokryć straty. Dzisiaj tylko siedem państw członkowskich, w tym Czechy i Polska, wymagają od przedsiębiorców, żeby posiadali zabezpieczenie finansowe np. polisę ubezpieczeniową z tytułu ryzyka środowiskowego. Na szczeblu UE takiego obowiązku nie ma. W praktyce oznacza to, że jeśli przedsiębiorstwo, które wyrządziło szkody w środowisku, zgłosi upadłość, koszty interwencji i usunięcia zanieczyszczeń muszą pokryć podatnicy.

Komisja Europejska już zapowiedziała, że będzie pracować nad lepszym wdrożeniem zasady "zanieczyszczający płaci" w prawie UE oraz skuteczniejszym egzekwowaniem jej przez kraje UE.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

Więcej o: